~Niall
Skończyliśmy
jeść i w mojej głowie jest pytanie, kto mógł zadzwonic po naszyjnik?
Podejrzewam Harry’ego, który nie dawał znaku życia o sobie około tygodnia. Albo
ktoś inny, ale kto?
-Podobno
jeszcze jedna osoba się zgłosiła po naszyjnik. –Powiedziałem i przekręciłem
głowę w stronę dziewczyny, która przełączała kanały. Zamyśliła się przez chwilę
i wyłączyła telewizor. Skupiła wzrok na dywanie.
Machnąłem
jej przed twarzą rękami, nagle powiedziała:
-To mogłabyc
Am.. –Przerwała i udawała, że nic nie mówiła. Skrzywiłem minę, wiem że ona się
domyśla kto to mógł być.
-Kto?
–Zapytałem dosc niskim, ale spokojnym głosem.
-Amy. –Amy?
Siostra Zayn’a? Nie wspominała mi, że ma przyjaciółkę, debil ze mnie na pewno
ma dużo przyjaciół. Ona musi ciężko przeżywac porwanie Luc, pokręciłem głową
żeby wyrzucic te myśli z mojej głowy jak najszybciej. Nie chce, żeby ona mnie
opuściła, ja ją potrzebuję. Ona tego nie czuje co ja do niej, nigdy wcześniej
nie poznałem takiej osoby. To najgorsze co może być, morderca który jest
zadurzony w swojej zdobyczy. Inne kobiety odpycham, tamte jedzą mnie
spojrzeniem, a ona jest inna. Może to ona mnie zmieniła? Zamyśliłem się, muszę
załatwic sprawę z komisariatem, pojadę tam jutro. Jedno pytanie, czy rozpoznają
Lucy? W wiadomościach aż huczy na jej temat. Nie poddam się.
Teraz muszę
ją ukrywac, jak tylko potrafię.
-Jutro
pojadę na komisariat. Zostaniesz w Irlandii. –Powiedziałem jakby do siebie, ale
dziewczyna zdziwiła się.
-Nie mogę
sama zostac, to jest zbyt niebezpieczne. –Pod jakim względem niebezpieczne, nie
mogą jej znaleźć. Sam nie wiem co mam robic, po prostu musi przejść
metamorfozę. Brzmi to banalnie, ale nikt nie powinien jej rozpoznac w brązowych
włosach i trochę krótszych. Głupie, ale tylko tak jej nie rozpoznają.
-Lucy,
pojadę do sklepu niedługo wrócę. –Dziewczyna niepewnie pokiwała głową. Wstałem
i wyszedłem z pokoju hotelowego. Stanąłem naprzeciwko windy, zobaczyłem kątem
oka jakąś postac, odwróciłem głowę i była to wytapirowana brunetka, która
patrzyła na mnie od góry do dołu.
Zatrzymała
wzrok na mojej twarzy, wyszczerzyła do mnie zęby, patrzyłem się na nią z
niesmakiem, a gdzie jej chłoptaś? Powoli do mnie zaczęła podchodzic, stałem
wryty i chciałem zobaczyc co zrobi dalej. Stanęła na palcach i szepnęła mi do ucha:
-Pokój 54,
teraz. –Winda się otworzyła. Jej głos nie zrobił na mnie wrażenia, tak samo jak
i ona.
Uśmiechnąłem
się i pokręciłem głową. Przyszła mi pewna myśl do głowy.
-Mam lepszy
pomysł. –Powiedziałem, a dziewczyna przygryzła dolną wargę. To na mnie nie
działa.
Nagle
zacząłem biec do schodów, zauważyłem że ona się nie poddaje i biegnie za mną.
Chętnie popatrzę na twój pomarańczowy sprej, który spływa z ciebie. Szybko
wbiegłem na schody, odwróciłem się na moment, była cała zdyszana i
rzeczywiście, samoopalacz już jej spływał. Zacząłem się śmiac na całą klatkę.
Jej mina była niezadowolona.
-Wal się
dupku. –Wyszła, 1-0 dla mnie, barbie. Teraz spokojnie zszedłem.
Wychodząc z
budynku przyjrzałem się posągowi
przedstawiającego anioła.
Odpaliłem
silnik i podjechałem do najbliższego sklepu.
Nie mam
pojęcia jak Lucy zareaguje na mój pomysł, zapewne mi nie pozwoli, ale jeśli
chce choc oddychac świeżym powietrzem i widziec ludzi to powinna się posłuchac.
Chce dla
niej jak najlepiej, robię to jak tylko potrafię. Żałuję niektórych rzeczy,
które jej zrobiłem, bądź powiedziałem. Zapewne tego nie widzi, ale ja o tym
myślę i żałuję.
Podszedłem
do działu z kosmetykami, chwyciłem za ciemny brąz. Mam nadzieję, że taki będzie
dobry.
Poczułem
wibracje w kieszeni, wyjąłem telefon i spojrzałem na ekran. Liam.
-Halo?
–Zapytał szybko i słuchałem jak sapie mi do słuchawki, biegł?
Ciężko
oddycha, kurwa co mu jest.
-Co jest
stary?! –Krzyknąłem prawie na cały sklep, parę głów odwróciło się w moją
stronę, ale teraz mnie to nie obchodzi.
-Ha..rr…
-Usłyszałem upadający telefon i głośny krzyk. Mój puls podskoczył, ścisnąłem
pięści i zacząłem biec. Kurwa, muszę zapłacic, jebana farba. Ludzie mnie
obserwowali, pewnie myślą że jestem psychopatą, tak jestem.
Kiedy już
zapłaciłem, pojechałem z powrotem do hotelu. Zastałem pusty pokój,
przestraszyłem się jeszcze bardziej. Kurwa, gdzie ona jest. Usłyszałem
spuszczającą się wodę, odwróciłem wzrok w stronę łazienki, Lucy. Trochę mi
ulżyło, ale co z Liam’em? Dziewczyna zauważyła jak się zachowuje i zapytała
się:
-Co się
stało? –Podeszła do mnie i złapała mnie za ramię.
-Porwał
Liam’a. –Powiedziałem, jestem cholernie zdenerwowany, on nie ma prawa dotknąc
moich przyjaciół. Kurwa, zlokalizowac telefon, za nim go roztrzaska. Nie
odzyskałem od Lucy żadnej odpowiedzi, nie powie spokojnie, bo już nigdy nie
będzie spokojnie.
Przeczytałem
ulotkę hotelu, potrzebny mi komputer do namierzenia.
Jest!
Biblioteka, akurat czynna.
-Poczekaj
zaraz wrócę. –Kiwnęła głową, nic innego nie może zrobic.
Zbiegłem na
sam parter, udałem się jak najszybciej do komputera.
Każdy się na
mnie gapił jak na wariata, znowu. Dla mnie to nie nowośc.
Lokalizacja
zakończona, obiekt znajduje się w San Marino Del Dragone 46, we Włoszech.
Usłyszałem
głos mówiący do moich słuchawek, zamarłem.
Moja szczęka
opadła, słyszałem tylko walenie mojego serca. Biło jak opętane.
Jeśli on
zabił Liam’a, a jeśli nadal żyje? Muszę po niego jechac, nie zostawię go.
Sukinsyn
Harry, pożałuje tego jak nigdy wcześniej.
~Liam
Wracam
ciemną drogą do domu, akurat musiało mi się zepsuc auto. Tak to bym siedział i
jechał spokojnie do domu, a teraz mam pewność, że ktoś mnie zaatakuje.
Moja okolica
słynie z takich bandziorów, nie mówiąc ja jestem jednym z nich, tylko że oni zabijają
niewinnych ludzi. Ja po prostu wykonuje swoje zlecenia. Moi rodzice nie wiedzą
czym się zajmuję, tak samo dziewczyna. Gdyby się dowiedzieli znaleźliby się
chyba w psychiatryku.
Niechciałem
tej roboty, ale niebyło nas stac na utrzymanie mieszkania, więc pewnego razu
poszedłem do pobliskiej kawiarni i tam siedział Harry, wtedy to się zaczęło.
Usłyszał moją rozmowę o pracę, że potrzebuje pieniędzy i wtedy do mnie
podszedł. Za pierwszym razem się krępowałem i niechętnie do tego podchodziłem,
a teraz jest to dla mnie codziennośc. Podejrzenia moim rodzicom nie unikają,
cały czas wypytują dlaczego mnie nie ma w mieście przez tyle tygodni, chociaż
sam mieszkam i jestem dorosły to i tak o mnie się troszczą jak o małe dziecko.
Skręciłem w
główną alejkę, jeszcze tylko parę przecznic i będę na miejscu. Słyszę z daleka samochód,
przejechał obok mnie. Czarny van, coś tu nie gra, przejechał kilka metrów dalej
i mocno zahamował. Drzwi od kierowcy się otworzyły w nich był..Harry. Kurwa co
on tu robi, mam uciekac czy zostac.
Dośc
odważnie do niego podszedłem tak jak i on. Ubrany cały na czarno, jak zwykle. Z
daleka było czuc te mocne perfumy, od których aż oczy pieką. Ale miał poobijane
oko, strupy na ustach. Od razu widac, że wpadł w bójkę.
-Liam,
chcesz mi o czymś powiedziec? –Zapytał wesołym, ale chamskim głosem. Coś
ukrywa. Ale tak jak i ja, ukrywam tylko jedną małą rzecz, o której on nie może
się dowiedziec. Pokręciłem przecząco głową.
Chłopak
podniósł brwi i przytaknął.
-Więc nie
wiesz, ale szanowny pan Eric wszystko mi powiedział co planujecie z Horan’em.
Mogłem się domyślic, choc nie mogłem działac wcześniej, to już dawno bym was
zabił.
Przełknąłem
ślinę i myślałem co powiedziec, musze cos wymyśleć, żeby mi uwierzył że to nie
prawda co mówił Eric. Jak on mógł to zrobic, kurwa najlepszy przyjaciel. Jestem
w dupie.
-Więc, to
nie jest tak, my po prostu.. –Nie dał mi skończyc bo dał mi z kolana prosto w
czułe miejsce. Zwinąłem się w kłębek, poczułem uderzenie w brzuch. Zajęczałem z
bólu. Na własnych siłach wstałem i zacząłem biec przed siebie. Jak najdalej od
niego.
-Jeśli Horan
chce pogrywac to z chęcią przyjmę zaproszenie. –Usłyszałem z daleka, mój oddech
stawał się coraz cięższy, coraz wolniej biegłem. Usłyszałem pisk opon, Odwróciłem
się, wysiadł z auta i zaczął mnie gonic. Przyspieszyłem tępo jak tylko
potrafiłem. Próbowałem wyjąc telefon, na nic. Za szybko biegnę.
Poczułem
pchnięcie do tyłu, upadłem na ziemię. Uderzenie w twarz butem wydawało się dobrym
pomysłem, ale nie miałem siły na nic. Jestem wyczerpany, nie poddam się. On nie
zmęczył się ani trochę, od niego nie da się uciec. Kucnął nade mną i
powiedział:
-No stary
nie udało ci się tym razem, a teraz Horan się trochę pomęczy. –Przyłożył do mojej
twarzy szmatkę nasączoną płynem usypiającym.
Hałas, ciemność,
inny język. Tylko to słyszę, mam zawinięte oczy, ręce i nogi. Nie mogę się
ruszyc, wsłucham się w dosc szybki, niezrozumiany język. To jest
hiszpański..nie włoski!
Jestem we
Włoszech, przynajmniej wiem gdzie jestem, jak ja tu dojechałem? W końcu to
Harry, on wszystko potrafi. Ludzie mówią jakby z góry, a ja jestem w ciemnym
pomieszczeniu gdzieś na dole. Ciemne to ono jest bo nic nie widzę przez
szmatkę, ale zapewne jestem w piwnicy.
Hałas
wydobywa się z góry, jakby jakiś bar. Ludzie rozmawiają, śmieją się, biegają,
kłócą.
Dośc dużo
wiem, teraz wystarczy się stąd wydostac. Dziś mam szczęście, bo akurat zabrałem
nożyk od mojego ojca. Napiąłem mięśnie i rozciągnąłem wystarczająco mocną
taśmę. Wyjąłem nożyk i rozciąłem na ślepo obydwie taśmy. Rozwiązałem szmatkę i
nie widziałem nic oprócz, piwnicy obłożonej cegłami. Okna były porośnięte
winoroślami, a z nich był widok na wielką górę i nogi przechodzących ludzi.
Teraz
wystarczy wyjsc, drewniane stare drzwi znajdowały się na końcu schodów. Głosy
były coraz bardziej słyszalne, aż w końcu wychyliłem trochę. Przede mną były
dwie starsze kobiety przyjmujące zamówienia i paru kucharzy w młodym wieku,
wszyscy oliwkowej cery. Przed nimi było pełno ludzi, siedzieli przy miętowych stolikach.
Jedli różne włoskie potrawy. Zza myślenia się, jedna z kobiet do mnie podeszła
i powiedziała coś nie w moim języku. Podniosłem ręce w znaku, że nie rozumiem.
Patrzyła się na mnie groźnie, następnie reszta pracowników. Truchtem wybiegłem
z małej restauracji.
Światło
oświecało całą moją twarz, nic nie widziałem oprócz wielkiej góry przede mną i
sporo ludzi. Ale czemu Hary przywiózł mnie tutaj? To są jego znajomi? Muszę
stąd uciekac. Ruszyłem przed siebie, odwróciłem się i w drzwiach z których
uciekłem stał on. Kurwa, znowu.
Przyspieszyłem,
ciężej oddycham, nogi odmawiają pracy. Wbiegam pod górę. Spojrzałem w dół jest
on dosc blisko. Ale nadal mogę mu uciec. Musze zawiadomic Niall’a, wyjąłem
telefon z kieszeni i wybrałem numer. Odebrał dosc szybko.
-Halo? –Powiedziałem
zdyszany, ale wciąż biegłem.
-Co jest
stary?! –Niall krzyknął do słuchawki, góra jest coraz trudniejsza do przebycia.
Ledwo co oddycham, dam radę nie poddam się!
-Ha..rr -Nie dokończyłem imienia Harry’ego bo ten
mnie złapał za nogę i zaciągnął w dół. Telefon wypadł mi z dłoni, już po mnie. Był
wkurwiony, jego źrenice są powiększone. Ledwo co ze mną oddycha.
-Pożałujesz
tego Payne, to będzie bolesna, wolna śmierc. –Wysyczał do mnie przez zęby, cały
spocony.
Nie miałem
siły nawet go kopnąc. Nie uda ci się Harry, on po mnie przyjedzie.
________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej wszystkim wiem że nie dodawałam rozdziału dosyc długo, ale nie miałam weny, pustka, zero. Wybaczcie. Ale proszę chce żebyście to skomentowali, jesli się wam spodobał, nawet jeśli nie, ja muszę to wiedziec.
Skomentujcie proszę. Btw, przejdę do tego, że jutro rozpoczęcie roku, więc powodzenia i damy radę.
Ilysm @Horan__HugMe x
