środa, 24 września 2014

19. Spokojnie księżniczko



~Niall

Zamknąłem drzwi od łazienki, mój mózg myślał teraz tylko o Lucy. To co przed chwilą się wydarzyło, nigdy tak z nikim tego nie przeżywałem, ona jest spokojna, urocza, bezsilna. Gdy ją ujrzałem w ciemnych włosach, jej zmiana, te zaczerwienie na policzkach od wstydu, wszystko takie idealne. To ona daje mi na dzień dzisiejszy powód do radości, dlaczego od tak się w niej zadurzyłem?
Ona chciała to czego ja pragnąłem, ją. Najbardziej w świecie potrzebuje właśnie jej. Pierwszy raz jak otworzyłem bagażnik, zobaczyłem przestraszoną dziewczynę ze łzami w oczach, nie miałem wtedy dla niej serca, ale ona to zmieniła. Jej cichy melodyjny głos, oczy jakby ocean, ciepłe policzki, różowe usta, idealna pod każdym względem. Nie wyobrażam sobie jak mogłem ją wtedy uderzyć, poniosło mnie, nadal ponosi, przystopowuje na każdą myśl o niej, bezbronnej Lucy.
Stanąłem uradowany przed lustrem, czułem jej zapach, zapamiętałem każde jej delikatne muśnięcie mojego ciała, to jak cicho jęczała. Nigdy nie przypuszczałem, że mógłbym poznać taką osobę, mógłbym poczuć jak to jest, zobaczyć innego człowieka niż do tej pory.
Po wspaniałych wspomnieniach z przed chwili, na myśl przyszedł mi zagrożony Liam.
Trzeba go ratować, zacisnąłem lekko pięść. Wyjedziemy jutro, musimy tam jak najszybciej dojechać.
Niby daleko, ale dla niego wszystko, nieraz mi uratował skórę przed strzałem pistoletu. Poświęcał się swojemu życiu dla mnie, trafiał często do szpitala, ale szybko z tego wychodził.
Jedno pytanie moją głowę, dlaczego Harry zawiózł go do Włoch? Czy właśnie tam jest tajemny sejf? Nie, to niemożliwe. Tak nie było w planach, on miał się znajdować w samym środku Ameryki, miałem różne plany z Liam’em i kiedyś Eric’iem, aby tam wyruszyć, ukraść odrzutowiec Harry’ego, aby nikt nie złapał nas na przewożeniu broni, lub innych rzeczy. Dokładnie nigdy nikt nie wiedział gdzie to jest ukryte, być może gdzieś pod ziemią, lub w jakimś muzeum.
Chciałem odpocząć jeszcze raz o tych problemach, postanowiłem wziąć długą kąpiel w gorącej wodzie, ja sam. Tylko ja i moje myśli. Napuściłem wodę. Kiedy się już w niej znajdowałem, przeszła mnie małe dreszcze, spokój, cisza. Zanurzyłem głowę i wypuściłem niepotrzebny tlen.
Czułem, że moje ciało zaraz nie wytrzyma, więc podniosłem szybkim ruchem głowę, nabrałem całymi płucami ilość powietrza ile bym mógł tylko pomieścić. Mój puls podrósł, czułem się jak na misji, tę adrenalinę przerwało mi otwieranie drzwi, pośpiesznie odwróciłem głowę, zauważyłem tylko Lucy, która mnie przeprosiła i zniknęła za drzwiami.
-Co się stało? –Mój głos się rozniósł po pomieszczeniu.
-Chciałam wiedzieć, czy nic ci nie jest, bo szybko oddychałeś  –Odezwała się za drzwiami, podsłuchiwała mnie. To miłe, ona się o mnie boi. Wstałem i owinąłem się ręcznikiem wokół bioder.
-Lucy wejdz –Poprosiłem. Dziewczyna po woli weszła do łazienki. Jej wzrok skupił się na moim ciele, zauważyłem na jej policzkach czerwień, której potrzebuję. Uwielbiam kiedy się rumieni. Podszedłem do niej, przykłdając dłoń do jej nagrzanego policzka. Jej oczy spotkały się z moimi, nareszcie.
-Nic mi nie jest. –Uśmiechnąłem się, odwzajemniła czule. Złożyłem na jej ciepłych ustach pocałunek.
Kciukiem pocierałem jej gorącą skórę. Jej nogi niespodziewanie owinęły się wokół mnie, uniosłem ją, nasze pocałunki stawały się bardziej namiętne. Buchające ciepło od niej ocieplało mnie przyjemnie.
Przycisnąłem ją do ściany, zjeżdżając niżej, moje ręce błądziły po jej udach. Pozwoliłem jej owinąć rceę między moją szyją, całowałem ją po niej. Przyciskała coraz mocniej gips do mojego karku, nie przeszkadzało mi to. Zobaczyłem u niej gęsią skórkę, postawiłem ją na ziemi i podałem jej moją bluzę z blatu.
-Dziękuje. –Uniosła kąciki ust, gdy zakładała bluzę, jej dołeczki ukazały się na czerwonych policzkach.
Są gorące jak zawsze, wygląda tak seksownie w mojej bluzie. Objąłem ją i położyłem szyję na jej ramieniu. Jest sporo niższa ode mnie. To urocze, żeby mnie pocałować musi stanąć na palcach.
-Jutro wylatujemy do San Siro. –Oznajmiłem ją, Lucy skrzywiła twarz i zapytała:
-Tam jest Liam? –Zapytała.
-Tak, musimy go uratować i ty mi w tym pomożesz. –Przełknęła ślinę na słowo ‘ty’.
-Nie będzie tak źle, będę cię chronił, nie dam ci broni. –Zrobiła się zła.
-To jak mam się obronić, gdyby on jednak do mnie celował? –Nie może! Nie pozwolę na to, ale on jest zdolny żeby ją zabić, musi nauczyć się strzelać.
-Chodź ze mną. –Zabrałem broń i wyszliśmy z pokoju hotelowego, chciałem już zamknąć pokój, ale Lucy zaczęła się śmiać.
-Co? –Zapytałem, a ona nie przestawała i wskazała palcem w dół. Kurwa..zapomniałem założyć czegoś na siebie. Wszedłem z powrotem do pomieszczenia i szybko ubrałem się w inne ciuchy.
-Brawo. –Zażartowała ze mnie.
-Ej, czasem mam prawo coś przeoczyć. –Zaśmialiśmy się wchodząc do windy, schowałem szybko broń do tylnej kieszeni kurtki. Wychodząc przy recepcji stała ta zdzira ze sztuczną opalenizną.
Pokręciłem głową i zaśmiałem na widok jej stroju, prawie wyszliśmy, kiedy do nas podeszła.
-Coś cię bawi? – Tupnęła szpilką w podłogę i przeczesała ‘swoje’ włosy za ucho.
-Tak – Lucy szturchnęła mnie lekko w ramię.
-Niall! Przeproś ją. –Rozkazała mi, a ja zajęczałem cicho.
-Przepraszam, że musisz być taką dziwką. –Uśmiechnąłem się, patrzyłem jak jej usta się otworzyły ze zdziwienia. Pociągnąłem ją za rękę i w końcu wyszliśmy z hotelu. Już obawiałem się, że nigdy stąd nie wyjdziemy.
-Jak mogłeś? –Była zdezorientowana. Stanęliśmy obok zaparkowanego motoru.
-To jest zwykła dziwka. –Odpowiedziałem jak najprościej potrafiłem.
-Ale skąd wiesz? –Po woli doprowadza mnie do nerwów, uniosłem ją i posadziłem na motorze.
-Cicho już. –Pocałowałem ją w czoło, jej mina dopowiadała się odpowiedzi. Usiadłem przed nią i ruszyliśmy z głośnym odpaleniem. Jechałem z niedozwoloną prędkością, tak jak zwykle. Czułem przygniatający się gips do mojego boku, już nawet mam tam siniaka. Zaśmiałem się i bezpiecznie wykręciłem w główną uliczkę.
-Gdzie jedziemy? – Zapytała.
-To niespodzianka. –Odpowiedziałem jej, przyspieszając tępo.
Po ok. 20 minutach jazdy wjechaliśmy na pustą łąkę. Podałem dziewczynie rękę, po czym podałem jej broń. Lucy podniosła brwi.
-Nie wiem co mam robić. –Stanąłem za nią obejmując rękami broń, którą trzymaliśmy teraz razem. Jej ręce całe drżały, nachyliłem się do niej i szepnąłem jej do ucha:
-Spokojnie księżniczko. –Mogłem tylko wyobrazić sobie jak jej ciało właśnie przebiegły dreszcze.
-Celuj ostrożnie do tego konaru drzewa co jest przed tobą. –Kiwnęła zdenerwowana głową. Lucy nacisnęła spust, ale się zdziwiła. Zaśmiałem się z niej.
-Musisz załadować magazynek. –Pokazałem dziewczynie jak to się robi, słuchała mnie uważnie i wróciliśmy do poprzedniej pozy.
-Przed siebie, na wprost ciebie, to nie jest trudne. –Przycisnęła wargi i pierwszy strzał wydał się na całe pole. Zobaczyłem na konar, w sam środek! Klasnąłem w ręce.
-Dobry strzał jak na pierwszy raz! –Lucy ponownie postanowiła strzelić, tym razem sama, załadowała, wymierzyła cel i strzeliła. Wow, nie spodziewałem się tego. Ona jest w to dobra.
-Dobrze, a teraz zestrzel tę butelkę. –Podniosłem pustą szklaną butelkę na konarze. Kiedy jej jeszcze nie odłożyłem wydał się strzał, butelka mi wypadła z rąk. Upadłem na ziemię, kurwa Luc.
Złapałem się za ramię, zaczęła się sączyć krew, boli jak cholera. Zacząłem przyciskać ranę. Spojrzałem na dziewczynę, która trzymała dłoń na twarzy, nie mogła uwierzyć w to co się właśnie stało, była sparaliżowana, stała w miejscu.
-Lucy! Zadzwoń do Tom’a, nie na pogotowie! –Rozkazałem jej, a ona nerwowo szukała w listach kontaktów.
-To on ci założył wtedy gips. –Powiedziałem ledwo przez ból, który mi sprawiała krwawiąca ręka.
-Halo? Tom, potrzebujemy pomocy, Niall ma przestrzeloną rękę, jesteśmy na łące zaraz za wjazdem do miasta, na końcu lasu. –Dała wskazówki mojemu znajomemu i się rozłączyła.
-Przepraszam. –Kucnęła obok mnie i zdjęła z siebie moją bluzę, po czym rozdarła kawałek swojej bluzki. Zawiązała wokół rany.
-Wybacz mi  nie chciałam, po prostu to jakoś tak samo z siebie wystrzeliło… –Zaczęła się spowiadać, ale jej przerwałem.
-Już dobrze, Luc. Mogło być gorzej. –Zaczesałem jej pasmo włosów i pocałowałem. Kurewsko boli, ale chociaż jej pocałunek sprawia przyjemność. Siedziała przez cały czas przy mnie, do tej pory jak Tom przyjechał.
-No nieźle stary –Kucnął koło mnie i wyjął apteczkę. Zaczął przemywać ranę, syczałem z bólu. Po chwili dodał:
-Kula cię mocno zadrapała, nie przebiła kości, ale trzeba to zszyć. –Powiedział. Pomógł mi wstać i usiadłem na jego tylnym siedzeniu. Zaczął przygotowywać potrzebne rzeczy, Lucy usiadła obok mnie i się przyglądała. Uśmiechnąłem się do niej.
-Naprawdę przepraszam. –Znowu..
-Oh przestań, to nic. –Odpowiedziałem.
-Jasne! Jak nic, przecież to ciężkie obrażenie Niall. –Nie marudź.
-Było minęło, niechcący to zrobiłaś. –Odpowiedziałem. Tom założył rękawiczki i dał mi znieczulenie, po czym napiąłem mięśnie i poczułem mrowienie. Nie był to ból, nie czułem nic, widziałem jak to zszywał, raz, drugi, trzeci. Spojrzałem na dziewczynę, patrzyła na to przez ręce.
-Boli? –Zapytała.
-Nic, a nic. –Uśmiechnąłem się i Tom skończył. Zakleił jakimiś plastrami. Wyglądam jak frankenstein.
Podziękowałem mu i powiedziałem, że się odpłacę innym razem. Wsiedliśmy na motor i teraz przestrzegałem prawa bo za bardzo nie mogłem przyciskać dłoni.
Gdy już zaparkowałem, Lucy pomogła mi zejść.
-Mamy teraz oboje opatrunki. –Zaśmialiśmy się i wjechaliśmy na piętro. Wpadliśmy do pokoju, nie tego samego, bo rzeczy były powywracane. Co do chuja?
_________________________________________________

Tom Smitch 24 lat.
'Jestem tylko lekarzem'


CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej jest już następny rozdział, mam nadzieję, że wam się spodobał. 
Proszę skomentujcie, chce wiedzieć co sądzicie od początku do końca, to dla mnie ważne.
Ilysm @Horan__HugMe x 
__________________________________________________ 

czwartek, 18 września 2014

18. Chce cię spróbować



~Lucy

Niall wpadł do pomieszczenia cały zdyszany i zdenerwowany. Porwał Liam’a, ale kto? Ten Harry?
Ma przechlapane, nie wiem jak się z tego wywiną. Będzie mu ciężko go uratować, widzę po nim jak mu zależy na tym, aby dorwać tego cwela i go rozszarpać. Usiadł na łóżku trzymając w rękach farbę, po co mu do cholery farba?! O nie, na pewno nie. Po długiej ciszy chłopak odezwał się:
-Lucy, jeśli chcesz ze mną gdziekolwiek jeździć musisz ściąć włosy i je przefarbować, proszę –Powiedział nawet nie patrząc się na mnie, jakby mówił do siebie, znowu.. Dosiadłam się do niego i nie mam innego wyboru muszę to zrobić, kurwa czemu ja zawsze przy nim tak szybko ulegam?
-Dobrze. –Wzięłam od niego tą farbę i weszłam do łazienki. Stanęłam przed prysznicem i nachyliłam głowę. To jest głupie, wszystko jest głupie. Nie lepiej mnie wypuścić ? Czemu ja? Nadal zadaję sobie to pytanie, w dzień i w nocy o tym myślę. Moje życie nigdy nie było i nie będzie dobre. Wiecznie będę mieć jakąś przeszkodę. Trzeba je ściąć, przeszukałam wszystkie szafki. Są, dobra one odrosną.
Nie co się bać są gorsze rzeczy. Po woli ścięłam, dość równomiernie. Na tyle ile potrafię, nie jestem fryzjerką do cholery. Kiedy skończyłam je ścinać, przyszła kolej na farbowanie. Obym nie wyszła stąd jak jakiś klaun. Nałożyłam rękawiczki i zmieszałam tubę farby pędzlem. Naprowadziłam na włosy starannie ciemną papkę, dobra jakoś idzie. Nienawidzę patrzeć na siebie w lustro to okropne, nigdy nie widziałam siebie w brązowych włosach. Amy ma szatynowe. Amy.. Co się z nią dzieje? Moje ciało przebiegły dreszcze na myśl o niej, czuję się jakbym jej nigdy nie znała. Dlaczego jej tutaj nie ma?
Bardzo za nią tęsknię, a prawie często o niej zapominam. Nie mogę, ja chce wrócić do domu, ale wtedy mnie zabiją. Kiedy skończyłam, przesiedziałam na blacie z 40 minut. Wszystko mi zdrętwiało, spłukałam włosy, resztki farby spłynęły. Szybko je przeczesałam i wysuszyłam, czuję się łysa. Ok, chwila prawdy, muszę się zobaczyć w lustrze. Zamknęłam oczy i przeszłam do lustra, po woli je otworzyłam. To nie ja, ja tak nie wyglądam. Jestem inna. Nie jest dobrze, ani źle, jest po prostu zwyczajnie. To krepujące, teraz wyjść do Niall’a. Pomyśli, że wyglądam jak szkaradnica, nie mogę o tym myśleć. Czemu przejmuję się jego zdaniem. Nie będę się nim przejmować co on myśli.
Wyszłam z łazienki, chłopaka nie było na łóżku, gdzie on jest? Przeszłam do salonu, oh siedzi na kanapie i coś czyta. Spojrzał na mnie pierwszy raz, opuścił wzrok i po raz kolejny tym razem o wiele szybciej, jego oczy się poszerzyły. Aż tak źle? Wiedziałam. Odłożył książkę podchodząc do mnie przygryzł wargę, kurwa nie rób tego! Stanął przede mną i zaczął przejeżdżać palcami po moich włosach.
-Wyglądasz inaczej. –Jego oczy, ten błysk, boże czy on się rumieni?! Tak, on to robi.
Nachylił się nade mną i złożył czuły pocałunek na moich ustach.
-Ale nadal jesteś moją Lucy. –„Moją” nie jestem twoja Niall. Kiwnęłam głową i usiadłam na jego poprzednim miejscu.
-Ciekawe? –Chwyciłam książkę i przeczytałam tytuł „Niechciani” . Jakiś kryminał, może kiedyś napiszą książkę o mnie jak mnie porwał jakiś chłopak? To okropne. Tylko w każdej tej książce swoje ofiary zabijają, a mnie jeszcze nie zabił.
-Taa. –Podszedł do mnie zabierając ode mnie książkę. Odłożył ją na miejsce i usiadł obok mnie. Cały czas mnie się przyglądając. To krępujące, halo.
-Jesteś piękna. –Nie mogę się zarumienić, nie teraz. Czuję jak moje policzki pieką. Czuje jak Niall przykłada dłoń do mojego nagrzanego policzka. Czuję jak jego ręka drży.
-Kiedyś..kiedyś cię w niego zraniłem..przepraszam. –wydarzenie z tamtego dnia od razu mi się przypomniało, cholernie bolało. On czuje się winny, dobrze. Nie rozumiem do tej pory czemu to zrobił. Wiem, że się na mnie wtedy wkurwił, ale jego zachowanie było niestosowne, tak jak i zazwyczaj. Jest nieuprzejmy, wredny, chamski, nie wychowany. Ale dla mnie już taki nie jest, dla mnie jest miły, opiekuńczy, troskliwy, zabawny. On jest sobą, a nie udaje kogoś onnego kim nie jest. To ja go zmieniłam.
-Przepraszam. –Powtórzył spokojnym cichym głosem przytulając mnie. Czy on zawsze musi tak wszystko wspaniale kończyć? On jest jak miś do przytulania, który cię chroni. Boże o czym ja myślę?
-W porządku. –Odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Chłopak odwzajemnił uśmiech. Nie chce żyć przyszłością, co się z nim stanie, że pójdzie zapewne do więzienia. Chce żyć chwilą, teraz. Teraźniejszością.
Kiedy miał coś powiedzieć znienacka rzuciłam się na niego. Nie spodziewał się tego odemnie, dlaczego ja to zrobiłam? Teraz on leży pode mną, a ja siedzę na nim okrakiem. Zaczęłam się śmiać, on również. Po chwili przestaliśmy i znowu ta niezręczna cisza. Poczułam lekkie pchnięcie w dół, jestem od jego twarzy kilka centymetrów. Czuję jego ciepły oddech, przypomina mi się tamten raz kiedy to ja byłam pod nim, a teraz role się odwróciły. Nie czekał ani chwili dłużej wpił się w moje usta. Zaczął dość nachalnie, czuje jak jego ręka jeździ po moim ciele. Jego usta są idealne, one wpasowują się w moje w każdym calu.
Czuję już mrowienie w brzuchu. Te uczucie jest zawsze rano kiedy otworzy oczy i na mnie patrzy. Jego oczy są wtedy pełne życia. Zaczęłam całować jego skórę na szyi. Pachnie za dobrze. Prawie podskoczyłam kiedy chłopak uszczypnął mnie w pupę. Zostałam przekręcona na dół. Teraz on jest nade mną. O nie.
Jego pocałunki na mojej skórze sprawiają jeszcze większe dreszcze, ciepło. Jego ciało mnie ogrzewa. Czuję się bezpieczna. Jego głowa zniża się za szybko w dół.
-Chce cię spróbować. –Jego oczy powędrowały na mnie. Kiwnęłam głową.
-Powiedź coś, chce cię usłyszeć. –Rozkazał.
-Ja też tego chce. –Co ja wygaduje?! On hipnotyzuje. Lucy! Uspokój się.
Chłopak zrobił szyderczy uśmieszek. Zaczął ściągać moje spodnie. Nie jestem pewna do tego co ma za chwilę dojść. Ale ja go pragnę, bardzo. Poczułam gęsią skórkę na moich nogach. Niall znowu zaczął mnie całować, ale tym razem pocałunki stawały się z każdą chwilą co raz większe. Zdjął jednym ruchem moją bluzkę. Jego włosy łaskotały mnie po brzuchu. Usta chłopaka są składane na moich udach. Są ciepłe, jego dłoń przejeżdża po mojej zimnej skórze. To nie fair, że ja jestem w samej bieliźnie, a on nie. Zatrzymałam go i powiedziałam:
-Kolej na ciebie. –Chłopak podniósł brew i podniósł ręce  w górę.
-Rób ze mną co chcesz kochanie. –Zdjęłam jego bluzkę, czułam jego spojrzenie na moje ciało. Tylko nie to.
-Jesteś idealna. –Opuszkami palców przebiegłam po jego torsie. Moja ręka drżała z każdą kolejną sekundą.
Wziął ją do swojej i przyłożył do swojego serca.
-Ono bije dla ciebie. –Cała byłam rozpalona, to mnie rozwaliło od środka, moje serce wybuchło.
Złapał mnie za nadgarstki i przyłożył do łóżka. Trzymał je cały czas, gdy całował mnie po moim ciele. Jedna ręka puściła drugą kiedy zaczął ściągać moje majtki. Poczułam bijące zimno.
-Na pewno tego chcesz? –Zapytał mnie z troską.
-Tak. –Chłopak zastąpił zimno swoimi palcami, ugięłam się w łuk. Poruszał nimi dość wolno, moje ciało przeszły do tej pory niespotykane mnie dreszcze. Początkowy ból przemienił się w przyjemne uczucie.
Gdy już czułam stan kiedy moje ciało nie wytrzyma, wyjął palce i składał pocałunki na moim brzuchu. Zjeżdżając coraz niżej, aż przeszło przeze mnie cholerne ciepło z jego ust. Skłdał tam pocałunki, poczułam jak jego język przebiega między moimi nogami. Złapałam go za włosy, zaczęłam je ściskać, wydawałam z siebie ciche jęki. Drugą ręką zostałam przygnieciona przez jego do kanapy. Zapomniałam o wszystkim co złe. Moje ciało przeszło dotąd mi nieznane uczucie. Niall przestał i po raz kolejny złożył pocałunek w każdym miejscu mojego ciała.
-To było.. –Nie dał mi dokończyć.
-Niesamowite. –Usiadł obok mnie zakładając bluzkę, a ja swoje ubrania. Nie mogę uwierzyć w to co przed chwilą się stało, on, jego serce, te ciepło. Pocałował mnie w usta i zniknął za drzwiami od pokoju.
Przejrzałam się w lustrze, który był przede mną. Jestem cała czerwona na twarzy. Na ciele mam liczne śliwkowe ślady, które bolały. Mój nadgarstek był cały spuchnięty i został ślad po Niall’u.


~Harry

Rozkazałem mu zejść na dół góry, tak zrobił. Nie mogę się doczekać, aż Horan przyjedzie mu na ratunek.
Wtedy obydwoje stracą życie, tak jak i jego kochana Lucy. Popchnąłem go do środka kawiarni, posłałem spojrzenie do Valentiny, żeby wzięła Liam’a do piwnicy. Usiadłem do pustego stolika, jestem wyczerpany tym chujem. Nie może usiedzieć na dupie do przyjazdu Niall’a. Zapadłem w myślach o tym co zrobię tym trzem jak już będą w paczce. Przerwała mi Valentina, to mojej mamy dawna koleżanka ze szkoły. Jako jedyna umie mówić tu po angielsku.
-Podać ci coś Harry? –Pokręciłem głową i poklepałem miejsce obok. Usiadła koło mnie i zapytała:
-Jak długo będzie tutaj ten chłopak? –Dla mnie może i teraz umrzeć, ale chce żeby to działo się na oczach jego najlepszego przyjaciela.
-Sam nie wiem, muszę czekać, wszystko w swoim czasie. –Wydęła usta i krzyknęła do swojego syna coś co nie rozumiem.
-Zamówiłam dwie kawy. –Jak chcesz, nie mam ochoty na kawę. Wstałem i powiedziałem:
-Idę do niego. –Przeszedłem obok zatłoczonych kolejek do baru i z daleka usłyszałem jej głos:
-A kawy nie wypijesz? –Daj mi spokój babo, otworzyłem skrzypiące drzwi i wszedłem do środka. Chłopak był już przywiązany do krzesła, tak jak trzeba. Był cały spocony, zapaliłem światło i usiadłem przed nim na zakurzonym stole. Patrząc się na jego zaklejone usta wyjąłem papierosa i zapaliłem.
-Więc czekamy na twojego zbawiciela Payne. –Chłopak nadal nie zmieniał wyrazu twarzy, była wciąż zła. Na mnie, to i lepiej wszyscy są źli na Harry’ego. Wypuściłem dym drwiąc z Liam’a.
-Nie mogę się doczekać, aż zobaczysz jak twarzyczka tego dupka będzie krwawić od moich pięści. –Liam wydał z siebie jakiś dźwięk, ale nie mogłem dosłyszeć.
-Co? Co mówisz? –Podszedłem do niego i z całej siły odkleiłem mu taśmę. Wydarł się na całe pomieszczenie. Uderzyłem go z całej siły w mordę i powiedziałem:
-Zamknij się bo cię zabiję teraz. –Czułem jak szybko oddycha, pot mu ściekał z czoła. Biedaczek się zmęczył. Odwróciłem głowę szukając jakiegoś napoju. Zauważyłem wodę na końcu piwnicy. Podałem mu ją i powiedziałem:
-Ups, sam jej nie otworzysz, może ci pomogę. –Odkręciłem korek i ochlapałem jego twarz całą zawartością butelki. Zacząłem się śmiać z niego, taki niewinny. Trzeba było nie podejmować się tej pracy.
-Jesteś żałosny. –Tylko to usłyszałem z jego ust. Ja żałosny? To ty nim jesteś! Uderzyłem pięścią go w twarz, jego krew zaczęła się sączyć z potem. Przewróciłem krzesło razem z nim i usiadłem na swoje miejsce. Krew plami podłogę, jego twarz nadal jest ta sama. Trzeba przyznać ma stalowe nerwy.
-Później to posprzątasz. –Rozkazałem, wydychając dym. Teraz to ja wami rządzę. 
_______________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej, wiem nie dodawałam długo rozdziałów, nie miałam weny, dzisiaj zaczęłam pisać. Pierwszy raz pisałam część 18+ więc wiecie jakby były jakieś pomyłki to uwierzcie nie wiem jak pisać, trochę czytam innych ff i z nich to czerpię. Nie piszę na początku rozdziału, że to czytasz na swoją odpowiedzialność, jak i tak każdy to przeczyta. Więc, rozdziały będą teraz obowiązkowo dodawane co tydzień w środy, obiecuję. 
Jeszcze raz przepraszam za tamto. Mam nadzieję, że mnie zrozumieliście, że każdy czasem nie ma weny. 
Proszę o skomentowanie rozdziału, te komentarze są dla mnie ważne, a nie jak niektórzy wejdą przeczytają i nic nawet nie napiszą. 
Ilysm @Horan__HugMe x