środa, 25 czerwca 2014

9. Nigdy ciebie nie skrzywdzę.

~Lucy


Nie myśląc już o nim, napełniłam gorącą wodą wannę i do niej weszłam. Rozmyślałam tylko nad tym, jak ja teraz normalnie będę życ, czy w ogóle on mnie wypuści. Niall jest mordercą, znam go zaledwie 2 tygodnie, jest irytujący i opiekuńczy. Bardzo szybko się wkurwia, jest człowiekiem nie do rozgryzienia. Ale jeśli Amy zginie, przez jego chujowego szefa, dzwonię na policję i zamkną Niall’a. Policja nie wie jak wygląda, ale mi by chyba uwierzyli, że mnie tu przetrzymywał. Muszę na razie trzymac się jego, kiedy to wszystko się skończy pojadę do domu i rzucę się w ramiona Amy. Nie wiem jak wszystko się potoczy, wszystkie pytania na temat tego kończą się słowem nie wiem.
Przerwał mi dzwonek telefonu, podniosłam opartą głowę, żeby zobaczyc gdzie jest komórka. Była na umywalce, ten idiota ją tu chyba zostawił. Usłyszałam nachalne pukanie do drzwi, po czym chłopak się wydarł:
-Daj mi ten telefon!
Podniosłam się jak najszybciej i owinęłam ręcznikiem, podeszłam do umywalki, spojrzałam na ekran, widniało tam „Denise dzwoni”. Kto to Denise? Pewnie jego dziewczyna, która mu pomaga w morderstwach. Zatrzęsła mi się ręką, ponieważ ponownie usłyszałam zza drzwi:
-Daj mi ten telefon!!
Po czym dodał:
-Umarłaś tam, czy co?
Tak, kurwa.
Przekręciłam zamek i kiedy chciałam otworzyc drzwi, chłopak wparował mi do łazienki.
-Daj go.
Wystawił do mnie rękę, nagle piosenka przestała grac, chłopak się na mnie popatrzył złośliwym spojrzeniem i mnie odwrócił, wyrwał mi z ręki komórkę i wyszedł.
-Chuj. Powiedziałam cicho. Ale nie wystarczająco cicho, aby on nie usłyszał. Otworzył z całej siły drzwi i pędził prosto na mnie. Popchnął mnie z całej siły na ścianę, mokre włosy zasłoniły mi twarz. Położył na mojej szyi rękę i zaczął mnie dusic. Powiedział:
-Nie jestem chujem i księżniczko nie przetrzymuj tyle czasu mojego telefonu, rozumiesz?
Potaknęłam głową i chłopak, zabrał rękę. Zsunęłam się po ścianie i się zakryłam dłońmi. Zaczęłam płakac, pewnie ten nie czuły zjeb już sobie poszedł, niech spierdala. Poczułam jak chłopak zbiera moje włosy, aby było widac moją twarz.
-Zostaw mnie. Powiedziałam
-Nie mogę.
-Czemu? Podniosłam głowę. Zauważyłam, że Niall przede mną kucnął.
-Ponieważ muszę się o ciebie martwic.
Zdziwiło mnie to, znowu nie rozumiem, dlaczego on mnie dusi, a później się o mnie troszczy? On jest pojebany.
-Jesteś..
Nie chciałam już mu mówic jaki jest, bo znowu by mi cos zrobił, a mam serdecznie tego dosyc.
-Jaki jestem? Zapytał.
-Nie powiem. Spojrzałam na niego.
-Dlaczego?
Nie domyślasz się, co robisz ludziom jak wypowiedzą się na twój temat chuju?
-Ponieważ mi coś zrobisz
-Boisz się mnie?
Kiwnęłam głową.
-Przepraszam. Opuścił głowę w dół.
-Jestem totalnym dupkiem, wiem, ale mam tak od małego, skarbie jeśli ci tak zrobię, walnij mnie z całej siły w mordę, pozwalam ci.
Czy ja właśnie usłyszałam to co on powiedział, chyba się przesłyszałam. Wyszczerzyłam do niego oczy i zaczęłam się śmiac.
-Co w tym śmiesznego? Zapytał.
-Mamy się bic? Powiedziałam się śmiejąc.
-Jeśli chcesz, abym cię nie bił to tak. Uśmiechnął się.
-Lucy?
-No. Odpowiedziałam śmiejąc się.
-Nigdy ciebie nie skrzywdzę.
Jasne, sobie to możesz wciskac ten kit.
-Przepraszam cię, to wszystko przez to, że stałem się jednym z nich.
-Wiem, mówiłeś mi.
-Nie lubię kiedy ktoś się zgadza ze mną o moich złych rzeczach.
-Więc przestań!
-Co mam przestac?
-Przestań to robic!
-Ty nic nie rozumiesz, jeśli przestanę wykonywac zlecenia, zabiją mnie.
-No to masz problem.
Chłopak się wkurzył, ale nic nie zrobił. Wstał i wyszedł z pomieszczenia. Wstałam z mokrej podłogi i wyjęłam z szafki drugi ręcznik, którym owinęłam włosy. Przebrałam się i wysuszyłam włosy, musiałam je doprowadzic do ładu, więc zrobiłam sobie koka. Patrzyłam się w lustro na siebie, z obrzydzeniem, nienawidzę swojego ciała, twarzy i charakteru. Nic nigdy w sobie nie lubiłam, zawsze ucieczką od tego był psycholog, ale to nie pomagało, pomagał mi ostry przyrząd, którego nie mogę użyc, przysięgałam Amy, że nigdy w życiu już tego nie dotknę, nie robiłam tego od roku. Ból fizyczny mi tu nie pomoże, nic mi już nie pomoże. Muszę zaufac Niall’owi i wyjśc z tego domu. Chce siedziec w samolocie ze świadomością, że się nie długo spotkam z moją przyjaciołką i wszystko wróci do normy. Wyszłam z łazienki i poszłam do „swojego” pokoju. Położyłam się na łóżku i zauważyłam koło siebie pilota, więc musi i być telewizor. Wisiał przede mną, włączyłam go i oglądałam z nudów kreskówki.
W między czasie usłyszałam jak Niall z kimś rozmawia na dole przez telefon. Zciszyłam wolno TV i podsłuchiwałam o czym mówi. Chyba się z kimś umawia, jakby z dziewczyną, pewnie to ta Denise. Nagle wszystko ucichło, wzięłam pilota do ręki i zrobiłam większą głośnośc. Usłyszałam jak chłopak wchodzi po schodach, podszedł do drzwi pokoju i powiedział:
-Za godzinę, mam gościa, więc masz być spokojna.
-A czy ja jestem nie spokojna?
Niall się uśmiechnął i polazł gdzieś w stronę korytarza. Jestem niespokojna, niech się wypcha, kurwa.
Tym gościem ma być zapewne ta dziewczyna.
Zachowuję się jakbym była zazdrosna, ale na pewno nie o niego.

~Niall

Przeprosiłem ją swoim zachowaniem, mam tak od tych typów, którzy mnie nauczyli jak być egoistycznym chujem, tak jestem chujem. Nie chce tego robic Lucy, ale mam za dużo adrenaliny. Wyszedłem z łazienki i zszedłem na dół. Oddzwoniłem do Denise, to żona mojego brata, dawno do mnie nie dzwoniła, ostatnio kiedy ze sobą rozmawialiśmy to na ich ślubie. Nie utrzymuje dobrego kontaktu z Greg’iem. Zawsze się kłóciliśmy i biliśmy, raz aż za bardzo. Nie wie o tym, że płacą mi za to, że kogoś zabiję, zawsze mu mówiłem, że wyjeżdżam do Zayn’a. Wybrałem numer i po paru sygnałach odebrała. Usłyszałem jej głos:
-Halo?
-Hej Denise, coś się stało?
-No w końcu się odezwałeś, co się z tobą działo?
-A nic ciekawego, a czemu dzwoniłaś?
-Przejeżdżałam w okolicy i zauważyłam, że światła są u ciebie zapalone, pomyślałam, że to ty.
-Tak przyjechałem tu dzisiaj, stęskniłem się za domem, no wiesz, rzadko bywam w domu.
-Oj Horan, możemy do ciebie przyjechac z Greg’iem?
-Jasne, kiedy?
-Dziś o 19:00 mamy czas.
-Dobra, to do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Kobieta się rozłączyła i rozmyślałem co ja mam do cholery zrobic z Lucy? Musi udawac moją dziewczynę, nie ma innej opcji. Pobiegłem na górę i stanąłem w progu drzwi pokoju. Oglądała TV, powiedziałem do niej:
-Za godzinę mam gościa masz być spokojna.
Dziewczyna się oburzyła i odpowiedziała:
-A czy ja jestem nie spokojna? Zapytała.
Uśmiechnąłem się do niej i poszedłem do mojego pokoju, zabawna jest. To jest słodkie kiedy dobrze wie, że jest pobudliwa. Kiedy byłem już w środku, przypomniałem sobie, kiedy ostatnio tu byłem. Szybko to minęło, muszę się przygotowac na spotkanie z moim bratem, podszedłem do szafy i wyciągnąłem szary podkoszulek, zwykłą bluzę i dżinsy. Szybko się przebrałem, musiałem się przejżec, wszedłem do łazienki i poprawiłem włosy, popryskałem się dezodorantem, byłem gotowy. Zbiegłem po schodach na dół i złapałem za telefon, zadzwoniłem po chińszczyznę. Musiałem sprawdzic jak wygląda moja „dziewczyna”. Pobiegłem znowu na górę i zastałem tam ją w tej samej pozycji jak przed dziesięcioma minutami, ogląda telewizję, niech ona ruszy tą dupę.
-Co ty tak leżysz?
-A nie mogę? Spojrzała na mnie.
-Szykuj się, zaraz mój brat tu będzie ze swoją żoną.
Dziewczynie jakby ulżyło i wstała z łóżka.
Chciała coś powiedziec, ale jej przerwałem:
-Mamy problem.
-Jaki? Zapytała.
-Musisz udawac moją dziewczynę.
Lucy zaczęła się ze mnie wyśmiewac i powiedziała:
-Chyba sobie ze mnie żartujesz?
-Nie! Ubieraj się! Już!
-Nie! Nie chce udawac twojej dziewczyny.
Tylko się nie denerwuj, spokojnie.
-Zrób to dla mnie.
-NIE
-Dla najbliższej osoby na świecie.
-Nie wmieszaj w to mojej rodziny!
-Błagam!
-Dobrze, ale masz być dla mnie miły i mi nie rozkazywac.
-Jestem dla ciebie miły i ci nie rozkazuje.
Dziewczyna podniosła do góry brew.
-Dobra, niech będzie na twoim. A teraz idź się już przebrac.
-Ale się przed chwilą przebierałam, rozumiesz to prawda?
-Wiem, ale musisz wyglądac bardziej seksownie.
-Że co?
-To co słyszysz. Chodź ze mną.
Dziewczyna ruszyła za mną niepewnie.
Zatrzymaliśmy się w garderobie. Kiedyś należała do mojej matki. Nie powinno się nosic i przetrzymywac ubrań po zmarłych, ale mnie to nie interesuje. Rozejrzałem się po wszystkich ubraniach i muszę przyznac, że troche tego jest i nie wiem co jej dac. Wybrałem jakąś czarną kieckę z tylną koronką. Sięgnąłem po jakieś czarne szpilki i jej podałem. Lucy wytrzeszczyła do mnie oczy i powiedziała:
-No chyba nie.
-Tak, idź się przebieraj!
Popchnąłem ją lekko, do łazienki. Mam nadzieję, że z tam tąd wyjdzie. Minęło z 20 min. Wkurwiłem się i zacząłem pukac do drzwi, krzyknąłem:
-Otwieraj te drzwi!
Usłyszałem jak przekręca zamek i je otwiera. Moje oczy skupiły się na każdym punkcie jej ciała. Wygląda bardzo pociągająco, przygryzłem dolną wargę i powiedziałem:
-Może być, teraz chodźmy na dół.
Skłamałem, wygląda tak seksownie, że bym się wpił w jej usta i jej robił dobrze, moje oczy spoglądały na jej dół, kiedy szła przede mną. Chciałem ją uszczypnąc, ale się powstrzymałem.
Usiedliśmy na sofie, usłyszałem jak dzwoni dzwonek, zdenerwowałem się i wstałem, dziewczyna się wyprostowała i poprawiła włosy. Otworzyłem drzwi i się na raz zawiodłem i ulżyło mi, był to ten chińczyk z żarciem. Uśmiechnąłem się sztucznie, zapłaciłem mu i powiedziałem, bez reszty, chciałem się go pozbyc jak najszybciej, chyba z nerwów. Położyłem jedzenie na stole i chodziłem w kółko, przygryzając paznokcie. Ciszę przerwała Lucy:
-Przestań tak chodzic!
-Cicho!. Krzyknąłem i na raz zadzwonił dzwonek, ale w moich uszach głośny dzwon. Podszedłem po woli do drzwi i delikatnie je otworzyłem. Uśmiechnąłem się i powiedziałem głośne:
-Hej! Żałośnie musiało to wyglądac, kurwa.
-Siema młody! Uściskałem się z Greg’iem.
-Hej Niall. Powiedziała Danise.
-Hej! Pocałowałem się z nią w policzek.
-Wejdżcie, do środka!
Zaczęliśmy się śmiac.
Stanęli i się spytali:
-Co to za dziewczyna?
-Emm to moja dziewczyna.
Podszedłem do dziewczyny i przyciągnąłem ją do siebie. Dziewczyna powiedziała:
-Hej jestem…l..ily. jestem Lily!
Co? Skłamała, sprytne.
-To jest Greg, a to Denise.
Kiedy wszyscy się przywitali, usiedliśmy na sofie I zaczęliśmy rozmawiac.
-Więc Niall, czym się zajmujesz w Londynie?
-Eh no wiesz, jestem...barmanem.
Kurwa.
-No to całkiem, ile zarabiasz?
-2000 miesięcznie. Skłamałem nigdy bym się nie utrzymał za tą cenę.
-No, ale pomaga ci ten Zayn?
-Yhym.
-A ty Lili, czym się zajmujesz?
Dziewczyna przełykała makaron, a ja ją szturchnąłem łokciem w żebro.
-Emm.. ja studiuję.
-O a jaki kierunek?
-Yy..taniec.
-Taniec? Czyli jesteś wykształcona artystycznie?
Lucy kiwnęła głową.
Rozmawialiśmy jeszcze ok. dwóch godzin. Obawiałem się gorszych pytań, okropieństwo. Ok. 23, wyszli. Zamknąłem za nimi drzwi i oparłem się o nie, wydychając powietrze.
-Nawet dobrze poszło. Powiedziała.
-Taniec? Serio?
Dziewczyna opuściła głowę i powiedziała:
-Tak, od małego tańczę.
-O spoko.
-Idę się położyc.
-Lili?
-Przestań! Krzyknęła będąc już na schodach.

Zacząłem się śmiac i podszedłem posprzątac po gościach. Zmęczony i wykończony, wszedłem na górę i kiedy przechadzałem się między korytarzem, ściągałem bluzę, następnie bluzkę, rzuciłem to na podłogę i rozpiąłem spodnie, rzucając gdzieś w kąt. Wszedłem do pokoju pół Przytomny i rzuciłem się na łóżko. Okryłem się kołdrą i momentalnie zasnąłem. To był ciężki dzień, najgorszy i najlepszy na raz. Przez Lucy od razu humor mi się polepszył. Wyglądała tak seksownie. Obudziło mnie uginające się łóżko, otworzyłem oczy i zobaczyłem ją, położyła się na moim ramieniu. Przyciągnąłem dziewczynę do siebie i otuliłem. 





_________________________________________________________________________

Greg i Denise




________________________________________________________________________

Hej, jest już 9 rozdział! Wow, no nieźle, więc jeśli CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Ilysm @Horan__HugMe

środa, 18 czerwca 2014

8. Ja wszystko wiem o tobie księżniczko.

~Niall

Patrzyłem tak na nią jeszcze z chwilę, po czym zauważyłem, że zasnęła. Była taka urocza, chociaż kiedy śpi jest taka, ale kiedy się budzi boi się, lub jest chamska. Wstałem z łóżka i poszedłem do szafy, wyjąłem z niej koc. Podszedłem do Lucy i ją nim przykryłem. Schylając się pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z pokoju. Zacząłem się zastanawiać co mam do cholery teraz zrobić z nią. Miałem praktycznie tylko tydzień na jej „znalezienie” i oczekiwanie na przyjazd Harry’ego, który nie wiadomo co będzie robił. Może trzeba było ją zabić od razu i byłoby po kłopocie, kurwa o czym ja myślę, nie zabije jej. Spoglądałem na nią obok drzwi, za dużo przeszła w życiu, niż te osoby, które musiałem zabijać, ona jest po prostu inna. Kiedy tak rozmyślałem, poszedłem na dół, zacząłem szukać mojej walizki, gdy ją znalazłem, zacząłem pakować najpotrzebniejsze rzeczy, nie wiem jeszcze gdzie pojedziemy, muszę jeszcze zatankować. Wszystko działo się w przyspieszonym tempie, nie zauważywszy już wszystko spakowałem. Przypomniałem sobie, w tym momencie o najważniejszej rzeczy, o głównym temacie tego porwania, o naszyjniku. Harry mi kiedyś opowiadał, kiedy żyli jeszcze rodzice Lucy, że musi znaleźć naszyjnik, który jej matka kupiła jej. Musi być u niej w domu, więc musimy podjechać, kurwa. Harry wspomniał o kodzie zawartym w tym naszyjniku, który otwiera najtajniejszy skarbnik rodziców dziewczyny. Podobno jest w nim spora sumka do zgarnięcia, ale zażarcie ta jego „mafia” próbuje to otworzyć, ale nie znają kodu. Mam szansę, aby mieć te hasło, nigdy nie dam go mojemu „szefowi”, patrząc w przyszłość gdybym bym mu dał to by mnie zabił na miejscu i odjechał ze szmalem. Muszę obudzić Lucy, pobiegłem na górę, stanąłem nerwowo w drzwiach i postanowiłem ją zanieść do auta na ręką, nie budząc jej. Podszedłem i wziąłem ją jak najlżej na ręce, nie obudziła się. Zszedłem z nią jak najbezpieczniej na dół, dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu, spojrzałem się na nią i szepnąłem:
- Nie pozwolę na to, aby cię zabili.
Na szczęście się nie wzbudziła, otworzyłem drzwi i podszedłem do auta, otworzyłem tylne drzwi i ją położyłem. Pobiegłem szybko po walizkę i zamknąłem wszystkie drzwi i na wszelki wypadek garaż, nie potrzebnie to robię, bo i tak jak tu przyjadę, nawet nie wiem kiedy, wszystko będzie tylko gruzem, oczywiście byłaby to sprawka Harry’ego.
Otworzyłem bagażnik i wsadziłem tam walizkę, podbiegając usiadłem za kółkiem i odjechałem. Po ok. godzinie byłem na stacji benzynowej, wysiadłem z samochodu i zacząłem tankować, jak najwięcej, aby jak najdalej pojechać. Na razie pieniędzy mam potąd, więc na tą chwilę karton mi nie potrzebny. Skończyłem tankować i poszedłem zapłacić, kupiłem jeszcze coś do jedzenia i picia. Facet w sklepie się na mnie dziwnie gapił, o co mu kurwa chodzi? Nie zabiłem ci matki, chuju. Spojrzałem na niego wrogim spojrzeniem, przy odbieraniu paragonu. Trochę się wystraszył, idiota. Wsiadłem i rzuciłem na miejsce obok zakupy. Wyjąłem sobie batona, po czym odjechałem. Jechaliśmy dość długo, zatrzymałem się za jezdnią, koło domu Lucy. Akurat Harry mi opowiadał, gdzie ona mieszka, miałem ją porwać tutaj, śledziłem ich po całym centrum handlowym, ale moim zdaniem najlepiej było złapać ją na stacji. Przeszedłem do tyłu, gdzie spała dziewczyna, zacząłem ją delikatnie łachotać po twarzy, podrapała się po nosie i otworzyła oczy. Zrobiła grymaśną minę, zabawnie to wyglądało. Lucy się wzdrygnęła widać było, że wystraszyła, ponieważ moja twarz była blisko jej. Dziewczyna się uspokoiła i zaczęła mi się patrzeć prosto w oczy, podniosła rękę i zaczęła jeździć nią po moim podbródku i szyi. Złapałem jej rękę i odważnym głosem powiedziałem:
- Lucy musisz mnie teraz uważnie posłuchać.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Wyjrzyj przez okno.
Wyjrzała i momentalnie zaczęła się wyrywać, wpadła w histerię i krzyknęła:
- Co się dzieje?!
- Nie, posłuchaj mnie.
- Nie, chce do domu!
Przymknąłem swoją ręką jej twarz, przez co nie mogła nic powiedzieć.
- Słuchaj! Musisz wejść do domu i iść po swoją najważniejszą rzecz, którą dostałaś od mamy, rozumiesz, chodzi mi o naszyjnik.
Lucy zabrała moją dłoń i powiedziała:
- Skąd wiesz o tym naszyjniku?
- Ja wszystko wiem o tobie księżniczko. Uśmiechnąłem się, a dziewczyna się oburzyła i powiedziała:
- Nie mogę tam iść.
- Dlaczego?
- Jest tam.. moja..
Nie dokończyła.
- No kto?
- Ymm współlokatorka.
- To wejdziesz tak, aby nie mogła cię usłyszeć, dobrze?
- Ale nie wejdę, bo alarm się włączy.
- A co jest potrzebne, aby się nie włączał?
- Klucze..
Wysiadłem z auta i zajrzałem do bagażnika, gdzie otworzyłem walizkę i zacząłem szukać po kieszeniach jej spodni, kluczy. W przednich nie było, ale w tylnej.. bingo. Spakowałem ją i usiadłem tam gdzie wcześniej.
- Masz. Podałem jej klucze i powiedziałem:
- Uda ci się.
Wysłała mi sztuczny uśmiech. Widziałem jak idzie w stronę domu i otwiera furtkę, dziewczyna po czasie zniknęła w ogrodzie.

~Lucy

Wysiadłam z auta i powolnym krokiem szłam do bramy, zatrzymałam się przed nią i otworzyłam ją. Weszłam , teraz tylko musi mi się udać wejść do środka i wyjść cała, nie chcę aby Amy mnie zauważyła, nie chce jej bólu psychicznego, boję się o nią, tak mi jej brak, zaraz ją zobaczę, ale kiedy mam myśl, że tylko na pare minut i z powrotem muszę wracać bo mi zagraża śmierć jest okropna. Stałam przed drzwiami, może są otwarte, rzadko, kiedy je zamykała. Pociągnęłam za klamkę w dół i otwarte, ona nie może ich zostawiać otwartych, cholera. Postawiłam but na podłodze po , której chodziłam ostatnio przed porwaniem, brakowało mi tego domu. Przeszłam kilka kroków i  przysunęłam się do ściany serce biło mi jak opętane,  wychyliłam się i zobaczyłam Amy, która jak w dzień w dzień leży na kanapie i ogląda TV, bardzo to typowe. Uśmiechnęłam się do siebie. Przed sobą miałam drzwi prowadzone do pokoi, przeszłam daleko za jej plecami i po cichu weszłam na górę. Weszłam do mojego pokoju, był tak taki sam jak po moim ostatnim pobycie, nic nie ruszone, wszystko na swoim miejscu. Podeszłam do szkatułki, gdzie znajdowała się tam rzecz, którą mam mu znieść. Wzięłam wisiorek do ręki, przypomniałam sobie, jak dostałam go od mamy na 11-ste urodziny, wspominałam te wspaniałe czasy. Na policzkach pojawiły się nie liczne łzy, dlaczego tak musi teraz być?! Co ja takiego zrobiłam?! Chciałam się rozpłakać na cały dom, ale Amy jest na dole, a nie chce, żeby mnie zauważyła. Wyszłam pospiesznie z pokoju, zeszłam po schodach, przybliżyłam się do framugi i wyjrzałam na lewą stronę, nie ma jej! Kurwa, gdzie ona jest. Nagle usłyszałam jak spłukuję się spłuczka, jest w łazience. Muszę uciekać, ale drzwi zamknęła, przecież ona nigdy ich nie zamyka! Pewnie jak wstawała zauważyła, że nie zamknęła, super. Przeszłam szybko do kuchni, schyliłam się za blatem, dziewczyna wyszła z łazienki i poszła na te same miejsce co wtedy. Kurwa, jak ja teraz wyjdę, przecież ona mnie usłyszy, na bank. Wstałam i pomyślałam, że wyjdę przez okno podeszłam do kuchennego okna, otworzyłam je i stanęłam na blacie, po czym złapałam się framugi i wyjrzałam, nie jest zbyt wysoko. Skoczyłam.. usłyszałam jak coś się łamie, poczułam jak cholernie mnie boli ręka, kurwa, zaczęłam się zwijać na trawie z bólu, dotknęłam trochę rękę i od razu tego pożałowałam, jak to kurwa boli. Chwyciłam się ściany i jak najciężej wstałam na nogi, cała się trzęsłam, chwyciłam okno i je przymknęłam, aby nie było, że ktoś się włamał. Syczałam z bólu, ledwo co szłam, muszę dojść teraz do samochodu. Przechodząc traciłam przytomność po woli z bólu, ale musiałam przezwyciężyć ból. Ustałam i szłam prosto do auta, otworzyłam bramę i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam krzyczeć z bólu.
- Co się drzesz? Chłopak zakrył dłońmi uszy.
- Jedź! Kurwa jedź! Wykrzyknęłam jak najgłośniej.
Niall ruszył z piskiem opon i się spytał:
- Co ci się stało?
- Nie wiem, chyba złamałam rękę.
Chłopak przeklął pod nosem i powiedział:
- Musimy jechać do szpitala.
Spojrzałam się na niego i spytałam:
- Oni mnie poszukują prawda?
Kiwnął głową i powiedział:
- Dlatego jedziemy teraz do Irlandii.
- Że co? Krzyknęłam
- Że to, musimy się ukrywać, oni mogą tam przyjechać skąd uciekamy i zabiją nas obojga.
- Super.
- Musisz wytrzymać przynajmniej 3 godziny.

Zrobiłam krzywą minę i spoglądałam przez okno, chłopak jechał jak najszybciej. Próbowałam zasnąć, aby nie czuć bólu, skuliłam się w kłębek i przysnęłam.
Obudziły mnie jakieś hałasy, nie wiem o co chodzi, przetarłam oczy i obejrzałam się do okoła. Byłam w jakimś przytulnym pokoju, innym niż tamten, ten był jakby też zadbany, ale przez kobietę. Usiadłam na łóżku i zauważyłam duży zegar przede mną, wskazywał godzinę 18:30. Kurwa ile ja przespałam? Jestem chyba na coś chora. Wstałam i wyszłam powolnie z pokoju. Czułam coś ciężkiego na mojej lewej ręce, spojrzałam i zauważył, że mam gips? Jak on to zrobił?! Co? Przeszłam krótkim korytarzem, weszłam na schody, na ścianach wisiały obrazy, rodziny i był na nich mały Niall, tak mi się wydaje. Przyglądałam się mu, on miał brązowe włosy? Zabawnie wyglądał, obok niego był jakiś nastolatek i mężczyzna. Usłyszałam jak ktoś się odzywa: 
- Jak się spało? 
Uderzyłam gipsem barierkę od schodów i prawie zleciałam, to był Niall, chłopak zaczął się śmiać ze mnie, pewnie wyglądam jak jakiś cyborg z tym gipsem. 
- Dobrze. Odpowiedziałam na spóźnione pytanie. 
Zeszłam do niego i stanęłam przed nim, po czym powiedział:
- Podoba ci się tu?
- Jesteśmy już w Irlandii? 
Chłopak kiwnął głową, po czym powiedział:
- Chodź do kuchni. Dał gest ręką. 
Szłam za nim, całe ściany były w tapetach w kwiatki, różnokolorowe, aż oczy bolą, wszystko było posprzątane i tak jakby powiedzieć jakby jakaś babcia to urządzała. To dziwne, że morderca mieszka, lub mieszkał w takim domku. 
Przyglądając się ścianą, weszliśmy do niewielkiej kuchni przystrojoną żółtymi kafelkami i wielkimi szklanymi drzwiami, które prowadzą na taras. Ogród był pusty, była tam tylko ławka i pare drzewek. 
-Więc zjesz coś? 
-Tak, jasne. 
Usiadłam przy stole i zaczęłam się bawić obrusem. 
Chłopak coś gotował, gryzło mnie jedno pytanie, zapytałam się go: 
-Więc opowiesz mi jakim cudem mam gips na ręce? 
-Wiesz dla zawodowego zabójcy to nic trudnego. Posłał mi uśmiech. Chyba ta Irlandia pozytywnie na niego działa. 
-To powiesz? 
-No to, nie chciałem cię budzić, więc, kiedy już byliśmy na miejscu postanowiłem, że zadzwonię do mojego kolegi, który kiedyś pracował w szpitalu. Mieszka nie daleko i kiedy przyjechał, założył ci gips. 
-Niebywałe. Powiedziałam sarkastycznie. '
-Masz. 
Podał mi talerz, na nim była zapiekanka. Znowu pokazał swoje kuchenne talenty. 
Niall wyszedł na taras, zamykając przy tym drzwi. Widziałam jak zapala papierosa i  do kogoś telefonuje, nie wiem o czym mówi bo nie słyszę. Kiedy skończyłam jeść, poszłam zmyć ten talerz. 
-Nie musisz tego myć. 
Usłyszałam za sobą jego głos, nie odwracałam się, czułam jego oddech na moim karku, przeszedł mnie dreszcz, zamknęłam oczy i modliłam się, żeby sobie poszedł. Poczułam jak odgarnia mi włosy na jedną stronę, poczułam jego zimne usta na szyi. Zaczął mnie całować, położył swoje ręce na moich biodrach. Zaczął mną kołysać, czułam, że talerz mi się zsuwa z ręki, upadł. Zrobił się wielki huk, Niall się ode mnie oderwał i powiedział: 
-Powtórka z rozgrywki? 
Odwróciłam się i powiedziałam: 
-Przepraszam. 
Chłopak się schylił i zaczął zbierać kawałki stłuczonego talerza. 
Wyszłam z kuchni, nie chce żeby do czegoś doszło, nie znam go za bardzo, a już za dużo było. Wiem, że chce mnie uratować, ale nie chce. Za bardzo myślę o Amy, za wiele wspomnień. 
-Już sprzątnąłem, co chcesz robić? 
-Jest tu łazienka? 
-Tak, na górze, pierwsze lewe drzwi od lewej. 
Kiwnęłam i poszłam szybkim krokiem na przód, usłyszałam za sobą: 
-Ręczniki są w szafce pod zlewem, zaraz ci przyniosę czyste ubrania. 
Nie odwróciłam się tylko wbiegłam po schodach na górę. Weszłam do łazienki i czekałam na niego. 
Wszedł chyba po 10 minutach, chyba myślał, że mnie tu zastanie umytą i w samym ręczniku, mylił się. 
-Proszę, trzymaj.
-Dzięki. Powiedziałam oschle. 
-Ej co ci jest? 
-Nic
-Patrz na mnie, co ci? 
-Musisz taki być?! Najpierw jesteś idiotą, który mnie bije, a teraz się zachowujesz jak niańka?
-Masz rację, przepraszam, że tak się zachowywałem, ale zrozum, że mi na tobie zależy i mi zaufaj. 
-Nie mogę.
-Zaufaj mi. 
-Nie, wyjdź stąd! 
Chłopak wyszedł wkurwiony, trzaskając przy tym drzwiami. 
Nie wiem czy mogę mu zaufać, wszystko się za szybko potoczyło, porwanie, przetrzymywanie, przeprosiny, to jak mnie uderzył, a teraz znowu jest aniołkiem, to jest okropne. Oczywiście chce, aby ktoś się o mnie troszczył, nie wiem po tym czy mogę mu zaufać, on chce mi pomóc, muszę to wszystko przemyśleć. 





_____________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 

Hej jest już 8 rozdział, więc zapraszam do komentowania, bo pod ostatnim postem było mało, może teraz ktoś spojrzy na regułę, (oczywiście nie wszyscy) że jeśli czytasz, komentujesz;)
Ilysm @Horan__HugMe x 

środa, 11 czerwca 2014

7. Kochanie, patrz na mnie jestem cały twój.

~Amy

Widzę ją, biegnie przez las, ale gdzie ona do cholery jest?! Co to za miejsce? Widzę jak się przewraca, ale chwila ktoś za nią biegnie, co do chuja?! Ten ktoś łapie ją i ciągnie do czarnego samochodu, odjechał z dużą prędkością, bardzo szybko zapierdalał, chłopak wysiadł, ale nie widzę twarzy, kurwa.
Wchodzi z powrotem i odjeżdża, nagle stałam przy wielkiej willi, co to ma być? Nieźle ktoś się wyposażył, zauważyłam Lucy z osobą, której twarzy nie było widać, rozmazane. Szłam za nimi, poczułam jak serce mi szybciej bije i czas się przyspieszył, wszystko było rozmazane i się kręciło, momentalnie się zatrzymałam, wszystko działo się w zwolnionym tępie, byłam w piwnicy? Chyba tak, ale co to cholery, Lucy siedzi na materacu, na dodatek związana, i ktoś przed nią, ale kto. Przyglądając się od tyłu chłopakowi, nigdy bym tego nie przewidziała, zobaczyłam jak ten chuj uderza ją w twarz, mojego aniołka, podbiegła krzycząc na niego:
- Zostaw ją ty dupku!
Pociągnęłam go za ramię i zobaczyłam go.. to był mój brat. Jak? To on?! Nie, to nie możliwe.. to nie on. Kurwa, spytałam się go:
- Zayn co tu się dzieje?
Usłyszałam jak chłopak, odpowiada mi innym głosem, Nie znam osoby o tym głosie/
- Następnym razem będzie gorzej.
Co?! Co będzie gorzej? Spojrzałam na Lucy, ona mdlała, podbiegłam do niej, ale kiedy już były milimetry, żebym ją dotknęła, zobaczyłam jasność, nic nie było, podniosłam się i musiałam zakryć uszy bo usłyszałam przeraźliwy krzyk, jak z horroru, jak by ktoś umierał. Nie wytrzymam dłużej tego! Skuliłam się i zaczęłam krzyczeć, sama z siebie.

Obudził  mnie dzwoniący nachalnie o 1:00 w nocy telefon.
- Kto o tej porze dzwoni? Powiedziałam, zaspana i prawie nic nie widząc na oczy.
Wyciągnęłam rękę do niego, ale kiedy już miałam go odebrać rozłączył się, ktoś może sobie jaja ze mnie robi. Byłam cała spocona, przez ten sen, co on miał znaczyć? I dlaczego tam był Zayn?! On na pewni by jej nie porwał! Ale jeśli to on? Nigdy bym mu tego nie wybaczyła. Wstałam cała zmoknięta i przerażona, z łóżka i zaczęłam kierować się do łazienki, gdy już byłam zza drzwiami usłyszałam, że znów dzwoni. Tym razem musiałam odebrać, więc jak najszybciej się rzuciłam na łóżko i wzięłam komórkę. Spytałam się zaspana:
- Halo?
Jeszcze przy tym ziewając.
Ktoś po drugiej stronie odpowiedział:
- Am…
I nagle długi przecinający się sygnał, który świadczy o tym, że połączenie zostało przerwane.
Słyszałam ją! To była ona! Zaczęłam momentalnie z tęsknoty za nią płakać, boże czemu nie dokończyła, a jeśli ktoś ją tam zabił właśnie za to, że do mnie zadzwoniła? Mam tysiące myśli, ale jedna mnie naraża, czy to był Zayn?
Postanowiłam oddzwonić, ale na marne, za każdym razem, włączała się poczta głosowa, kurwa.
Otarłam łzy i zdenerwowana, zadzwoniłam do brata, miał wyjechać do LA, w sprawie pracy, on nigdy nie bierze, ze sobą nikogo, samolub, jebany, to nie może być on, cały czas sobie to wmawiałam.
- Tak, słucham?  Odezwał się Zayn.
- Hej bracie, jak tam? Pytałam tak, aby go zalać pytaniami i na koniec go spytać o te najważniejsze pytanie.
- Dobrze, jestem w LA, więc nie mówmy za długo, bo sobie nabijesz kasę.
- Dobra tam, i jak tam jest?
- No fajnie, mam zajebistego współlokatora, który na okrągło mi poprawia humor swoimi dowcipami.
- To fajnie, wiesz coś o Lucy? Muszę to wiedzieć od niego!
- Emm no nie, jestem za oceanem, a tutaj nie ma informacji o Lucy.
- Aha, a czy podejrzewasz kogoś kto by ją porwał?
- Skąd mam to wiedzieć Amy! Nie jestem wszechwiedzący, po za tym znajdzie się, a teraz musze kończyć, przepraszam, zadzwonię jutro, trzymaj się.
Po rozłączeniu powiedziałam szybkie „pa” i zaczęłam przekręcać w rękach telefon ze zdenerwowania. On coś ukrywa widać to po nim, muszę dowiedzieć się więcej.
Dzisiaj już pewnie nie zasnę, więc zrobię sobie kawę i pojadę na komisariat policji, żeby odtworzyli nagranie z telefonu. Nie mogę im powiedzieć, że podejrzewam swojego brata, nie zrobię tego.
Zeszłam na dół i wstawiłam wodę, muszę jeszcze się przebrać, poszłam znowu na górę i się przebrałam w zwykłe legginsy i biały t-shirt. Oparłam się na blacie i nie mogłam uwierzyć, że odwarzyła się do mnie zadzwonić, ciekawe kim jest ten chuj, ale kiedy już go dorwą, rozszarpię go własnymi rękami. Przerwał mi głośny gwizd czajnika, wyłączyłam gaz i zalałam kawę. Wzięłam kubek i usiadłam przy stole kuchennym. Szybko dmuchałam w kubek, aby jak najszybciej się zbierać. Po wypiciu i przemyśleniu tego co powiem komisarzowi, wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i pojechałam, w czasie jazdy napisałam sms’a do tego posterunkowego, że będę za 5 minut. Jechałam bardzo szybko, już po chwili byłam na miejscu. Wyszłam i podbiegłam do recepcji. Spytałam się zmęczonej pani:
- Dzień dobry, czy mog..
Nie dała mi skończyć, ponieważ powiedziała:
- Tak, pan Johns już czeka na panienkę.
Kobieta się uśmiechnęła, odwzajemniłam i szybkim krokiem szłam w kierunku drzwi, gdzie byłam już przesłuchiwana. Zatrzymałam się przed nimi i zapukałam, usłyszałam głośne „Proszę” Weszłam do środka, zastałam tam  Johns’a i jego wspólnika.
- Witam panno Malik, co panią tu sprowadza?
- Ymm no to tak, dostałam telefon, za pierwszym razem nie odebrałam, a za drugim, usłyszałam moje nie dokończone imię, rozpoznałam, że to był głos Lucy. I mam pytanie czy może pan to odtworzyć, i czy może będzie słychać, tego mordercę?
- Tak, możemy to zrobić, ale to jest wątpliwe, że znajdziemy kogoś, po głosie.
Śiwy mężczyzna zaśmiał się patrząc na wspólnika, moja mina nie była do śmiechu.
- To nie jest zabawne.
Mężczyźni przestali się śmiać i wspólnik zapytał się mnie:
- Czy masz telefon?
- Tak, proszę.
Podałam mu telefon i facet wyszedł z pomieszczenia, przy czym powiedział:
- Niech pani poczeka, to zajmie ok. 10 minut.
Kiwnęłam głową i spoglądałam w ciemne niebo za oknem.
- Nie bała się pani sama przyjechać?
- Nie, to nie jest tak daleko.
- W sumie racja.
- Może chce pani się czegoś napić, lub zjeść?
- Nie, dziękuję
- Rozumiem, nie ma pani ochoty jeść, widać, że się denerwujesz, robimy co w naszej mocy, aby mieć jak najwięcej wiadomości, dokumentów i najważniejsze postury tego porywacza.
Cały czas się patrzyłam w te okno, bardzo mi przypominało tamten dzień, kiedy ją porwali. Kiedy mężczyzna się kręcił w tę i w tamtą stronę, wszedł chyba.. Chris tak miał na imię, już pamiętam.
- Mamy odegrane na taśmie rozmowę i w tle nic nie było prawie nic słychać oprócz, pani przyjaciółki i huku spadającego telefonu na ziemię.
Zmartwiona pokiwałam głową, wracam do domu oni nic mi nie pomogą, ale jeszcze zadam jedno pytanie:
- A czy namierzenia są na ten telefon?
- Niestety nie, prawdopodobnie ta osoba wyjęła kartę i baterię, a następnie musiała ją zepsuć.
- No cóż, ja będę już wracała, jeśli państwo znajda jakieś dowody proszę do mnie dzwonić.
- Oczywiście, do widzenia panno Malik.
Już mnie tak postarza, cały czas „panno Malik” w cale nie jestem taka stara!
- Do widzenia.
Przytrzymał mi drzwi Chris, który się gapił na mnie maślanym spojrzeniem.
- Do zobaczenia!
Wykrzyknął mi do ucha, odwróciłam się i sztucznie uśmiechnęłam, dziś mnie nawet nie pocieszy pupilek, który się każdemu podlizuje.
Wyszłam z komisariatu i odjechałam. Weszłam do mieszkania i położyłam się na sofę, po czym zasnęłam.

~Lucy

O boże to było wspaniałe, niesamowite, a za razem ohydne. Czemu on to zrobił, czy on coś do mnie czuje i czy ja coś dla niego znaczę? Ale nie rozumiem, czemu on mnie uderzył, a teraz znowu jest aniołkiem. Gdyby nic się nie stało, on jest pojebany. Postanowiłam, że zejdę na dół, i jak typowy chłopak oglądał mecz, spytałam się go:
-Mogę potowarzyszyć? Spytałam, grzecznie.
Widać po Niall’u, że nie chce, abym siedziała przy nim.
- Jasne siadaj.
Poklepał miejsce obok, usiadłam przy nim i zaczęłam się bawić opuszkami palców.
- Nudzi cię piłka? Zapytał.
- No tak trochę. Odpowiedziałam, oby się nie zezłościł.
- To co chcesz oglądać? Spojrzał na mnie.
Jego cholernie piękne oczy.
- Ciebie.
Co? Czy ja to właśnie powiedziałam?! Nie mogę w to uwierzyć, że wypowiedziałam te słowo. Niall podniósł brew i powiedział:
- Kochanie, patrz na mnie jestem cały twój.
Zaśmiał się, tym swoim wkurwiającym śmiechem.
- Śmieszne. Odchyliłam się i mój wzrok się skupił na zdjęciach tej kobiety, kto to jest? Zapytam się go.
- Niall, kim jest ta kobieta na tych zdjęciach? Wskazałam głową.
Niall się wstrzymał i spojrzał na mnie, po czym powiedział:
- To moja matka. Powiedział oschle.
- Czemu nie mieszkasz z nią?
- Uciekłem.
No nieźle, w sumie to nic, przy tym, że jest on mordercą.
- A ile miałeś lat?
- 15
- A gdzie ona teraz jest?
- Ona nie żyje. Odpowiedział patrząc się na mnie, podtrzymując głowę.
- Przykro mi.
- Cokolwiek, może teraz jest w lepszym miejscu.
- Przepraszam, że się spytam, ale jak zmarła?
Nie potrzebnie pytałam, widać było, że się załamał, kurwa. Najpierw on chce mnie zabić, a teraz mi jest przykro bo jego matka nie żyje! Pojebane to wszystko.
- Została zgwałcona, tak jak ty, tylko to było z miesiąc po moim ucieknięciu z domu.
- Rozumiem.
Momentalnie wstał i zaczął wrzeszczeć:
- Nie! Nie wiesz! Ciebie zgwałcili i pewnie ci się to podobało, czy ty rozumiesz co mówisz? Ona była moją matką, teraz gdybym spotkał tego skurwysyna zabił bym go od razu, nie zastanawiałbym się czy to kobieta, czy staruszek!
Wykrzyczał mi prosto w twarz. Zabolało mnie słowo „podobało ci się”
- Tak, kurwa podobało mi się!
- Przepraszam
- Jak ty możesz tak mówić?!
Zaczęłam sobie przypominać i się popłakałam, znowu, kurwa.
- Lucy, proszę cię.
- Dla ciebie tego nie rozumiem, ale ja wiem, jak ona musiała się czuć.
- Wiem, przepraszam, poniosło mnie.
Usiadł obok mnie i przyciągnął do siebie, jego bluza tak ślicznie pachniała, że się w nią wtuliłam, było mi bardzo przykro, czemu on to robi, że się przejmuje, a później jest psychicznym idiota? Chce go takiego, miłego, opiekuńczego, troskliwego. Za bardzo się przywiązuje do niego, nie mogę tak robić.
- Czy mogę iść się położyć?
- Tak, ale już masz nie płakać.
Kiwnęłam głową i wstałam, ruszyłam w stronę schodów, ale poczułam jak chłopak bierze mnie na ręce i zaprowadza na górę. Zdziwiło mnie to, zaczął się do mnie uśmiechać i kiedy weszliśmy do pokoju, rzucił mnie na łóżko i powiedział:
- Słoneczko nie martw się zawsze będę ci towarzyszył, tak jak ty mi przy oglądaniu meczu.
Spojrzałam na niego i widziałam, że schyla się nade mną, złączyliśmy nasze usta, chłopak nachalnie mnie całował, ile on jeszcze razy tak zrobi? W trakcie szepnął mi do ucha:
- Poczekaj chwilę kochanie.
O boże gdzie on idzie, oby nie robił nic głupiego.
Przyszedł z koszulą i nożem, kurwa co on chce zrobić?!
- Po co ci nóż? Zapytałam zaniepokojona.
- Zrobię tak, że się poczujesz dobrze.
- Połóż się i wyciągnij za siebie ręce.
Zrobiłam to, kurwa.
Chłopak nachylił się nade mną i zaczął ściągać mi bluzkę, odruchowo zabrałam mu ręce, ale on powiedział:
- Nic ci nie będzie zobaczysz. Zaufaj mi.
Patrzył mi się prosto w oczy, nie mogłam się naoglądać tym błękitnym oczom.
- Ufam ci.
Niall kiwnął głową i ściągnął ze mnie bluzkę, po czym wziął nóż, przestraszyłam się i zasłoniłam się.
- Nie bój się. Chłopak się uśmiechnął do mnie.
- Ręce do tyłu.
Tak zrobiłam , choć nie chciałam, boję się.
Usłyszałam jak rozrywa nożem koszulę i nagle miał dwa paski, gdzie jednym przywiązał moją rękę do barierki łóżka, i drugą, związał je dosyć mocno, trochę boli.
Chłopak miał nade mną kontrolę, schylił się i zaczął całować moją szyję, pewnie się zaznaczy.
Ssał moją skórę, to nie było przyjemne, ale zaczął zjeżdżać niżej i całował każde napotkane miejsce, zatrzymał się na wysokości bioder. Niall wziął pod moje ciało rękę i zaczął odpinać mi stanik. O nie! Znów zobaczy moje wstrętne ciało.
- Nie rób tego!
- Czemu? Wstydzisz się mnie?
- Tak.
- Jesteś zbyt piękna, aby się wstydzić tak cudownego ciała. ‘
Pokiwałam przecząco głową. Niall niezahamowanie mnie pocałował i zaczął bardziej namiętnie całować. To było wspaniałe uczucie, chyba poczułam motylki w brzuchy. Wiedziałam, że coś knuje i miałam rację, gdy chłopak skończył, zauważyłam, że się na mnie patrzy przygryzając przy tym wargę i powiedział:
- Jesteś piękna.
Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale się domyślałam, spojrzałam trochę w dół i nie miałam góry od bielizny. Chciałam zakryć się rękami, ale nie miałam jak, super.
- Proszę rozwiąż mnie!
- Nie, musisz się poczuć tak, jakby komuś na tobie zależało.
Co ? Hahahah nie wieże, że on to powiedział, ten typek sobie ze mnie chyba żartuję, na mnie? Komuś zależy? Mu chyba naprawdę zależy… mordercy? Ten który zabija?
Chłopak miał dosyć tej ciszy i złapał mój piersi w ręce, zaczął je masować, powoli się zbliżył i zaczął ssać moje sutki, nie wieżę w to. Za każdym razem robiło mi się cieplej i coraz lepiej się czułam. Niall jedną ręką, posunął się w dół i zatrzymał się na moich majtkach, o nie na pewno nie.
- Niall.. proszę nie. Powiedziałam prawnie szepcząc, spojrzałam na chłopka, który nadal ssał mój sutek, o boże chciałabym się dorwać do jego włosów.
- Cicho bądź. Powiedział odrywając tylko na moment moją pierś z jego ust.
Poczułam jak moje majtki zjeżdżają w dół, nie!
- Dosyć! Skończ już!
Chłopak momentalnie przestał, patrzył się na mnie ze zdziwieniem i niepokojem.
- Dlaczego?
- Nie chcę, nie mogę! Odwiąż mnie.
- Dobrze.
Niall mnie odwiązał i podał stanik, założyłam bluzkę i siedliśmy naprzeciwko siebie po turecku.
- Czemu miałem przestać?
- Nie mogę, cały czas myślę o tym zdarzeniu.
Chłopak wstał i zdjął bluzkę, oraz spodnie. Wszedł do łóżka i patrzył się na mnie jak by się zakochał.
- Czemu się na mnie patrzysz?
- Bo jesteś piękna.
Poczułam przyjemnie ciepło w brzuchu. Chyba się zarumieniłam, cały czas się mi przyglądał.
Położyłam się i chłopak wziął rękę pod moją kołdrę, gdzie wyjął ją i jeździł po niej palcami. Wiedziałam, że chodzi mu o blizny, chyba nawet je liczył. Trochę to krępujące, dziwnie się czuje, że jest jeszcze osoba, inna niż Amy, która je liczy. 
- 47 Powiedział.
- Liczyłeś je?
Kiwnął głową i powiedział:
- Masz tego nigdy więcej nie robić.

Przybliżył moja rękę do swojej buzi i ją czule pocałował. 







___________________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 

Hej, już 7 rozdział pisałam go dzisiaj i jest trochę późno, postaram się 8 dodać szybciej.
Ilysm @Horan__HugMe x 

środa, 4 czerwca 2014

6. Jesteś moja księżniczko.

~Lucy 

Nie mam pojęcia jak długo spałam, chciałam się przeciągnąć, ale mam związane ręce sznurem. Zauważyłam, że koło materaca leży jedzenie. Jestem przywiązana do rury i nie mam władzy nad rękami. Ten idiota dobrze wie, że nie mam jak tego zjeść. Wiedziałam że jest dzień, widać było przez małe okna jak pada światło. Ciekawe czy zejdzie mnie odwiązać, jestem bardzo głodna. Patrzyłam się w jeden punkt na ścianie, przypominałam sobie cudowne chwile spędzone z Amy, strasznie za nią tęsknie, to była jedyna osoba, z którą mogłabym porozmawiać i się zwierzyć, była dla mnie jak siostra. Mam nadzieję, że kiedyś ją jeszcze zobaczę. Było dużo kłótni, wątpliwości, problemów, ale wszystko pokonaliśmy. Pojawiało się między nami wiele fałszywych twarzy, którzy nazywali siebie "przyjaciółmi", ale oni tylko czekali, abym się potknęła, a oni by mnie jeszcze dobili. Taka przyjaciółka jak Amy jest warta więcej niż tysiąc innych. Nasze najdłuższe kłótnie trwały z dzień. To zabawne zawsze spotykaliśmy się w połowie drogi do siebie z chęcią przeprosić. Nie ma ludzi bez wad. Same dostrzegamy w sobie wady(np. głośno chrapie),ale je ignoruje(czasami z trudnością).Nie potrzebujemy ich Ludzie uważają, że przyjaźń to wspólne imprezy, zdjęcia i dobra zabawa. Fakt to też, ale przede wszystkim upijaniem się do nieprzytomności na smutno, ocieranie łez i pójście w największe bagno, bo jest ta świadomość, że jest inna osoba, ale nie byle jaka, bo zaufana, która nieważne co by się stało jest przy tobie, wspiera. Nawet gdybym o 3 nad ranem do niej zadzwoniła to by odebrała i słuchała jak przeklinam na cały świat(choć kocha spać).Ona umie ze mną wytrzymać 24 godziny, lecz jej ciągle mało. To szalone. Nie muszę udawać kogoś innego przy niej. Ona zna mnie na wylot. Mogę się zachowywać głupio i nie myśli, że jestem niespełna rozumu. Po mojej mimice umie rozpoznać czy coś się dzieje, czy chcę o tym rozmawiać. A najlepsze jest to, że udziela mi wsparcia bez osądzania. To nie ja wybrałam taką przyjaciółkę, ani ona mnie. Przyjaciółkę się znajduję jak skarb, jak czterolistną koniczynkę. Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają Był to Niall. Zszedł po schodach. Ani razu jeszcze na mnie nie spojrzał. Szedł w moją stronę, patrząc się na mnie, jakby chciał mnie zabić.
-Wreszcie księżniczka wstała. Powiedział bez uczuć .

-Czas na jedzenie. Usiadł koło materaca i wziął miskę z jedzeniem. Wziął jedną kanapkę.
-Otwórz buzię, samolot leci. Zaśmiałam się. Niall zmarszczył czoło.
-Z czego się śmiejesz? Zdziwiło go to że momentalnie się roześmiałam.
 -Mówisz, że mam się ciebie bać, a tu wyskakujesz z samolo... Nie dał mi dokończyć, bo wepchnął mi kanapkę do buzi.
-Teraz żuj. Powiedział. To było takie oczywiste. Przełknęłam kawałek, a on ponownie wykonał swoją czynność. Przez cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Trochę było to nie zręczne. Każdy przyzna, że jest przystojny, ale jego oczy są boskie. Mogłabym się w nie wpatrywać całymi dniami. Musiałam mu to powiedzieć.
-Masz ładne oczy.- powiedziałam z pełną buzią. Zaskoczyło go.
-Emmm dzięki. Ty też masz ładne. Kiwnęłam głową w podziękowaniu. Powiedział pierwszą część niepewnie, a potem wyczułam hmmm szczerość? Po co mu to mówiłam, wyszłam na idiotkę, ale cóż kiedy on ma zamiar mnie tu przetrzymywać i nigdy nie spotkam mężczyzny, z którym założę rodzinę, to przynajmniej powiem co myślę.  
- Możesz mnie rozwiązać? Spytałam z powagą.
- Nie. Powiedział i dał mi następny kawałek kanapki, nawet chyba ostatni.
Muszę się umyć, mam nadzieję, że mi pozwoli. Nie chce, aby wchodził za mną to łazienki, ale już trudno, chce tylko się umyć.
Kiedy już chciał wstać, spytałam:
- Mogę się umyć?
Opuścił wzrok w dół, a następnie na mnie, patrzył się wzrokiem mordercy, którym jest.
Podszedł do mnie i zaczął rozwiązywać, miał swoją twarz bardzo blisko mojej, jego oczy są jak błękitna laguna, cały czas się na mnie patrzą, one potrafią zahipnotyzować. Kiedy już mnie rozwiązał nadal był kilka centymetrów ode mnie. Serce mi strasznie waliło, skupiłam się na jego bliźnie koło oka, wcześniej jej tam nie było, pobił się z kimś? Pewnie tak, przecież to zabójca. Odetchnęłam z ulgą, kiedy wstał i powiedział:
- Wstawaj.
Wstałam i szłam za nim. Kiedy przechodziliśmy przez salon, było tam jak po huraganie, dosłownie, wszystko było poprzewracane, stłuczone, przestraszyłam się. On jednak jest do tego zdolny. Patrzyłam na niego, szedł przede mną, więc nie widział, że go obserwuję.  Mam głupią myśl w głowie, myślę że on może zaraz wziąć ostre narzędzi e i mnie tym zadźgać. Widzę, że jest na mnie nieźle wkurwiony. Kiedy byliśmy już na piętrze, Niall się odwrócił. Wzdrygnęłam się i mało co nie skuliłam, za dużo myśli. Zakryłam twarz rękami, poczułam jak chłopak kładzie na moim ramieniu dłoń.
- Lucy, co ci jest? Spytał tak, jakby się o mnie troszczył.
- Nie pobijesz mnie? Odsłoniłam buzie i spojrzałam na niego.
Oglądał jak cała przestraszona się trzęsę.
- Idź się umyj, nie rozbieraj się, przyniosę ci jeszcze ubrania.
Kiwnęłam głową i weszłam niepewnie do pomieszczenia. Przejrzałam się w lustrze i przejechałam ręką po policzku, na którym był wielki siniak. Jeszcze bardziej się go boję, już sama nie wiem, czy jest miły dla mnie, czy chce mnie zabić, chociaż, gdyby chciał już dawno by to zrobił. Zastanawia mnie, dlaczego nie zabił mnie od razu, tylko mnie tu przetrzymuję, dziwne. Zawsze pewnie każdego na miejscu zamordowuje. Niall wszedł z ubraniami i ręcznikiem do łazienki i mi je podał.
- Dzięki. Powiedziałam jak najmilej.
- Tu masz szczoteczkę. Wyjął ze spodni. I mi ją podał. Jakie to miłe i jeszcze z kieszeni.
Wzięłam ją i patrzyłam z nadzieją, aż wyjdzie i tak zrobił. Bardzo mnie to zdziwiło, coś jest nie tak z nim. Nie będę się nim przejmować, mam go gdzieś, położyłam rzeczy na koszu do prania i się rozebrałam. Chwilę się zamyśliłam i przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi, więc jak najszybciej przekręciłam zamek. Uff chociaż mi nie wlezie tu jak będę brać prysznic. Weszłam do kabiny i czułam się jak w niebie. Nie myślałam o nim, myślałam o tym, że jestem w domu i jak tylko wyjdę spotkam tam Amy, która rzuci mi się w ramiona, że będziemy w nocy plotkować i rozmyślać o wszystkim.
~Niall

Wiedziałem, że czeka, aż sobie pójdę, więc nie chce już jej wkurwiać po tym jak ją uderzyłem w policzek, miała bardzo duży siniak, musiało boleć. Zasłużyła na niego, była nie miła, w dodatku uciekła. Muszę wyrzucić kartę i baterię, ta jej koleżanka może dać to policji i mnie namierzą. Zbiegłem po schodach do kuchni, wysunąłem szufladę, wziąłem młotek i nożyczki. Wyjąłem z kieszeni kartę, momentalnie ją poobcinałem na najmniejsze kawałki, następnie położyłem baterię, którą zacząłem rozbijać młotkiem. Dobra, zniszczyłem. Szybko wyrzuciłem i oparłem się na blacie zdychając powietrze. To mogło się źle skończyć, gdybym nie zszedł, wtedy do kuchni. Mogła wszystko wygadać, ale jednego nie wie, jak się nazywa ulica na, której mieszkam, dobre i to. Wczoraj po zdarzeniu, kiedy ją uderzyłem, pojechałem do baru, gdzie się upiłem, gdy wróciłem, zacząłem wszystko rozwalać, mam już dosyć tego. Czemu nie mogę jej zabić, tak po prostu jak każdego? Pomijając to, że muszę oddać ją mojemu szefowi.  Kiedy ją dusiłem, poczułem blokadę, w rękach, ona jest inna. Wszystkie się podlizywały, a ona ma mnie w dupie.
Kiedy przestałem już rozmyślać, pomyślałem, że muszę trochę ogarnąć ten salon. Zacząłem sprzątać. Kiedy minęło ok. pół godziny, usłyszałem jej głos:
- Czy mogę coś zjeść? Spytała.
- Teraz sprzątam, więc idź sama coś sobie zrób, masz nie uciekać.
Ostrzegłem ją, tym razem by było dla niej gorzej.
Kiwnęła głową, tak jakby się bała. Słyszałem jak się pałęta po kuchni. Po czym usłyszałem hałas upadającego szklanego naczynia, No żesz kurwa, jej na coś pozwolić! Kurwa co za pizda!
Chyba ją zamorduję.. a no tak nie mogę, niestety.
Nie odstawiając już szufelki, poszedłem zobaczyć co stłukła.
Kiedy zastałem ją siedzącą na podłodze, zdziwiło mnie to. Podszedłem bliżej i jej ręka była cała we krwi. No super, co za niezdara z niej.
- Co stłukłaś? Zapytałem zezłoszczony.
- Jakiś dzban. Popatrzyła się na mnie trzymając zakrwawioną rękę.
- Wstań, opatrzę ci dłoń.
Wstała i powiedziałem:
- Idź na kanapę, ja tu posprzątam.
Gdy poszła, pomyślałem, że musiałem komicznie wyglądać, ja taki wkurwiony i jeszcze ta szufelka..
Kiedy skończyłem, usiadłem obok niej z opatrunkami i wodą utlenioną.
- Wystaw do mnie dłoń. Poprosiłem jak najgrzeczniej się dało.
Podstawiła niepewnie rękę, pewnie się boi i dobrze.
Wylałem wystarczająco i wolno wodę utlenioną, słyszałem jak syczy z bólu, ma głęboką tą ranę. Przeczyściłem i okleiłem plastrem. No nie jestem pielęgniarzem, ale w takich rzeczach jestem dobry.
- Gotowe księżniczko. Uśmiechnąłem się do niej, a ona jak zwykle po moich słowach z księżniczką, byłą zła. Wygląda słodko, ma złą minę i jeszcze ta zabandażowana ręką.
-  Dziękuje. Powiedziała niepewnie.
Patrzyłem się na nią i usłyszałem jak jej zaburczało w brzuchu, muszę jej coś ugotować, znowu.
- Jesteś głodna, prawda?
Pokiwała głową.
- Możesz się odezwać, czuję się dziwnie, zawsze jesteś chamska, a teraz?!
Patrzyła się na mnie z przestraszoną miną.
- Masz się odezwać.
- Dobrze, już odezwałam się, lepiej.
- A żebyś wiedziała.
- Chodź ugotuję ci coś.
Ugotowałem jej spaghetti, no okej myślę, że jest.. byłbym dobrym kucharzem, ale wolę być mordercą, też mogę dusić, kroić i łamać.
Podstawiłem jej talerz, patrzyłem się na nią jak z prędkością światła to zajada, chyba była głodna.
Moja wcześniejsza kanapka jej nie smakowała pewnie.
- Smakuje ci?
- Tak. Odpowiedziała z pełną buzią, to było zabawne.
W trakcie kiedy Lucy jadła, zadzwonił mój telefon. Ciekawe kto to? Może Zayn?
Wziąłem telefon do ręki, spojrzałem na ekran: „Numer Nieznany”
Nie wiedziałem czy odebrać, a jeśli to ta policja, kurwa to nie  może być ona. Zaryzykowałem i odebrałem komórkę.
- Halo? Powiedziałem odważnym
- No nareszcie odebrałeś, masz ją jeszcze?
Od razu poznałem, że to głos szefa, zachrypnięty, dość męski głos.
- Tak, mam. Powiedziałem niepewnie.
- No to dobrze, a i muszę cię poinformować, że misje mi się przełożyły i już lecę po nią.
- Jak to?! Zdziwiłem i podenerwowałem się.
- No to ,że lecę po nią samolotem, za ok. godzinę będę u ciebie.
O nie, oni nie mogą jej zabrać! Kurwa nie dziś, nie mogą, ona nie jest niczemu winna, kurwa, wiem, że powinni ją zabić, ale nie! Bynajmniej na to nie pozwolę.
- Ale jest problem.
- Jaki? A i Niall, przywiozę ze sobą faceta, którego miałeś zabić dwa tygodnie temu, facet uciekł do Brazylii, z 10 kg marychy, czaisz?
Zaśmiał się mi do słuchawki, kurwa co za typ.
Widziałem, że Lucy się dziwnie na mnie gapi, przeszedłem na górę i do mojego pokoju.
- Ona uciekła rano i muszę ją jechać szukać. Musiałem skłamać.
- No Horan, ty idioto, policzę się z tobą na miejscu!
Wykrzyczał te słowa na mnie i tak nic mi nie zrobi, chuj zawsze mi tak gada, a później jest zadowolony i jest tak jakby nic nigdy nie zaszło.
Wróciłem do kuchni, muszę coś wymyślić, Lucy nie może być w domu, kurwa.
- Lucy posłuchaj mnie uważnie teraz.
Dziewczyna przestała jeść i spojrzała na mnie z zaniepokojeniem na mnie.
- Co się dzieje?
- Zadzwonił do mnie szef, musisz się gdzieś schować, on będzie tu za godzinę.
Powiedziałem jak najspokojniej, widziałem w jej oczach strach.
- Gdzie mam się schować?
- Chodź!
Dziewczyna wstała i pobiegła za mną, weszliśmy na górę, do pokoju, gdzie spał Zayn. Pomyślałem, że Lucy się schowa pod łóżkiem, było ono dosyć duże i pościel zakrywała dół.
- Kiedy on przyjedzie, masz wejść pod łóżko, zrozumiałaś?
- Tak. Powiedziała odważnie.
- Czemu chcesz mnie chronić? Spytała.
Ugh nienawidzę jak ona pyta się  o takie sprawy, tak samo o „czy mnie nie zabijesz?” „zabijesz mnie?” „czemu tego nie zrobiłeś?” Kurwa, chce ją chronić, ona jest inna, osoby, które zabijałem, były winne coś mojemu szefowi. Ale Lucy jest jedyną, którą, aż tak długo muszę przetrzymywać,  albo ten chuj dzwonił, żeby zabić od razu jakąś laskę. A teraz nie dzwoni, bo sam chce ją zabić.
- Bo chce cię chronić.
Dziewczyna się uśmiechnęła, podszedłem do niej niepewnie i przyłożyłem moją dłoń do jej policzka i szepnąłem:
- Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Odpowiedziała.
- Szkodzi.
Chyba się zarumieniła, wygląda tak pięknie, jak on może ją zabić? Nie wiem, często mnie wkurwia, ale muszę się hamować, bo wiem, że ona jest inna.
- Jesteś inny niż ci typowi mordercy, co są w wiadomościach.
Kiedyś nikomu nie odpuszczałem, aż do jej spotkania.
- Wiem.
Zauważyłem, że się trzęsie z zimna. Otuliłem ją i szepnąłem:
- Będzie dobrze, zobaczysz.
- Kiedy mnie wypuścisz?
- Nigdy.
Pewnie się wystraszyła, ale kiedy ją wypuszczę, będę musiał się kryć, jak cztery lata temu, kiedy mnie oskarżono o to, że zgwałciłem i zamordowałem własną matkę, to było okropne. Po śmierci mojej matki nie mam już nikogo. Dlatego myślałem, że będę zabijał niewinnych ludzi i mi ulży. Oczywiście, że mi było lepiej, ale później miałem wyrzuty sumienia, które i tak szybko się kończyły po drinkach.
Kiedy staliśmy wtuleni w siebie, usłyszałem pisk opon i otwierających się drzwi od samochodu.
- To on! Chowaj się.
Dziewczyna się wzdrygnęła i szybko się ukryła.
- Masz tam siedzieć, do tej pory, aż nie przyjdę.
Nic nie odpowiedziała, ale chyba nie jest na tyle głupia, żeby biec prosto w ręce większego mordercy ode mnie. Chociaż dużo razy mi uciekała.
Zbiegłem na dół i szybko wyszedłem na zewnątrz. Stał tam Harry, ze swoimi napakowanymi kolesiami, którzy trzymali w rękach Billy’ego. Gość, który ukradł parę tysięcy Harry’emu i miałem go zabić, ale wypadło mi z głowy, no cóż mecz był ważniejszy.  Stanąłem naprzeciwko szefa i spytałem:
- No proszę, znalazłeś Billy’ego?
- Tak, a gdzie jest ta moja zdobycz?

To jest moja zdobycz chuju! Harry podniósł głowę w górę, kurwa oby ona nie wychyliła się z okna.
Kiedy opuścił wzrok, powiedziałem:
- Wiedziałem, że o nią zapytasz, jeszcze jej nie znalazłem.
- Mam jeszcze czekać?
- Na to wygląda.
- Więc, no Nie wiem miała to być nagroda, ale i tak go zabijesz.
- Teraz?
- Tak
No super, kurwa.
- Masz broń?
- Joey wyjmij z bagażnika. Powiedział do jednego ze swoich pupilków.
Kiedy umięśniony facet podał mi go, otarłem go dokładnie ręką.
Niestety muszę to zrobić.
Naprężyłem spust, powoli podchodząc do Billy’ego. Przyłożyłem do niego pistolet.
- Jakieś ostatnie słowa?
- Proszę, nie ró…
Nacisnąłem spust, nigdy nie czekam, aż wypowie od końca swoje ostatnie słowa.
- Gratulację, prześlę ci dziś premię na konto.
- Dobrze
Odwrócił się i kiedy prawie wszedł do auta, odwrócił się i powiedział:
- A i po Pannę Lucy przyjadę równo za tydzień, o godzinie 16:00, jeśli jej nie będzie, pożegnasz się z pracą.
Patrzyłem się na niego wzrokiem, którym chciałbym go rozszarpać.
Kiedy odjechali, ruszyłem do pokoju gdzie jest Lucy.

~Lucy

Schowałam się pod łóżko, było strasznie nie wygodnie i za mało miejsca, więc wyszłam. Jego już nie było, podeszłam powoli do okna, gdzie był widok na ogród. Widziałam czarne auto, z którego wysiadł brunet z lokami zaczesanymi do tyłu i dwóch typów trzymających ledwo oddychającego człowieka. Pomyślałam, że ten z lokami to jego szef. Nagle zauważyłam Niall’a, stanął naprzeciw tego szefa. Starałam ich podglądać tak, żeby nie było mnie widać. Słyszałam jak Niall, rozmawia z nim o mnie, kurwa.
Zauważyłam, że brunet spogląda w górę, prosto w moje okno, momentalnie się schyliłam i modliłam się, żeby mnie tylko nie zauważył, nie słyszałam, aby krzyczał „widziałem ją”. Jak najlżej się wychyliłam, miał wzrok na Niall’u. Uff całe szczęście się nie zauważył mnie. Śledziłam ich każde słowo i gesty. Zauważyłam, że Niall trzyma broń w ręku. Widziałam jak dwoje napakowanych typów, próbuje przytrzymać, wyrywającego się człowieka. Chłopak przyłożył pistolet do jego głowy i nie wierzyłam w to co zobaczyłam, przez chwilę zaparło mi wdech, kurwa on go zastrzelił, widziałam tą krew i jeszcze ta czaszkę, po prostu słyszałam, każde miejsce, które złamało się przez kulkę w głowę. Jak on to mógł zrobić?! I jeszcze nijak reaguje, kurwa. Czemu mnie tak nie zabije? Już dawno by to zrobił na 100 procent.
Ale coś go blokuje, może to ja? Czy ja tak na niego działam? O co mu chodzi?
Nie chce mnie oddać szefowi, żeby mnie zabił, a on raz chce mnie zabić, a drugi mnie przeprasza i mówi, że będzie wszystko w porządku. Po tym usłyszałam tylko, że przyjedzie po mnie za tydzień. A jeśli już minie ten tydzień i mnie Niall nie zabiję? Kurwa, oczywiście, że nie chce umierać przez kulkę w łeb, ale i nie chce być.. nie wiadomo co by robił ze mną ten brunet.
Kiedy zauważyłam, że już odjechał, musiałam znowu iść pod łóżko. Otworzyły się drzwi, to Niall.
- Możesz wyjść
Przecisnęłam się po między łóżkiem, a podłogą i stałam na wprost chłopaka.
- Słyszałam strzały, zastrzelili kogoś? Musiałam przekręcić jakoś zdanie, żeby nie wyszło na to, że podglądałam.
- Lucy i tak wiem, że wszystko widziałaś, nie ukrywaj.
- Nie prawda!
Położył ręce na moich biodrach i zaczął całować moją szyję.
Kurwa co on do cholery wyprawia?!
- Nie kłam.
- Dobrze, widziałam
Muszę mu powiedzieć, nie chcę znów dostać w policzek, lub w co innego..
- Grzeczna dziewczynka
Boże on jest okropny.
Przełożył ręce na moje plecy i podniósł na mnie spojrzenie. Nie wiedziałam o co mu chodzi, poczułam jak blondyn przybliża moją twarz za moją głowę i zaszeptał do mojego ucha:
- Jesteś moja księżniczko.
Wystraszyłam się na jego słowa, chociaż powiedział je tak bardzo cicho, aż mnie dreszcze przeszły. Nienawidzę jak tak do mnie mówi! 
- Nie
Powiedziałam krótko. Poczułam jak przygryza mi lekko ucho i schodzi znów na szyję, którą namiętnie całuje, czy on kurwa może przestać, boję się że znowu mi coś zrobi, jeśli krzyknę, ale też nie chcę być czyjąś własnością.
- Czy możesz przestać, proszę?
Chłopak przestał, tylko kiedy dokończyłam zdanie.
- Tak
- Dziękuje
Wyszliśmy z pokoju gościnnego i spytałam:
- Czy ten facet w lokach, to twój szef?
- Tak
- Czemu zabiłeś… Nie dokończyłam bo chłopak popchnął mnie na ścianę. Znowu, boli. Tym razem nie trzyma mnie za szyję i nadgarstki.
- Musiałem go zabić, to moja praca.
- Więc czemu mnie jeszcze nie zabiłeś?
- Bo.. nie mogę
- Dlaczego?
Muszę to wiedzieć!
- Ponieważ jesteś inna!
- To znaczy?!
 - To znaczy to
 Nie spodziewałam się tego, Niall zaczął mnie nachalnie całować, nigdy nie zrozumiem tego człowieka. Pocałunki stały się czułe, czemu ja to robię?! On bardzo niesamowicie całuje, chyba mnie kręci w brzuchu. Nie mogę tego robić!
- Przestań już, proszę
Poprosiłam go o to, jak najciszej i najmilej.
- Dobrze
Całe szczęście się zgodził, boże on jest do nie do rozgryzienia.
- Idę na dół, obejrzeć telewizję, jak chcesz możesz dołączyć.

Byłam oparta o ścianę i patrzyłam jak chłopak schodzi po schodach, może on się we mnie zakochał? Nic już nie rozumiem. 







__________________________________________________

Harry, 22 lata, szef Niall'a. 
"Zabijanie jest moją pasją, jak malarz, który maluje farbami, tylko że ja maluje krwią" 









______________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!

Hej! No i jest już 6 rozdział, wiem że dawno nie dodawałam, ale laptop poszedł do naprawy i takie tam, no ale jeśli ci się spodobało to skomentuj! x (zmieniłam wiek Harry'ego) 
Ilysm @Horan__HugMe