niedziela, 31 sierpnia 2014

17. Chcesz mi o czymś powiedziec?

~Niall

Skończyliśmy jeść i w mojej głowie jest pytanie, kto mógł zadzwonic po naszyjnik? Podejrzewam Harry’ego, który nie dawał znaku życia o sobie około tygodnia. Albo ktoś inny, ale kto?
-Podobno jeszcze jedna osoba się zgłosiła po naszyjnik. –Powiedziałem i przekręciłem głowę w stronę dziewczyny, która przełączała kanały. Zamyśliła się przez chwilę i wyłączyła telewizor. Skupiła wzrok na dywanie.
Machnąłem jej przed twarzą rękami, nagle powiedziała:
-To mogłabyc Am.. –Przerwała i udawała, że nic nie mówiła. Skrzywiłem minę, wiem że ona się domyśla kto to mógł być.
-Kto? –Zapytałem dosc niskim, ale spokojnym głosem.
-Amy. –Amy? Siostra Zayn’a? Nie wspominała mi, że ma przyjaciółkę, debil ze mnie na pewno ma dużo przyjaciół. Ona musi ciężko przeżywac porwanie Luc, pokręciłem głową żeby wyrzucic te myśli z mojej głowy jak najszybciej. Nie chce, żeby ona mnie opuściła, ja ją potrzebuję. Ona tego nie czuje co ja do niej, nigdy wcześniej nie poznałem takiej osoby. To najgorsze co może być, morderca który jest zadurzony w swojej zdobyczy. Inne kobiety odpycham, tamte jedzą mnie spojrzeniem, a ona jest inna. Może to ona mnie zmieniła? Zamyśliłem się, muszę załatwic sprawę z komisariatem, pojadę tam jutro. Jedno pytanie, czy rozpoznają Lucy? W wiadomościach aż huczy na jej temat. Nie poddam się.
Teraz muszę ją ukrywac, jak tylko potrafię.
-Jutro pojadę na komisariat. Zostaniesz w Irlandii. –Powiedziałem jakby do siebie, ale dziewczyna zdziwiła się.
-Nie mogę sama zostac, to jest zbyt niebezpieczne. –Pod jakim względem niebezpieczne, nie mogą jej znaleźć. Sam nie wiem co mam robic, po prostu musi przejść metamorfozę. Brzmi to banalnie, ale nikt nie powinien jej rozpoznac w brązowych włosach i trochę krótszych. Głupie, ale tylko tak jej nie rozpoznają.
-Lucy, pojadę do sklepu niedługo wrócę. –Dziewczyna niepewnie pokiwała głową. Wstałem i wyszedłem z pokoju hotelowego. Stanąłem naprzeciwko windy, zobaczyłem kątem oka jakąś postac, odwróciłem głowę i była to wytapirowana brunetka, która patrzyła na mnie od góry do dołu.
Zatrzymała wzrok na mojej twarzy, wyszczerzyła do mnie zęby, patrzyłem się na nią z niesmakiem, a gdzie jej chłoptaś? Powoli do mnie zaczęła podchodzic, stałem wryty i chciałem zobaczyc co zrobi dalej. Stanęła na palcach i szepnęła mi do ucha:
-Pokój 54, teraz. –Winda się otworzyła. Jej głos nie zrobił na mnie wrażenia, tak samo jak i ona.
Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową. Przyszła mi pewna myśl do głowy.
-Mam lepszy pomysł. –Powiedziałem, a dziewczyna przygryzła dolną wargę. To na mnie nie działa.
Nagle zacząłem biec do schodów, zauważyłem że ona się nie poddaje i biegnie za mną. Chętnie popatrzę na twój pomarańczowy sprej, który spływa z ciebie. Szybko wbiegłem na schody, odwróciłem się na moment, była cała zdyszana i rzeczywiście, samoopalacz już jej spływał. Zacząłem się śmiac na całą klatkę. Jej mina była niezadowolona.
-Wal się dupku. –Wyszła, 1-0 dla mnie, barbie. Teraz spokojnie zszedłem.
Wychodząc z budynku przyjrzałem  się posągowi przedstawiającego anioła.
Odpaliłem silnik i podjechałem do najbliższego sklepu.
Nie mam pojęcia jak Lucy zareaguje na mój pomysł, zapewne mi nie pozwoli, ale jeśli chce choc oddychac świeżym powietrzem i widziec ludzi to powinna się posłuchac.
Chce dla niej jak najlepiej, robię to jak tylko potrafię. Żałuję niektórych rzeczy, które jej zrobiłem, bądź powiedziałem. Zapewne tego nie widzi, ale ja o tym myślę i żałuję.
Podszedłem do działu z kosmetykami, chwyciłem za ciemny brąz. Mam nadzieję, że taki będzie dobry.
Poczułem wibracje w kieszeni, wyjąłem telefon i spojrzałem na ekran. Liam.
-Halo? –Zapytał szybko i słuchałem jak sapie mi do słuchawki, biegł?
Ciężko oddycha, kurwa co mu jest.
-Co jest stary?! –Krzyknąłem prawie na cały sklep, parę głów odwróciło się w moją stronę, ale teraz mnie to nie obchodzi.
-Ha..rr… -Usłyszałem upadający telefon i głośny krzyk. Mój puls podskoczył, ścisnąłem pięści i zacząłem biec. Kurwa, muszę zapłacic, jebana farba. Ludzie mnie obserwowali, pewnie myślą że jestem psychopatą, tak jestem.
Kiedy już zapłaciłem, pojechałem z powrotem do hotelu. Zastałem pusty pokój, przestraszyłem się jeszcze bardziej. Kurwa, gdzie ona jest. Usłyszałem spuszczającą się wodę, odwróciłem wzrok w stronę łazienki, Lucy. Trochę mi ulżyło, ale co z Liam’em? Dziewczyna zauważyła jak się zachowuje i zapytała się:
-Co się stało? –Podeszła do mnie i złapała mnie za ramię.
-Porwał Liam’a. –Powiedziałem, jestem cholernie zdenerwowany, on nie ma prawa dotknąc moich przyjaciół. Kurwa, zlokalizowac telefon, za nim go roztrzaska. Nie odzyskałem od Lucy żadnej odpowiedzi, nie powie spokojnie, bo już nigdy nie będzie spokojnie.
Przeczytałem ulotkę hotelu, potrzebny mi komputer do namierzenia.
Jest! Biblioteka, akurat czynna.
-Poczekaj zaraz wrócę. –Kiwnęła głową, nic innego nie może zrobic.
Zbiegłem na sam parter, udałem się jak najszybciej do komputera.
Każdy się na mnie gapił jak na wariata, znowu. Dla mnie to nie nowośc.
Lokalizacja zakończona, obiekt znajduje się w San Marino Del Dragone 46, we Włoszech.
Usłyszałem głos mówiący do moich słuchawek, zamarłem.
Moja szczęka opadła, słyszałem tylko walenie mojego serca. Biło jak opętane.
Jeśli on zabił Liam’a, a jeśli nadal żyje? Muszę po niego jechac, nie zostawię go.
Sukinsyn Harry, pożałuje tego jak nigdy wcześniej.

~Liam

Wracam ciemną drogą do domu, akurat musiało mi się zepsuc auto. Tak to bym siedział i jechał spokojnie do domu, a teraz mam pewność, że ktoś mnie zaatakuje.
Moja okolica słynie z takich bandziorów, nie mówiąc ja jestem jednym z nich, tylko że oni zabijają niewinnych ludzi. Ja po prostu wykonuje swoje zlecenia. Moi rodzice nie wiedzą czym się zajmuję, tak samo dziewczyna. Gdyby się dowiedzieli znaleźliby się chyba w psychiatryku.
Niechciałem tej roboty, ale niebyło nas stac na utrzymanie mieszkania, więc pewnego razu poszedłem do pobliskiej kawiarni i tam siedział Harry, wtedy to się zaczęło. Usłyszał moją rozmowę o pracę, że potrzebuje pieniędzy i wtedy do mnie podszedł. Za pierwszym razem się krępowałem i niechętnie do tego podchodziłem, a teraz jest to dla mnie codziennośc. Podejrzenia moim rodzicom nie unikają, cały czas wypytują dlaczego mnie nie ma w mieście przez tyle tygodni, chociaż sam mieszkam i jestem dorosły to i tak o mnie się troszczą jak o małe dziecko.
Skręciłem w główną alejkę, jeszcze tylko parę przecznic i będę na miejscu. Słyszę z daleka samochód, przejechał obok mnie. Czarny van, coś tu nie gra, przejechał kilka metrów dalej i mocno zahamował. Drzwi od kierowcy się otworzyły w nich był..Harry. Kurwa co on tu robi, mam uciekac czy zostac.
Dośc odważnie do niego podszedłem tak jak i on. Ubrany cały na czarno, jak zwykle. Z daleka było czuc te mocne perfumy, od których aż oczy pieką. Ale miał poobijane oko, strupy na ustach. Od razu widac, że wpadł w bójkę.
-Liam, chcesz mi o czymś powiedziec? –Zapytał wesołym, ale chamskim głosem. Coś ukrywa. Ale tak jak i ja, ukrywam tylko jedną małą rzecz, o której on nie może się dowiedziec. Pokręciłem przecząco głową.
Chłopak podniósł brwi i przytaknął.
-Więc nie wiesz, ale szanowny pan Eric wszystko mi powiedział co planujecie z Horan’em. Mogłem się domyślic, choc nie mogłem działac wcześniej, to już dawno bym was zabił.
Przełknąłem ślinę i myślałem co powiedziec, musze cos wymyśleć, żeby mi uwierzył że to nie prawda co mówił Eric. Jak on mógł to zrobic, kurwa najlepszy przyjaciel. Jestem w dupie.
-Więc, to nie jest tak, my po prostu.. –Nie dał mi skończyc bo dał mi z kolana prosto w czułe miejsce. Zwinąłem się w kłębek, poczułem uderzenie w brzuch. Zajęczałem z bólu. Na własnych siłach wstałem i zacząłem biec przed siebie. Jak najdalej od niego.
-Jeśli Horan chce pogrywac to z chęcią przyjmę zaproszenie. –Usłyszałem z daleka, mój oddech stawał się coraz cięższy, coraz wolniej biegłem. Usłyszałem pisk opon, Odwróciłem się, wysiadł z auta i zaczął mnie gonic. Przyspieszyłem tępo jak tylko potrafiłem. Próbowałem wyjąc telefon, na nic. Za szybko biegnę.
Poczułem pchnięcie do tyłu, upadłem na ziemię. Uderzenie w twarz butem wydawało się dobrym pomysłem, ale nie miałem siły na nic. Jestem wyczerpany, nie poddam się. On nie zmęczył się ani trochę, od niego nie da się uciec. Kucnął nade mną i powiedział:
-No stary nie udało ci się tym razem, a teraz Horan się trochę pomęczy. –Przyłożył do mojej twarzy szmatkę nasączoną płynem usypiającym.

Hałas, ciemność, inny język. Tylko to słyszę, mam zawinięte oczy, ręce i nogi. Nie mogę się ruszyc, wsłucham się w dosc szybki, niezrozumiany język. To jest hiszpański..nie włoski!
Jestem we Włoszech, przynajmniej wiem gdzie jestem, jak ja tu dojechałem? W końcu to Harry, on wszystko potrafi. Ludzie mówią jakby z góry, a ja jestem w ciemnym pomieszczeniu gdzieś na dole. Ciemne to ono jest bo nic nie widzę przez szmatkę, ale zapewne jestem w piwnicy.
Hałas wydobywa się z góry, jakby jakiś bar. Ludzie rozmawiają, śmieją się, biegają, kłócą.
Dośc dużo wiem, teraz wystarczy się stąd wydostac. Dziś mam szczęście, bo akurat zabrałem nożyk od mojego ojca. Napiąłem mięśnie i rozciągnąłem wystarczająco mocną taśmę. Wyjąłem nożyk i rozciąłem na ślepo obydwie taśmy. Rozwiązałem szmatkę i nie widziałem nic oprócz, piwnicy obłożonej cegłami. Okna były porośnięte winoroślami, a z nich był widok na wielką górę i nogi przechodzących ludzi.
Teraz wystarczy wyjsc, drewniane stare drzwi znajdowały się na końcu schodów. Głosy były coraz bardziej słyszalne, aż w końcu wychyliłem trochę. Przede mną były dwie starsze kobiety przyjmujące zamówienia i paru kucharzy w młodym wieku, wszyscy oliwkowej cery. Przed nimi było pełno ludzi, siedzieli przy miętowych stolikach. Jedli różne włoskie potrawy. Zza myślenia się, jedna z kobiet do mnie podeszła i powiedziała coś nie w moim języku. Podniosłem ręce w znaku, że nie rozumiem. Patrzyła się na mnie groźnie, następnie reszta pracowników. Truchtem wybiegłem z małej restauracji.
Światło oświecało całą moją twarz, nic nie widziałem oprócz wielkiej góry przede mną i sporo ludzi. Ale czemu Hary przywiózł mnie tutaj? To są jego znajomi? Muszę stąd uciekac. Ruszyłem przed siebie, odwróciłem się i w drzwiach z których uciekłem stał on. Kurwa, znowu.
Przyspieszyłem, ciężej oddycham, nogi odmawiają pracy. Wbiegam pod górę. Spojrzałem w dół jest on dosc blisko. Ale nadal mogę mu uciec. Musze zawiadomic Niall’a, wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer. Odebrał dosc szybko.
-Halo? –Powiedziałem zdyszany, ale wciąż biegłem.
-Co jest stary?! –Niall krzyknął do słuchawki, góra jest coraz trudniejsza do przebycia. Ledwo co oddycham, dam radę nie poddam się!
-Ha..rr   -Nie dokończyłem imienia Harry’ego bo ten mnie złapał za nogę i zaciągnął w dół. Telefon wypadł mi z dłoni, już po mnie. Był wkurwiony, jego źrenice są powiększone. Ledwo co ze mną oddycha.
-Pożałujesz tego Payne, to będzie bolesna, wolna śmierc. –Wysyczał do mnie przez zęby, cały spocony.

Nie miałem siły nawet go kopnąc. Nie uda ci się Harry, on po mnie przyjedzie.
________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej wszystkim wiem że nie dodawałam rozdziału dosyc długo, ale nie miałam weny, pustka, zero. Wybaczcie. Ale proszę chce żebyście to skomentowali, jesli się wam spodobał, nawet jeśli nie, ja muszę to wiedziec. 
Skomentujcie proszę. Btw, przejdę do tego, że jutro rozpoczęcie roku, więc powodzenia i damy radę.  
Ilysm @Horan__HugMe x 

środa, 27 sierpnia 2014

Ważna informacja!

Hej tu @Horan__HugMe rozdział będzie dodany jutro, piszę na wszelki wypadek jakbyście czekały, więc do jutra! x

czwartek, 21 sierpnia 2014

16. Dlaczego ja?

~Niall

Dałem jej gest, aby poszła za mną, tak zrobiła. Usiedliśmy na środku pokoju po turecku naprzeciwko siebie. Dziewczyna zaczęła chyba się krępowac bo bawiła się opuszkami palców. Więc przerwałem chwilę ciszy, mówiąc w co będziemy grac.
-Chciałem zagrac w pytania i odpowiedzi. –Dziewczyna podniosła na mnie wzrok i skinęła głową.
Chciałem ją poznac bliżej, znam ją dobrze, ale chce jeszcze lepiej. Muszę się od niej dowiedziec najwięcej szczegółów. Przeczuwam, że ona ode mnie też wyciągnie podchwytliwe pytania.
-Więc ty zaczynasz, panie pierwsze. –Uśmiechnąłem się, a dziewczyna pokręciła głową i się zaśmiała. Zmarszczyła czoło i opuszczając głowę powiedziała:
-Dlaczego ja? –Lucy ponownie się na mnie spojrzała i znów na dywan. Zaczęła obrysowywac palcem wyszyty wzór materiału. Dobrze wiedziałem, że zapyta się o taką rzecz. Nachyliłem się przed nią i powiedziałem:
-Miałem takie zlecenie. –Dziewczyna zniżyła ramiona, nadęła się i powiedziała:
-To już wiem, chce wiedziec czemu ja tu jestem? –Zaczęła się trochę denerwowac, powróciła do tego co robiłą przed chwilą i oczekiwała na moją odpowiedź.
-Kiedyś Harry pracował dla twoich rodziców, oni byli zawodowymi szpiegami, byli lepsi niż FBI, lepsi niż wojsko, oni razem mogli roznieść cały świat, więc jakby ci to powiedziec, twoi rodzice nie zginęli w wypadku. –Spojrzałem na nią, a jej wzrok od razu spoczywał na mnie, jej wyraz twarzy chciał więcej szczegółów.
-Zabił ich Harry. –Dziewczyna skamieniała, poczym kiwnęła głową i nie miała zamiaru puścic ani jednej łzy, powstrzymała się, ale nie na długo. Jedna łza zleciała jej po policzku, potem następne. Podniosłem się z miejsca i usiadłem obok niej, otarłem każdą po kolei z łez i powiedziałem:
-Zabijemy chuja, będzie dobrze. –Dziewczyna odwróciła do mnie wzrok, jej oczy były całe czerwone, nadal jest piękna i powiedziała:
-Przysięgasz? –Przełknąłem ślinę i z odwagą odpowiedziałem:
-Tak. Nie płacz już. –Otuliłem ją, poczułem jak owija ręce wokół moje talii wkładając rękę pod kurtkę. Kiedy wszystko wróciło do normy teraz nadeszła kolej na mnie.
-Teraz ty. –Skinąłem głową i powiedziałem:
-Robiłaś już to? –Dziewczyna wiedziała o co mi chodzi, zauważyłem że jej policzki się czerwienią.
-Nie. –Chciałem coś powiedziec, ale mi przerwała i dodała:
-Nie mów nic o zajściu kiedy wracałam ze szkoły. Chce o tym zapomniec, ale nie mogę. –Niechciałem jej o tym wspominac, widac że był to dla niej szok, nigdy w życiu bym na to nie pozwolił. Sprałbym tego gościa do nieprzytomności za tamto zdarzenie. Cholernie się nią przejmuję i martwię, nie chce aby stała jej się krzywda. Mogłem nie pytac o to, ponieważ teraz pewnie myśli że jestem zwykłym dupkiem, który chce tylko tego. Ale ja chce jej szczęścia, to się liczy.
-Przepraszam. –Mój uśmiech znikł i poczułem się winny.
-Nic się nie stało, w porządku. Teraz ja. –Uśmiechnęła się na tyle ile dzisiaj potrafiła. Przecież jeszcze dwie godziny temu więziono ją w piwnicy.
-Czego się boisz? –Te pytanie mnie ugięło, poczułem pustkę wszędzie, w każdym miejscu. Nagle zacząłem przypominac sobie zdarzenia da mnie ważne z przeszłości. Od małego, aż do momentu kiedy zaczęła mi być bliska Lucy.
-Utraty kogoś ci bliskiego. Tego chyba się boję. –Powiedziałem, zbytnio udając, że tym się nie przejmuję.
-Jestem ci bliska? –Podniosłem wzrok i moje przypuszczenia czy Lucy jest mi bliska, wychodziły pozytywnie, ona jest mi cholernie bliska. Ale nie chciałem się przyznawac, więc powiedziałem:
-Teraz moja kolej. –Uśmiechnąłem się, a zaraz po mnie dziewczyna.
-Boisz się mnie? –Lucy się zamyśliła, chyba pomyślała o tym kiedy zadałem to samo pytanie jej w kuchni.
-Czasami. –Nie bój się.
-Czemu? –Spytałem.
-Bo często wypadasz spod kontroli, za często masz dużą adrenalinę. –Jestem niebezpieczny dla wszystkich, nie byłbym taki gdyby ta praca.
-Przepraszam. –Znowu.
-W porządku, teraz moja kolej. –Poprawiła usiedzenie i powiedziała:
-Opowiedz mi o swojej mamie. –Znowu we mnie pękło, nie chcę jej o tym mówic, to okropne.
-Ok. Miała na imię Maura, była cudowną kobietą, zawsze się o mnie troszczyła, ale ja ją olewałem, miałem ją w dupie. Widziałem pare razy jak płacze z tego powodu, że ma tak okropnego syna jak ja. Kochałem ją, ona mnie, ale nie okazywałem jej tego, a ona mi tak. Pewnego razu, pożałowałem tego, że ją tak odpychałem, to było lato, wróciłem późno do domu i kiedy wszedłem, nikogo niebyło, cisza. Pobiegłem na górę do pokoju rodziców, tam czekała mnie najgorsza rzecz jaką człowiek może zobaczyc na własne oczy. Nieżywą matkę, która leżała w kałuży krwi. To najgorsze uczucie, jakie można poczuc. W kostnicy badali jej ciało, tam uzgodnili, że ją zgwałcono, a następnie zabito. Wszędzie o tym huczało, w telewizji, gazetach, za granicą. Wtedy uciekłem z domu po miesiącu od tego miejsca. Było mi z tym ciężko. Siedziałem w jednym miejscu i nie myślałem o niczym. Miałem pustkę, inni uważali, że popełniłem samobójstwo, a inni że uciekłem. Nasz ojciec w ogóle się mną nie przejmował, tak samo Greg’iem. Zostawił nas, czasem jego oskarżałem o to, że on to zrobił, ale był zbyt miękki i tchórzliwy. Policja zaczęła mnie oskarżac o zgwałcenie i zamordowanie.  –Spojrzałem na dziewczynę, która zaraz powiedziała:
-Niall, byliśmy w podobnej sytuacji, więc w większym stopniu wiem co czujesz. –Zgodziłem się i powiedziałem:
-Tęsknisz za znajomymi? –Spytałem, na pewno tęskni, ona chce stąd uciec jak najszybciej. Zapewne ma mnie w dupie, bo chce tylko śmierci Harry’ego jak ja. Boję się, że mnie opusci. Została mi tylko Lucy.
-Tak, nawet nie wiesz jak bardzo. Każdego dnia rozmyślam nad tym co w danym momencie robią, czy bawią się świetnie, lub czy chociaż mnie pamiętają. Albo rozpaczają nad tym, że zaginęłam. –Lucy pokręciła głową w znaku, że nie wie.
-Przepraszam. –Trzeci raz już. Dziewczyna nic nie zrobiła.
-Lucy..to było moje zlecenie, ja pierwszy raz się spotkałem z czymś takim w tej pracy, że podoba mi się moja zdobycz, przepraszam za te słowo. –Znowu się zarumieniła.
-Czy ja ci się podobam? –Zapytała niepewnie. Kurwa, tak. Twoje oczy, ten dołeczek i ten uśmiech, przez który promienieje. Wszystko jest w tobie idealne.
-Jesteś głodna? –Spytałem, nie chce aby się zadurzyła w mordercy. Ona musi znaleźć normalnego faceta nie takiego jak ja, chociaż cholernie by mnie to bolało, ale i tak nadejdzie ten dzień kiedy ona mnie opuści.
-Nie zmieniaj tematu! –Krzyknęła, wstałem, powtórzyła za mną krok i nie dała mi przejść. Kurwa, nie.
-Proszę daj już spokój. –Dziewczyna nie dawała, musiała wiedziec swoje. Kiedy nie dawała mi przejść, wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżku.
-Nie chcesz jesc to idź spac. –Musi mnie kiedyś wymazac z pamięci, będzie jej ciężko, ale musi. Patrzyłem się w jej błękitne oczy, nie zamierzałem pójść, wolałem wpatrywac się w jej oczy. Przybliżyłem do niej twarz, czułem jej oddech, strach czy podniecenie. Może obydwa naraz, pocałowałem ją i poszedłem.
Wyszedłem z pokoju, zamykając ją. Nie chcesz isc, ale jesc musisz, więc przyniosę ci na górę jedzenie. Nie pozwolą mi, ale jakoś to ukryje. Wszedłem do windy i w środku była jakaś kobieta, która cały czas na mnie się patrzyła. Ani na moment nie odwróciła wzroku. Mam dosyc ludzi, wiecznie się gapią. Spojrzałem się na nią poczym kliknąłem na 1 piętro. Jechaliśmy w ciszy. Kiedy wychodziłem, zobaczyłem jak podchodzi do niej wysoki mężczyzna i ją obejmuje. Szli do stolika, kiedy szedłem do bufetu, laska się odwróciła i mi pomachała. Uniosłem brwi do góry i nałożyłem jedzenie sobie i Lucy. Kiedy przechadzałem się z trudnością między stolikami, przeszedłem obok stolika tej brunetki. Puściła mi oczko i popiła wino. Zmarszczyłem twarz i chciałem już być na górze. Szybko wlazłem do windy i na szczęście nikogo nie było. Wyszedłem na holu była sprzątaczka, więc szybko i starannie, aby nie opuścic talerza wbiegłem do pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi i poczułem ulgę. Podałem dziewczynie jedzenie.
-Dzięki. –Usiadłem obok niej na łóżku i zaczęliśmy jesc.
-Nie ma sprawy. –Włączyłem TV i akurat były wiadomości…super.
Mówili o jakimś wypadku autobusowym na autostradzie, moje serce się zatrzymało jak pokazali London Eye, na moje nieszczęście mówili o strzelaninie, w której ja brałem udział. Pokazywali wisiorek Lucy, którego zgubiłem. Proszą o kontakt z osobą, która mogłaby rozpoznac go. Wyświetlił się numer. Muszę zadzwonic. Wyjąłem telefon i wybrałem podany numer w telewizji. Po paru sygnałach odezwał się kobiecy głos:
-Posterunek policji, słucham? –Przełknąłem jedzenie i powiedziałem:
-Witam, chciałbym zgłosic, że wisiorek który znaleziono należy do mnie. –Igrałem z życiem teraz. Albo mogli mi go oddac, lub wziąć za faceta, który tam strzelał. Pewnie będę musiał dac jakieś artykuły, że jest mój.
-Dobrze, musimy pana przesłuchac, proszę się zgłosic na komendę w najbliższym czasie. –Spodziewałem się tego.
-A nie mogę po niego przyjechac i zabrac? –Zapytałem.
-Nie, ponieważ zgłosiła się jeszcze jedna osoba. –Odpowiedziała. Jak kto? Kim jest ta osoba?


~Amy

Przeglądałam zdjęcia z młodości, na których byłam z Lucy. Bardzo za nią tęsknie. Kiedy ja zobacze? Czy ona żyje? Nic nie wiem, na razie cisza w sprawie zaginięcia Luc, nie licząc tego, że puszczają cały czas o jej zaginięciu w telewizji, ale i tak z tym nic nie robią. Każdemu wciskają kit, że robią co w ich mocy, a na prawdę opychają się pączkami i popijają kawę. Po woli spłynęła mi łza po policzku kiedy dotarłam do mojego ulubionego zdjęcia, ja i Lucy kiedy przeprowadzałyśmy się do tego domu. Pamiętam to do dziś, obydwie się cieszyłyśmy, że odpoczniemy od wszystkiego. Kocham ją jak siostrę, jest mi bardzo bliska. Nigdy się nie spodziewałam, że ktoś ją porwie. Może to moja wina? Powinnam wtedy jej nie pozwolic zostac i tankowac samej. Nie chce wiedziec co robił jej ten ktoś. Boję się o moją małą Lucy. Nagle usłyszałam w TV o znalezionym naszyjniku. Podniosłam wzrok i zobaczyłam jak policjant w wywiadzie trzyma wisiorek, to jest wisiorek Lucy! O mój boże, na pasku pojawił się telefon, jeśli ktoś poznaje biżuterię. Złapałem telefon i wykręciłam numer jak najszybciej, aż mi się ręce trzęsły.
-Posterunek policji, słucham. –Usłyszałam kobiecy dosc niski ospały głos.
-Dzień dobry, chciałam się zgłosic po naszyjnik z poszukiwań pod Londo.. –Nie dała mi skączyc bo powiedziała:
-Proszę się zgłosic w najbliższym czasie. –Odpowiedziała trochę bardziej w nastroju.
-Dobrze. –Rozłączyłam się i od razu wstałam i nałożyłam buty. Podjechałam pod posterunek i weszłam.
W korytarzu siedział znowu ten przylidupas, kurwa tylko nie on.
-Hej Chris. –Przywitałam się ze sztucznym uśmiechem, ale dosyc aktorskim, żeby się nie obraził.
-Cześc Amy. –O już nie Panno Malik. Jak miło.
-Co tam słychac? –Zapytał.
-Źle, chyba wiesz o tym. –Odpowiedziałam.
-No tak, chcesz może.. –Przerwałam mu.
-Chciałam dowiedziec się o naszyjniku. -Nagle wstał i powiedział:
-A tak! Chodź do Pana Johnsa, czeka na ciebie. –Jaki spostrzegawczy. Na pewno wiedział o tym, że przyszłam tu w sprawie naszyjnika, a ten mnie zatrzymuje. Tracę czas przez niego. 
Poprowadził mnie do pokoju, zapukał i usłyszałam ochrypnięty niski głos Johnsa.
-Wejsc. –Weszłam i zastałam tam go popijającego kawę. Przestał gdy tylko mnie ujrzał. 
-O witam, Panno Malik. Proszę usiąść. –Podaliśmy sobie ręce i wskazał na siedzenie przed nim. 
-Więc chciałam się dowiedziec o naszyjniku. –Przejrzał jakieś papieru i spojrzał z powrotem na mnie.
-Dobrze, więc słucham. –Oparł się o siedzenie i złączył oplutł ręce.
-Chciałam zgłosic, że wisiorek należy do Lucy. Poznaje go i jestem pewna, że jest jej. –Powiedziałam, a on pokiwał powoli głową.
-Hm czyli wychodzi na to, że musiała być na miejscu zdarzenia, lub jeden z porywaczy ją przetrzymuje. –Powiedział z mądrym spostrzeżeniem.
-Tak, też mi się tak wydaję, są może nagrania z kamer, jak była ta strzelanina? –Zapytałam.
-Niestety, ale kamery zostały na ten czas zaklejone, sprawcy dobrze wiedzieli jak się nie wydac. –Odpowiedział, myślałam, że to będzie pozytywna odpowiedz, ale się myliłam.
-Mogę zabrac naszyjnik? –Spytałam.
-Musimy poczekac aż ktoś się inny zgłosi, muszą minąc przynajmniej 2 tygodnie, przykro mi. –Znowu się zawiodłam, spodziewałam się tego, że jak tu przyjadę nie będzie ani jednej dobrej wiadomości.
-Dobrze, jeśli miną 2 tygodnie, przyjadę. Proszę mnie tak, czy inaczej informowac. –Powiedziałam i wyszłam.
Kiedy zamknęłam drzwi stał za nimi Chris, złapałam się za klatkę piersiową bo mało co na zawał nie zeszłam. Stał tam cały zadowolony, cały czas się na mnie patrzył, aż nagle powiedział:
-Chciałem cię o coś zpytac już wcześniej, może dasz się wyciągnąc do kina? –Zapytał, cały wyszczerzony do mnie, tryskał radością. Chyba jako jedyny tutaj, każdy taki ponury i przygnębiony pracą. Nie spodziewałam się, że mnie gdzieś poprosi o wyjście. Nie chce mu robic przykrości.

-Jasne. –Powiedziałam i udałam się do wyjścia. Odwróciłam się jeszcze na chwilę i zauważyłam, że chłopak podnosi ręce do góry w znaku zwycięstwa. Uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Wciągnęłam powietrze i wypuściłam. Kiedyś jeszcze sama ją znajdę. 
_______________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!
Hej! Jest już 16 rozdział, proszę skomentujcie go! Chce przeczytac wasze opinie, jeśli czytasz to skomentuj, a niektórzy nic nie komentują i to mnie smuci. Mnie motywują komentarze. 
Ilysm @Horan__HugMe x

środa, 13 sierpnia 2014

15.To jeszcze nie koniec.

~Niall

Przebudziłem się jeszcze w nocy, wciąż na zimnym krawężniku. Obok mnie leżała zbita szklanka po drinku, w którym Megan coś mi dosypała. Nikogo nie ma, odwróciłem się, klub też jest zamknięty. Głowa cholernie mnie bolała, złapałem się za nią i zacząłem przypominac sobie co zaszło wczorajszej nocy.
Moje oczy momentalnie się rozszerzyły na myśl gdzie jest teraz Lucy. Wstałem prawie przy tym upadając, otrzepałem spodnie z brudu i zacząłem walic w drzwi pubu. Kurwa, otwórzcie te drzwi! Gdzie ona jest?! Odwróciłem się i nie wiedziałem co robic, myślałem, aż w końcu przyszło mi na myśl, że ktoś ją porwał. Może to była Megan, albo Harry. Zacząłem jeszcze bardziej się denerwowac, podbiegłem do motoru i odpaliłem.
Pojechałem prosto do domu. Może sama wróciła, w co wątpię. Z nadzieją przekręciłem klucz w drzwiach i wszedłem do środka. Szybkim ruchem wyjąłem broń z kieszeni kurtki, meble były poprzewracane, jak i inne rzeczy. Ktoś stłukł obraz z moją matką. Zapłaci za to bolesną śmiercią. Podszedłem do starego pokoju brata, trzymając pistolet z wyciągniętymi rękami. Kopnąłem je, otworzyły się, powolnym krokiem wszedłem do środka. Był tam porządek, chyba ominął ten pokój ten ktoś. Poszedłem do biurka, żeby zobaczyc czy nic nie ubyło. Wszystko ok. Usłyszałem zamykanie drzwi, odwróciłem się i zobaczyłem faceta z którym się biłem na ringu. Miałem broń na celu jego twarzy, chłopak podniósł ręce w znaku obronnym.
-Czego tu szukasz? –Zapytałem ostrzegawczo. Zaczął się śmiac, strzeliłem przed jego stopami. Jego śmiech od razu umilkł. Posłałem mu uniesienie brwi, ze mną się nie zadziera, chuju.
-Spokojnie, odłóż broń porozmawiajmy. –Usiadł bez pozwolenia na fotelu, coraz bardziej kusiło mnie, aby nacisnąc spust. Złączył dłonie i powiedział:
-Mam twoją zgubę. –Spojrzałem na niego jeszcze bardziej groźnie i przytrzymałem pistolet. Przełknąłem ślinę i powiedziałem:
-Gdzie ona jest? –Spytałem trochę spokojniejszym głosem, abym tylko wiedział gdzie ona jest. Sukinsyn, wyrwę mu jaja. Zaśmiał się i odpowiedział:
-W takim miejscu, o nazwie piwnica. –Kurwica mnie zaraz weźmie, poprawiłem spluwę, nie mogę jeszcze go zastrzelic, bo muszę się dowiedziec czego chce, a poza tym gdzie jest Lucy.
-Gadaj gdzie ona jest! –Krzyknąłem przed nim, wstał i podał mi rękę.
-Jestem Louis. –Nie obchodzi mnie to, gadaj lepiej gdzie ona jest! Zestrzelę ci prosto w środek głowy.
-Nie obchodzi mnie to, gdzie ona jest?! –Chłopak opuścił ręce i wypuścił powietrze. Tym razem usiadł na biurku i wypił nie dopitą przeze mnie brandy.
-Gadaj, bo zestrzelę ci mordę! –Przełknął napój i powiedział:
-Dobre, ah no tak gdzie jest..hmm a może się zapoznamy? –Kurwa. Schowałem broń do kieszeni i za tym pozostawiłem tam rękę, na bezpieczeństwo.
-Jestem Niall, a teraz gadaj. –Nie było mi do śmiechu, oczywiście dla niego przeciwnie.
-Ja to wiem, więc wiesz po co ją ci zabrałem? –Przestał się śmiac, ale wyszczerzył zęby ku mnie.
Zaprzeczyłem głową, a on powiedział:
-Planowałem to zrobic już to kiedy ty mi ją zwinąłeś przed nosem, wtedy na stacji benzynowej. –Skrzyżowałem ręce i nie mogłem uwierzyc.
-Dla kogo pracujesz? –Spytałem odważnie.
-Dla Harry’ego. –Dopił drinka i wyjął paczkę papierosów z kurtki, podał mi. Wziąłem i wyjąłem zapalniczkę. Zapaliłem, on tak samo.
-Więc, nie widziałem cię nigdy na spotkaniach w Londynie. Masz mi ją oddac. –Mówiłem przygryzając przy tym ze złości papierosa.
-Nie ma mowy, ona jest teraz w moich rękach. –Chwyciłem za papierosa. Zaraz mnie poniesie.
-Gadaj chuju! –Wyrzuciłem z jego ręki papierosa i przygną tłem go twarzą do blatu. Przełożyłem swojego papierosa do prawej ręki i ostrzegłem:
-Papieros powoli będzie zniżał się do twojej skóry, jeśli mi nie powiesz zostanie ci niezapomniany ślad do końca życia. –Parsknąłem śmiechem.
-Nie powiem. –Tak się bawimy.
-Na pewno? –Papieros jest coraz bliżej jego twarzy.
-Tak! –Jeszcze niedaleko. Louis zaczął się wyrywac i chwycił moją broń. W ostatnim momencie zabrałem ją.
-Gadaj! Bo ci spalę łeb! –Nic nie odpowiedział.
-Mów! Ostatnia szansa! –Zaśmiał się i pokręcił głową. Papieros zaskwierczał, chłopak zaczął wyc z bólu.
-Gadaj, albo będzie z tobą gorzej! –Chwycił moją rękę, zrzuciłem go na podłogę i przydeptałem rękę.
-Dobra powiem, ale przestań! –Zszedłem z jego ręki i zabrałem papierosa. Louis usiadł i złapał się za rękę. Miał wypalony bok głowy.
-Więc? –Teraz ja oparłem się o blat. I zacząłem słuchac.
-Więc, jest ona w Kilkenny. –Kurwa.
-Więcej szczegółów? –Spytałem wkurwiony.
-Ballybought 13. –Zasyczał z bólu, dotykając twarzy.
-Kurwa coś ty mi zrobił?! –Podbiegł do najbliższego lustra i nie mógł w to uwierzyc.
-Wynoś się z mojego domu lalusiu! –Wstałem i popchnąłem go do drzwi. Wyrzuciłem go, odwróciłem się i nie wiem co o tym myslec, czy Harry nasłał go na mnie, czy po prostu kazał mu ją ukraśc. Nie rozumiem.
Muszę tam jechac, teraz. Nie obchodzi mnie to czy on tam teraz jedzie. Muszę ją uratowac. Nie pozwolę, żeby ktoś ją skrzywdził. To jeszcze nie koniec.
Zabrałem klucze i wyszedłem z domu. Odpaliłem motor i ruszyłem do podanego mi adresu.
Mam nadzieję, że nie skłamał. Jeśli tak, bez wahania go zastrzelę.
Dojechałem tam w godzinę. Niebyło korków całe szczęście, spojrzałem na zegarek, jest 09:30.
Teraz tylko ją ocalic. Obszedłem cały dom, kiedy byłem z tyłu domu zauważyłem okno od piwnicy. Wyciągnąłem spluwę i podszedłem do niego, widziałem tam Lucy, która była przywiązana do krzesła, ale leżała, ktoś ją przewrócił. Spojrzałem uważniej czy aby na pewno nikogo nie ma, pustka. Zapukałem w okno, było trochę wychylone, ale były kraty, więc nie mam jak się dostac. Dziewczyna podniosła głowę, ale miała zawiązane oczy. Oraz zaklejone usta, kurwa.
-To ja, Luc.. –Powiedziałem, tak aby tylko ona usłyszała. Lucy coś powiedziała z radości, ale nie dało się tego zrozumiec. Uśmiechnąłem się i teraz tylko trzeba tam się dostac.
Odszedłem od okna i z lewej strony były tylne drzwi, bingo. Pistolet cały czas miałem w rękach, na wszelki wypadek. Powoli otworzyłem drzwi, chociaż otwarte. Zamknąłem za sobą, żeby nie było podejrzeń. Znajdowałem się w kuchni, w salonie ktoś siedział, ten ktoś miał na sobie kaptur. Po co siedziec w domu w kapturze? –Pomyślałem.
Cichym krokiem przeszedłem za nią, mój wzrok przywarł na drzwiach. Chyba to te. Tak mi się wydaje. Lekko uchyliłem, tak to one. Wszedłem, dziewczyna wzdrygnęła. Jakby się przestraszyła, czy ten ktoś jej coś robił?! Kurwa zajebie. Podniosłem krzesło z Lucy.
-Nie bój się to ja. –Przytuliłem ją i zdjąłem jej opaskę z oczu. Dziewczyna od razu mnie przytuliła. Zaczęła płakac. Odwzajemniłem uścisk. Złapałem ją za ręce i powiedziałem:
-Już nigdy cię nie zostawię, nigdy. –Uśmiechnąłem się i dopowiedziałem:
-Lucy, teraz może trochę to zabolic, ale nie krzycz bo ktoś jest na piętrze. –Dziewczyna kiwnęła głową. Pociągnąłem szybkim ruchem za taśmę, Lucy zacisnęła oczy i powstrzymała krzyk.
Pocałowałem ją w czoło i złapałem za rękę. Musimy stąd jak najszybciej wyjśc.
Wyszliśmy i kiedy chciałem już isc zorientowałem się, że ta osoba jest w kuchni, byliśmy za ścianą. Przyjrzałem się jej i to była.. Megan! Kurwa, Megan. Ona, mogłem się domyślec, że to ona! Zauważyłem, że idzie z powrotem do salonu. Przycisnąłem się z Lucy do ściany i kiedy przeszła, ruszyliśmy od wyjścia.
Nara dziwko, posłałem jej faka. Pomogłem usiąść Lucy na motorze, wsiadłem i pojechaliśmy do domu.
Przycisnąłem jej ręce mocniej do mojego brzucha. Znowu jej gips mnie uciska, ale jej bezpieczeństwo jest ważniejsze.
-Dziękuje Niall. –Powiedziała. Pocałowała mnie przy tym w policzek.
-To ja dziękuje. –Odpowiedziałem, przyspieszając tępo. Poczułem jak jeszcze mocniej mnie się łapie. Spojrzałem na jej gips i od razu się uśmiechnąłem bo zobaczyłem mój rysunek markerem.
Podjechaliśmy pod dom, ale nie wiedziałem czy tu zostac w tym bałaganie. Więc miałem pomysł, aby zameldowac się w hotelu. Wyłączyłem silnik i spojrzałem na Lucy, która zabrała ręce i chciała już zejsc, ale ją zatrzymałem i powiedziałem:
-Lucy, tu był pewien typ i zdemolował mieszkanie, może pojedziemy do hotelu? –Zapytałem przygryzając dolną wargę.
-Jasne. A kto to był? –Zapytała, trochę zdenerwowana.
-Ten typ co cię ukradł. –Lucy kiwnęła lekko głową i wsiadła na motor, tym razem bez mojej pomocy.
Ruszyliśmy prosto pod hotel Annebrook House. Zaparkowałem na parkingu. Pomogłem jej zsiąść. Uśmiechnęła się do mnie, ma taki piękny uśmiech. Stanęła przede mną, złapałem ją za szyję rękami i pocałowałem w usta.
-Możemy już iśc. -Weszliśmy do środka, budynek był dośc duży. Wydawał się dobry. Widziałem, że recepcjonistka już się szczerzy do nas. Podeszliśmy do recepcji i Pani Bistl, tak miała napisane na przypince, zapytała:
-Witam państwa, w czym pomóc? –Uśmiechnęła się sztucznie, chyba jak każdy tutaj pracownik, musi się szczerzyc do ludzi i czekac na ich wypłatę. Odwzajemniłem uśmiech i oparłem się o blat.
-Chciałem zamówic pokój. –Kiwnęła głową.
-Dobrze, dla dwóch osób? –Podniosła wzrok zza komputera na, którym sprawdzała wolne miejsca.
Spojrzałem na Lucy i zapytałem:
-To nie jest dla ciebie problem, czy.. –Nie dokończyłem zdania bo powiedziała:
-Nie, niech będzie razem. –Uśmiechnęła się i chyba się zdenerwowała, znowu.
-Dobrze, pokój ma być na ogród, czy basen? –Zapytała, miałem pustkę w głowie.
-Na ogród. –Jak romantycznie…
-Na ile dni? –Spytała.
-Dwa. –Spojrzałem znów na dziewczynę i powrotem na Panią Bistl.
-Dobrze, to będzie razem 190 funtów. –Podałem gotówkę, zauważyłem że Lucy podeszła do jakiegoś posągu.
-Tu są klucze, życzymy miłego pobytu i zapraszamy ponownie. W apartamencie, czeka dla państwa niespodzianka. –I znowu ten sztuczny uśmiech, ugh. Jaka znowu niespodzianka?
Podszedłem do dziewczyny i chciałem spytac, ale sama powiedziała:
-Taką rzeźbę mieli kiedyś moi rodzice, pamiętam jak ją kupowali i zawsze mówili że to tajemniczy anioł. Nigdy nie wiedziałam o co im chodzi z nim. –Jakaś tajemnica, jej rodzice byli dobrymi szpiegami. Nic nadal o nich nie wie.
-Chodźmy już do pokoju. –Złapałem ją w pasie i weszliśmy do windy.
-Mamy pokój 23, tu mam klucze. Ta babka mówiła coś o niespodziance w pokoju. –Nic nie odpowiedziała i wysiedliśmy z windy. Jesteśmy na 2 piętrze.
Otworzyłem drzwi, pokój był nowocześnie urządzony. Dziewczyna od razu podbiegła do łóżka i do niego wskoczyła.
-Ale wygodne! –Krzyknęła z radości. Przed chwilą była więziona, a teraz jest pełna energii. Uwielbiam ją.
-Aż muszę zobaczyc! –Wskoczyłem za nią na łóżko i zaczęliśmy się śmiac.
-Jak tam ręka? –Spytałem, dotykając palcami rysunki na nim.
-Dobrze, ale tu jest świetnie. –Są lepsze miejsca księżniczko, o wiele. Kiedy się przestaliśmy cieszyc z najmniejszych rzeczy, nasz wzrok utknął na paczce przed nami.
-Co to jest? –Zapytała, wstając z łóżka.
-Nie mam pojęcia, to jest pewnie ta niespodzianka. –Wstałem za nią i wziąłem do ręki kosz pełen słodyczy, ale pod spodem było coś jeszcze kwadratowe opakowania…
-Czy to są prezerwatywy? –Zapytała przykładając rękę do twarzy. Znowu wybuchneliśmy śmiechem.
Odłożyłem „niespodziankę.” A dziewczyna powędrowała na balkon.
Podszedłem od tyłu za nią. Złapałem ją za biodra i odsunąłem włosy na bok. Pocałowałem czule jej szyję  i wyszeptałem:
-Pograjmy w coś. –Lucy odwróciła się do mnie i kiwnęła głową.
Uśmiechnąłem się i ją pocałowałem.

~Lucy

Podjechaliśmy pod hotel, wyglądał nieźle. Niall pomógł mi zejśc z motoru. Chłopak mi się przyglądał. Cały aż promieniał, poczułam jak łapie mnie za szyję i całuje w usta. Kiedy przestał powiedział:
-Możemy już iśc. –Kiwnęłam głową i zaczęłam rozmyślac, nad tym co teraz będzie. Mam szczęście, że mam Niall’a bo tylko on by mnie uratował. I to zrobił.
Weszliśmy do hotelu, w środku jest jeszcze ładniej. Podeszliśmy do recepcji. Pani Bistl się przywitała.
-Dobrze dla dwóch osób? –Zapytała nas, a Niall spojrzał na mnie i powiedział:
-To nie jest dla ciebie problem, czy.. –Nie dałam mu dokończyc i powiedziałam:
-Nie, niech będzie razem. –Uśmiechnęłam się i trochę zdenerwowałam, chociaż „mieszkam” z nim w jednym domu od prawie trzech tygodni, więc nie będzie dużej różnicy.
Mój wzrok przywlókł uwagę na rzeźbę anioła. Podeszłam do niego i mu się przyglądałam. Taki sam rodzice kupili. Po pewnym czasie Niall dołączył do mnie i chciał zapytac, ale znów mu przerwałam.
- Taką rzeźbę mieli kiedyś moi rodzice, pamiętam jak ją kupowali i zawsze mówili że to tajemniczy anioł. Nigdy nie wiedziałam o co im chodzi z nim. –Niall wydął usta i pomarszczył czoło. Chce się o nim więcej dowiedziec.
-Chodźmy już do pokoju. –Ok, załapał mnie w pasie i weszliśmy do windy.
-Mamy pokój 23, tu mam klucze. Ta babka mówiła coś o niespodziance w pokoju. –Chłopak zaczął coś mówic, ale za bardzo go nie słuchałam bo skupiłam się na posągu.
Wyszliśmy z windy, Niall zaczął szukac pokoju, kiedy znalazł otworzył je i pierwsze co zobaczyłam, było łóżko. Było ogromne, tak samo jak apartament. Jest tu wspaniale. Zaczęłam biec na łóżko, odbiłam się od niego plecami, tak aby nie upasc na gips. Bo bym chyba rozniosła ten hotel.
-Ale wygodne! –krzyknęłam w stronę chłopaka, a ten odpowiedział:
-Aż muszę zobaczyc! –O nie! Skuliłam się w kulkę i kiedy już był koło mnie, spojrzałam na niego i zaczęliśmy się śmiac. Kocham jego uśmiech. Jest taki, że chce się życ. Kiedy przestaliśmy Niall, opuszkami swoich palców zaczął jeździc po swoim arcydziele na moim gipsie.
-Jak tam ręka? –Zapytał. Miło, że jeszcze pamięta.
-Dobrze, ale tu jest świetnie. –Niall nic nie odpowiedział, tylko o czymś dumał. Przed nami stał wielki koszyk.
-Co to jest? –Podeszłam do niego, a chłopak odpowiedział:
-Nie mam pojęcia, to jest pewnie ta niespodzianka. –Wstał za mną i wziął do ręki. Odpakował, wszędzie jakieś słodycze, kawa, napoje, aż nagle na samym dnie paczka. Przyłożyłam rękę do buzi i spytałam:
-Czy to prezerwatywy? –Zapytałam, jeszcze prawie a wybuchnę śmiechem. Kiwnął głową i w tym samym czasie ponownie, się zaśmialiśmy, chyba w całym hotelu było nas słychac.
Wstałam i podeszłam do balkonu, ten widok jest wspaniały. Irlandia jest idealna. Poczułam jego ręce na moich biodrach, oderwałam ręce od barierki, przeczesał moje włosy na bok i ucałował delikatnie mnie w szyję. Po czym powiedział:

-Pograjmy w coś. –Wyszeptał mi w ucho, przeszły mnie te zapoznane dreszcze. Odwróciłam się do niego i się zgodziłam. Chłopak ukazał swój krzywy uśmiech i mnie pocałował. Dziękuje, że jesteś. Choc czasem jesteś niebezpieczny.
____________________________________________________

Louis Tomlinson- 22 lata
Sarkazm jest moim zyciem.
_________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej wiec jest 15 rozdzial! smuci mnie jedno, ze jest coraz mniej komentarzy pod rozdzialami.
Prosze jesli czytasz to, skomentuj. Uzasadnij swoja wypowiedz, prosze.
Ilysm @Horan__HugMe x

środa, 6 sierpnia 2014

14.Szukasz tu czegoś kochanie?

~Niall

Przez drogę myślałem tylko o tym, że muszę ją tam pilnowac, nie mogę na to pozwolic. Nikt jej tu nie zna, jeszcze. Mam nadzieję, nie poznają jej chyba. Dziewczyna trzymała mnie się z całej siły, gips mnie ranił w brzuch, wytrzymam, najważniejsze jest jej bezpieczeństwo. Kiedy już zauważyłem z daleka budynek, szturchnąłem lekko Lucy w żebro i powiedziałem:
-Jesteśmy na miejscu. Zaparkowałem przed klubem, zdjąłem kask i zaczepiłem na kierownicy od motoru. Dziewczyna poprawiła sukienkę i ruszyła za mną. Kiedy nagle sobie przypomniałem o najważniejszej rzeczy, bez której Lucy nie może się ruszyc. Odwróciłem się do niej i wyjąłem z kieszeni kolczyki. Podałem jej i rozkazałem:
-Musisz je założyc, jeśli się zgubimy, namierzę cię. –Kiwnęła głową.
-A teraz chodzmy. Podałem jej rękę, którą od razu złapała. Ma strasznie zimne ręce. Ominąłem odważnie kolejkę i podszedłem do ochroniarza, który wpuszczał do środka i się przywitałem. Wpuścił mnie bez wahania, jak zawsze. Wszyscy mnie tu znają, a ja ich. Przechodziliśmy przez naświetlone neonowe przejście. Dookoła byli jacyś ludzie, po lewej siedzieli napici bez świadomości życia, a w kącie laska robiąca loda chłopakom, lub typy którzy brali prochy. Czyli zwyczajny klub w moim mieście. Chciałem zobaczyc reakcję Lucy, patrzyła się na mnie ze zdziwieniem i obrzydzeniem. Miałem ochotę się zaśmiac na cały korytarz, ale wszyscy by się zaraz gapili. Objąłem ją ramieniem i w końcu buchnął w nas zapach dymu papierosów, połączonych z alkoholem. Tak ewidentnie jest on moim ulubionym zapachem, na parkietach tańczyli pijani i jeszcze trzeźwi ludzie. Dziewczyny tańczące na rurach i dużo znajomych z dziecinnych lat. Z daleka zauważyłem już Maurycego, kiwnąłem w jego stronę głową, odpowiedział mi.
-Siema stary! Wszystkiego Najlepszego! –Krzyknął mi w twarz po przywitaniu. Byłem cały zadowolony, że w końcu go widzę.
-Siema! –Powiedziałem za nim, chłopak spojrzał się na Lucy i powiedział:
-A kogo przyprowadziłeś? –Zapytał robiąc drinka jakiejś dziewczynie.
-To jest Lucy, moja przyjaciółka. Dziewczyna podała rękę Maurycemu, a ten ja pocałował w dłoń. Stuknąłem go w ramię, a ten się zaśmiał. Zostaw ją chuju.
-Już spokojnie Horan, tylko się przywitałem z tą piękną damą. Wyszczerzył zęby do dziewczyny.
-Dobra to co zamawiacie? –Zapytał, po czym dodał
-Na koszt firmy oczywiście. – Często się uśmiecha, zaraz mu przywalę w te śnieżne zęby.
Spojrzałem na dziewczynę, a ona była zapatrzona w tańczących ludzi. Kiedyś ona marzyła o tym żeby tańczyc. Pewnie nadal do tego chce dążyć. Schyliłem się do dziewczyny, aby powiedziec jej coś.
-Może najpierw wypijemy parę drinków, a później zatańczymy? –Zapytałem dośc głośno, żeby usłyszała przez ten hałas. Kiwnęła głową.
-Daj to co zawsze w moje urodziny. Chłopak podniósł kciuki w górę i zaczął przyrządzac. Usiedliśmy przy barze i Lucy cały czas śledziła każdy krok tańczących osób. Złapałem ją za podbródek i przekręciłem w moją stronę. Popatrzyła na mnie i kiedy chciała już się odwrócic, zapytałem:
-Kochasz tańczyc? –Lucy kiwnęła głową.
-Mów od mnie. –Rozkazałem dziewczynie.
-Tak kocham. –Przełknęła ślinę i spojrzała przed siebie.
-Zaraz mi pokarzesz. –Uśmiechnęła się i założyła kolczyki, które jej dałem.
-Dobrze. –Odpowiedziała i wzięła drinka od Maurycego.
-Trzymaj Horan. Puścił do mnie oczko i zabrał się do roboty.
Dziewczyna wzięła łyka i powiedziała:
-To jest dobre. –Spojrzała na mnie z zaciekawieniem, była cała zadowolona.
-Wiem, bo ja wybierałem. –Powiedziałem sarkastycznie i zacząłem pic.
Kiedy skończyliśmy pic, poprosiłem jeszcze parę innych drinków. Piliśmy i śmialiśmy się. Kocham kiedy Lucy się uśmiecha, uwielbiam ten uśmiech. Lucy wstała odważnie, nachyliła się nade mną i szepnęła na tyle bym usłyszał do ucha:
-Idziemy tańczyc. –Przygryzłem wargę i wstałem i szedłem za nią. Gdy stanęliśmy na parkiecie, Lucy zaczęła seksownie tańczyc tyłem do mnie. Od razu było mi gorąco, odwróciłem ją do siebie i zacząłem całowac. Czułem alkohol, czułem ją. Przygryzła moją wargę i tańczyła dalej. Złapała moje ręce i prowadziła mnie nimi po biodrach, aż w końcu nie mogłem się powstrzymac i uderzyłem ją w tyłek. Lucy udawała, że to ją boli. Podoba mi się to.
Wziąłem ją bliżej siebie, stała do mnie tyłem. Zaczęła ocierac się o mój krocz, szepnąłem do jej ucha:
-Rób to. –Przygryzłem jej ucho i zacząłem całowac po szyi.
Dziewczyna się odwróciła i powiedziała:
-Muszę iśc do łazienki. –Pokręciłem głową na znak, że chce jeszcze tańczyc. W końcu  powiedziałem:
-Dobrze, poczekam przy barze. –Wróciłem na swoje miejsce i  otarłem czoło.
-Co fajnie było? –Zapytał Maurycy.
-Wspaniale, chce jeszcze drinka. –Podał mi kolejkę.
Wypiłem wszystko, będę jutro miał dużego kaca. Nie wrócę do domu z Lucy, chyba że na piechotę. Nie pojadę z nią na motorze. Nie chce jej nieszczęścia. Podtrzymałem głowę ręką i czekałem na dziewczynę.

~Lucy

Poczułam jak Niall przygryza moje ucho i zaczyna całowac moją szyję. Złapałam jego ręce z moich bioder i powiedziałam:
-Muszę iśc do łazienki. –Chłopak grymaśnie podszedł do tego, ale się w końcu zgodził.
Ruszyłam do łazienki w trakcie, obijałam się o tańczące pary. Gdy przeszłam przez ten tłum, zaczęłam szukac łazienki. Chodziłam wszędzie, weszłam na piętro. Był to pokój dla vipów. Na kanapach siedzieli jacyś ludzie. Było tam dwóch typów i trzy laski. Jeden z nich cały czas mnie obserwował. Jedna do mnie zaczęła podchodzic, chciałam już zawrócic, ale mnie pociągnęła za ramię.
-Szukasz tu czegoś kochanie? –Spytała nie upita, ale nacpana. Zerknęłam na stół wokół kanap, był rozsypany biały proszek, drinki i tabletki. Mój wzrok wrócił na nią i odpowiedziałam:
-Szukam toalety, wiesz gdzie jest? –Zapytałam, a dziewczyna się przerażająco uśmiechnęła.
-Chodź ze mną. –Machnęła ręką i szłam za nią. Przeszłyśmy obok tych typów, byli w garniturach, jak w jakiejś mafii. Dziewczyny wyglądały jak tanie dziwki. Ta co mnie prowadzi też wygląda, ma różowe włosy.
Zaśmiałam się tak, aby nie usłyszała. Skręciłyśmy w lewo, nagle znalazłyśmy przed drzwiami od łazienki damskiej. Dziewczyna wyciągnęła rękę i powiedziała:
-To tutaj. –Zniżyła do mnie wzrok.
Przestraszyłam się jej, nagle szepnęła do mnie:
-Chcesz czegoś spróbowac? –Zapytała.
-Czego? –Dziewczyna wyciągnęła ze stanika, torebkę białej zawartości.
Spojrzałam na nią i na torebkę i powiedziałam:
-Nie, dziękuję. –Złapała mnie za rękę i wcisnęła mi ją do ręki.
-I tak weźmiesz. –Wysłała mi uśmiech i odeszła.
Trzymałam w ręku opakowanie i nie wiedziałam co robic. Postanowiłam to wyrzucic, rzuciłam gdzieś w kąt i weszłam do łazienki. Nie będę brała czegoś od nieznajomych, boję się.


~Niall

Czekam już na nią z pół godziny gdzie ona do cholery jest? Kurwa, denerwuję się. Muszę zapalic. Wyjąłem papierosa i podpaliłem. Wziąłem jeden mach i poczułem jak ktoś mi zabiera papierosa z ust. A tym kimś była Megan. Wsadziła do swoich ust i wypuściła dym prosto w moją twarz.
-Hej słodziaku, co tam? –Usiadła obok mnie i zamówiła drinka.
-Wiedziałem, że tu będziesz. –Schyliła się do mnie i powiedziała:
-Wszystkiego Najlepszego. Po czym dodała
-Mieliśmy coś skączyc, co zaczęliśmy w Londynie. –Położyła swoją dłoń na moim udzie i zaczęła przejeżdżac w górę spodni. Skończyła bo Maurycy podał jej to co zamówiła. Patrzyłem na nią, chciałem ją zabic za to, że mnie opuściła, a teraz mnie wykorzystuję. Kiedyś była inna. Zmieniła się.
-Chodź na górę. –Spojrzała na mnie błagalnym spojrzeniem.
-Jestem tu z kimś. –Odpowiedziałem krótko. Meg usiadła prosto do mnie i zaczęła wypytywac:
-Jak ma na imię? –Zapytała.
-Co cię to obchodzi, zajmij się sobą. –Dziewczyna położyła rękę na moim udzie z powrotem.
-A gdzie jest? –Powiedziała jakby coś podejrzewała. Kurwa, ona dobrze wie że chodzi o Lucy. Nigdy nie przychodziłem z dziewczynami do jakiś miejsc, na przykład takich jak to. Jestem w kropce.
-Oddaj mi papierosa. –Wyciągnąłem rękę, wzięła go i oddała mi go. Posłałem jej szybki uśmiech, odwróciłem się i bym zapomniał o drinku, wziąłem go, dziewczyna aż podskoczyła, ruszyłem i wyszedłem z klubu na świeże powietrze.
Wychodząc słyszałem jak Meg coś mówi do mnie, ale nie dosłyszałem. Usiadłem na krawężniku popalając i patrząc na przechodniów. Wypiłem do końca drink i poczułem się senny, opuściłem papierosa. Spadłem i domyśliłem się, że tak dziwka mi coś dosypała do picia. Zabije ją. 


~Lucy

Przeglądałam się w lustrze, po pewnym momencie weszła do toalety ta dziewczyna z różowymi włosami.
-No i jak wzięłaś? –Zapytała opierając się o umywalkę.
-Nie. –Dziewczyna zrobiła smutną minę, podeszła do mnie i zaczesała kosmyk włosów do tyłu. O co jej chodzi. Czuje jak serce mi szybciej bije. Poczułam również jak dziewczyna ciągnie mnie za włosy. Spadłam przy tym na ziemię. Kopnęła mnie w brzuch, chciałam krzyczec pomocy, ale nie miałam siły. Kopnięcia stawały się coraz silniejsze i bardziej bolały. Kurwa Niall gdzie jesteś? Dziewczyna wyjęła strzykawkę, przeraziłam się i próbowałam uciec, na nic. Podłożyłam mi nogę, znowu upadłam. Schyliła się nade mną i wstrzyknęła we mnie coś. Odwróciłam na chwilę jeszcze wzrok, zobaczyłam tego typa co siedział na kanapie, powiedziałam ciche pomocy. Obraz mi się rozmywał i nic nie słyszałam. Zemdlałam.
Przebudziłam się gdzieś w jakiejś piwnicy. To nie była piwnica Niall’a w tamtym domu. Przestraszyłam się na myśl, że to piwnica. Wszystkie wspomnienia powróciły. A jeśli Niall chce mnie teraz zabic? I wszystko to było kłamstwo, że chce mnie uratowac?! Boję się, kurwa. Usłyszałam otwierające się drzwi. Stała w nich ta laska. Miałam związane usta taśmą, byłam przywiązana do krzesła na środku piwnicy. Podeszła do mnie i odkleiła z całej siły taśmę, Au.
-Proszę, proszę obudziłaś się. Mamy 05:45, 14 września. Wiesz czemu cię tu przyniosłam? –Chodziła w kółko, słyszałam ją przez te szpilki. Stanęła za mną i krzyknęła:
-Mów! –Wzdrygnęłam się i naleciały mi łzy do oczu. Niall proszę bądź tu i mnie uratuj. Pomocy.
-Nnnie wiem. –Głos mi drżał. Próbuję być twarda, ale mi to nie wychodzi.
-Dobrze, więc wiem że przyjechałaś do klubu z Niall’em, oraz wiem to że jesteś głównym celem rozrywki.
-O co ci chodzi ze słowem „głównym celem rozrywki”? –Zapytałam.
-Oj głupia, Lucy! Twój chłopak Niall ci nic jeszcze nie powiedział? –Zaczęła się śmiac.
-Nie jest moim chłopakiem. –Postawiłam się jej, przestała się smiac.
-Ja wiem lepiej kim on jest, a ty jesteś zwykłą szmatą! –Wykrzyczała mi w twarz. Mam ochotę jej przyjebac. Nienawidzę jej, suka.
-Pewnego dnia twoi rodzice, zostawili gdzieś na tej planecie „małą” skrytkę, nikt do tej pory go nie odnalazł. Chodź wiele osób szukało.
Co? Zaczęłam sobie składac wszystko do rzeczy, oni byli w gangu jak Niall. Dlatego nie było ich tyle czasu w domu. Łzy spłynęły mi po policzku, różowo włosa podeszła do mnie i je wytarła mówiąc przy tym:
-Nie płacz, taka ładna buźka. -Podniosła rękę i mnie z całej siły uderzyła w policzek. W ten sam co Niall..
Krzesło upadło, grzmotnęłam twarzą o beton, czułam jak oba policzki pieczą. Gorzej niż wtedy. Mam ochotę być w domu z Amy. Kurwa dlaczego ja? Ja nie chce tak życ! Zaczęłam mocniej płakac. Usłyszałam jak ktoś inny schodzi do piwnicy, spojrzałam w górę i zobaczyłam tego chłopaka co był w klubie. Niech jeszcze on mnie pobije, świetnie. Kucnął przede mną i wytarł mi twarz. Poczułam ten zapach, po woli obraz się zamazywał. Po czym powiedział:

-Śpij słodko. -Zamknęłam oczy i teraz tylko chce żeby to się skończyło. 
_____________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 
Hej, więc jest 14 rozdział! Mam nadzieję, że się spodobał wam ten rozdział. 
Zapraszam do komentowania. Jedna z was powiedziała mi, że lepiej się czyta z myślnikiem przy tym co bohater czuje, więc tak napisałam.
Ilysm @Horan__HugMe x
_____________________________________________________