~Niall
Minął
tydzień, Greg i Denise przyjechali po Theo w ustalonym dniu, będzie mi brakowało
trochę tego malucha. Fajną zabawę z nim miałem, przez niego zbliżyłem się w
jakimś stopniu do Lucy. Najbardziej zdziwił mnie fakt, iż Harry nie dał znaku
życia o sobie, nie dzwonił w sprawie Lucy, nic, zero. Jakbym nie istniał i ona
też, może w końcu zdechł? Może miał wypadek? Nic nie wiadomo. W sumie dobrze by
zrobił wypadek temu chujowi. Nikomu by na nim nie zależało, wątpliwe jest nawet
to, że ktokolwiek by przyszedł na jego pogrzeb. Nawet jego pupilki mu nie
ufają, tutaj gra polega tylko na forsie. W gruncie rzeczy mi najbardziej zależy
na ocaleniu Lucy. Siedziałem w pokoju i spoglądałem na śpiącą dziewczynę, przetarłem
oczy i spojrzałem na budzik. Wskazywał 07:30, 13 września. Tego pechowego dnia
o 08:05 przyszło na świat najbardziej znienawidzone dziecko, chociaż matka je
kochała i tak go wszyscy omijali, uważano je za „dziecko szatana” pamiętam to
do dziś. Tak, dzisiaj są moje urodziny, jak co roku spędzam je w pubie u
Maurycego. Dobry stary kolega, zawsze mam zniżki u niego, można mu się powyżalac,
jak każdy pijany człowiek, którego rzuciła dziewczyna, lub nawet i nie.
Pamiętam jak ostatnio tam byłem, miałem niezłą bójkę, nawet nie pamiętam o co.
Powolnym
ruchem, wstałem i udałem się na dół do kuchni zrobic jakieś jedzenie. Zrobiłem
zwykłe naleśniki, jak kiedyś moja matka. Zawsze siadałem rozweselony na krześle
przy stole i oczekiwałem na tego naleśnika, ona robiła je cudowne, brakuje mi
tego. Usiadłem przy stole, kiedy chciałem już jeść, zapomniałem i jednej
najważniejszej rzeczy. Świeczki, wyciągnąłem z szuflady i wbiłem w placka,
podpaliłem i pomyślałem życzenie. W dupie to mam, że jeszcze się nie urodziłem,
niektórzy w ogóle nie obchodzą urodzin. Zdmuchnąłem ją, kiedyś klaskałem, a
teraz tylko ją szybko wyrzucam i zajadam się. Po urodzinowym śniadaniu prosto
mówiąc, uwaliłem się na kanapie i oglądałem powtórkę meczu. Ze wczorajszej
miski podjadałem chipsy. Kiedy wiedziałem, że będzie za parę sekund bramka,
zadzwonił dzwonek. Kto o tej porze? Kurwa, wstałem leniwie i otworzyłem drzwi. Listonosz, spojrzał na mnie od góry do
dołu, niecodziennie się chyba widzi gościa w samych bokserkach stojącego w
drzwiach.
-Dzień
dobry, muszę niechętnie dzwonic do Pana Horan’a drzwi, ale ma Pan zapchaną
skrzynkę na listy. Wykrzywił się i podał listy, nawet te ze skrzynki, jaki
miły.
-Dziękuje,
miłego lub nie miłego dnia. Uśmiechnąłem się i zabrałem z jego ręki stos
listów. Zamknąłem drzwi i przeglądałem wszystko po kolei. W większości to
rachunki i dwie kartki od Zayn’a.
Tylko on do
mnie jeszcze pisze, każdy inny ze mną stracił kontakt. Rzuciłem rachunki na
stolik i usiadłem na kanapie, czytając listy od niego. Jedna jest z
pozdrowieniami z LA, a druga z życzeniami.
Przyjeżdża
20, nareszcie.
Usnąłem na
kanapie i obudziła mnie denerwująca kreskówka. Otworzyłem oczy i zobaczyłem
siedzącą koło mnie Lucy.
-Hej.
Powiedziała, uśmiechając się i trzymając pilota w ręku.
-Cześc, jak
się spało? Spytałem zaspany.
-Dobrze, ale
się strasznie wiercisz w nocy i mówisz dziwne rzeczy. Objęła ręce wokół nóg.
-Przepraszam
taki już zostałem stworzony, chcesz coś zjeść? Spytałem później ziewając.
Dziewczyna
kiwnęła głową i ruszyła do kuchni. Beze mnie, chociaż się czuje jak we własnym
domu.
Muszę się
chyba ubrac, no chyba że chce podziwiac moje mięśnie. Nie chce jej wspominac o
moich urodzinach, ale prędzej czy później wszystko się wyda. Pobiegłem na górę
i wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół.
-Smacznego.
Powiedziałem w jej stronę, siedziała w kuchni.
Zrobiłem
sobie kawę i usiadłem naprzeciwko niej.
Dziewczyna
się na mnie patrzyła cały czas, aż nagle zapytała:
-Nie chcesz
mi o czymś powiedziec?
Coś
podejrzewa.
Zaprzeczyłem
głową popijając kawę.
-Spoko.
Wzięła ostatni kawałek tosta i go zjadła.
-Mów.
Rozkazała, prawie wyplułem kawę.
-Że co? Nie
wytrzymam, podnosi mnie adrenalina, dawno jej nie miałem. Chciałem znowu to
poczuc. Nie mogę, co się ze mną dzieje? Ten dzień od rana jest nudny, zwyczajny
jak u każdego w domu.
-Lucy, nie
wkurwiaj mnie. Dziewczyna odstawiła talerz i powiedziała szybkie:
-Ok. Jakby
pytała i odpowiadała razem, nie kurwa nie.
Wstałem i
wbiłem kubek do zlewu, stłukł się i zacząłem szybciej oddychac. Kurwa znowu,
dawno nie biłem się to przez to. Lucy się momentalnie odwróciła, widziałem że
stała z pytającą twarzą, czy aby nic mi nie jest. Wszystko ok, tak. Wyszedłem z
kuchni do ogrodu zabierając przy tym paczkę papierosów. Wypaliłem nerwowo i
stres może za chwilę minie. Miałem głupi pomysł, pojechac na trening boksu.
Jeździłem tam z Liam’em na odstresowanie się. Wszedłem do środka, dziewczyna
siedziała na kanapie spoglądając na kreskówki i na mnie.
-Zaraz
wracam. Powiedziałem do niej.
Założyłem
kurtkę, wziąłem kluczyki i wyszedłem z domu. Kiedy byłem w garażu wziąłem
najpotrzebniejsze rzeczy, zawsze tu trzymałem rzeczy na treningi. Wsiadłem do
auta, które naprawiłem po wyjeździe Theo.
Pod
budynkiem spotkałem tam paru znajomych, przywitałem się z nimi i wszedłem do
środka. Wszyscy pracujący tu mnie pamiętają. Poszedłem do przebieralni i jak
się przebierałem, cały czas przyglądał mi się jakiś chłopak. O co mu chodzi? To
nie jest spojrzenie typu „ale on jest gorący” tylko „zabije cię”. Wyszedłem z stąd i stanąłem przed workiem treningowym.
Przygotowałem ręce i nogi. Uderzyłem z całej siły, po tym poleciały kolejne i
kolejne. Myślałem tylko o wrogach, uderzam Harry’ego i James’a. Spojrzałem w
lewą stronę, stał tam ten gościu z szatni, podnosił ciężarki. Spoglądał na
mnie, odsunąłem z niego spojrzenie i skupiłem się na uderzaniu. Zacząłem kopac
w niego i uderzac jeszcze mocniej, aż w końcu zatrzymał mnie trener.
-Dośc stary,
już, chodź może lepiej na ring. Pokarzesz nam jak to się robi. Zaśmiał się i
uderzył lekko w ramię. Przygotowany stanąłem na podium, nie wiedziałem z kim
walczę. Kurwa, nagle pojawił się on. Skądś go znam, ale skąd? Dzwon zadyndał.
Daliśmy koleżeński żółwik rękawicami i ruszyliśmy.
Ominąłem
jego pierwszy ruch, zacząłem przysłaniac go lewym sierpowym, na nic. Uśmiechnął
się chytro do mnie, nabijaliśmy się przez 3 min. Aż nadeszła druga runda, on
zaczął mnie nawalac z obu stron, po chwili powiedział:
-Zabiore ją.
Zaśmiał się cicho, ale na tyle żebym ja go zabił.
Posłałem go
mocnymi uderzeniami, nagle upadł i nakładałem go z obu stron. Zacząłem go
kopac, nic nie słyszałem tylko jego głos „Zabiorę ją” Widziałem jak krew mu
wylatuje z nosa i oka. Kiedy już inni zawodnicy chcieli mnie wyrwac kopnąłem go
z całej siły w brzuch. Zacisnął się z bólu. Opadł z sił, kurwa zabije go.
Odnieśli mnie za ring i trzymali jak najmocniej, żebym tylko tam nie wrócił.
Trener do mnie podszedł i wykrzyczał:
-Horan!
Idioto ucze cię tu 9 lat i nic takiego nie było, przykro mi ale masz zakaz
wchodzenia przez najwyżej 5 miesięcy na teren tego budynku. Poklepał mnie po
ramieniu i dodał:
-Będzie
lepiej dla ciebie, spójrz na siebie.
Spójrz na
siebie, nie rozumiem.
Przebrałem
się sam i wyszedłem pośpiesznie, na chodniku siedział on z kilkoma facetami,
trzymał przy oku lód. Podszedłem do niego i powiedziałem odważnie:
-Co to kurwa
miało być?
Chłopak się
zaśmiał do kolegów i odstawił lód. Wstał do mnie, nie odchyliłem się nawet na
kilka milimetrów.
-To miało być,
że twoja panna jest moja.
Chciałem go
rozszarpac, ale kiedy już się na to nanosiło, zatrzymał mnie trener, kurwa
znowu.
-Już wypierdalaj!
Grzeczniej nie powiem! Wykrzyczał pokazując ręką na drugą stronę ulicy.
Ominąłem go
popychając lekko. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu.
Pare
siniaków mam na ciele, nadal nie rozumiem jego słowa „spójrz na siebie”.
Wszedłem do
mieszkania i trzasnąłem drzwiami, rzuciłem torbę obok drzwi i stanąłem przed
lustrem. Co kurwa jest nie tak?! Spuchnięte wory pod oczami, oczy które były
czerwone jakbym płakał i pare siniaków, tylko tyle. Nie jestem przemęczony.
Widziałem w
lustrze, że Lucy mi się przygląda. Spojrzałem na jej odbicie i powiedziałem:
-Przepraszam.
Mój wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę, był wyczerpany i zły.
-Za co?
Spytała wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Za to, że
wyszedłem nawet nie mówiąc tobie o tym. Odwróciłem się do niej.
-Oh, ok,
wybaczam. Uśmiechnęła się lekko. Położyła dłoń na moim policzku, który był cały
siny.
-Biłeś się?
Zapytała.
-Tak, byłem
na boksie. Taki tam trening.
-Dobrze,
rozumiem. Czemu mi nie powiedziałeś że masz urodziny? Zapytała, złapałem jej
dłoń i zacząłem ściskac. Dziewczyna zaczęła się wyrywac.
-Oglądałaś
moje listy? Spytałem lekko.
-Tak, puśc
mnie! Krzyknęła.
Nie mogę,
ona mnie nie potrzebuje. Puściłem ją i przeprosiłem. Chciało mi się beczec, jak
małe kurwa dziecko. Nie rozumiem tego dnia. Odwróciłem się do swojego odbicia i
uderzyłem z szybką prędkością w lustro, zbijając je na kilka tysięcy kawałków.
-Tak jest
lepiej. Opuściłem wzrok i przełknąłem ślinę. Dziewczyna trzymała się za
nadgarstek i patrzyła na moją rękę, która krwawiła w najlepsze. Krew spadała
kroplami na podłogę.
-Chodź do
kuchni. Wzięła mnie za drugą rękę i zaprowadziła pod kran. Przepłukała ją i
zabandażowała. Teraz jesteśmy prawie bliźniakami, tylko że to nie gips.
-Wyglądamy
podobnie. Powiedziałem.
-Tak.
-Przepraszam,
jeszcze raz. Usiadłem i spuściłem wzrok, trzymając zabandażowaną rękę.
-Niall, nie
rozumiem cię. Dziewczyna usiadła obok mnie.
-Wiem,
jestem tu nie potrzebny, ale chce cię chronic. Spojrzałem na nią.
-Jesteś
potrzebny, aby mnie chornic. A ja będę cię chronic przed samym sobą.
-Wiedziałem.
-Co?
-Że jestem
niebezpieczny sam dla siebie.
-Niall każdy
potrzebuje pomocy, nie ma idealnego człowieka.
-Dobrze.
-Sto lat,
wszystkiego najlepszego! Powiedziała radosnym głosem. Uśmiechnąłem się z dwóch
rzeczy, z pierwszej, że zabrzmiała zabawnie, z drugiej bo dawno nikt mi nie
powiedział „wszystkiego najlepszego”.
-Dziękuje. Uśmiechnąłem się na tyle ile potrafiłem.
-To ile już
zaczynasz lat? Spytała.
-21. Odpowiedziałem.
-Stary
jesteś! Zaśmiała się, ja z nią.
-Mam dla
ciebie prezent. Zdziwiło mnie to.
-Zrobiłam to
kiedy pojechałeś, przeczytałam list od jakiegoś Zayn’a. Powiedziała to jakby
udawała, wymawiając jego imię.
Wyjęła z
kieszeni gruby ścinek kartek.
-Kreskówka.
Podała mi, a ja zacząłem oglądac przez nią narysowaną kreskówkę. Jestem tam ja
i strzelam do ludzi, nagle widze Lucy i ją przytulam. Zaśmiałem się na koniec.
-Ciekawe.
Cały dzień
spędziliśmy na oglądaniu jakiś filmów, było zabawnie, kocham z nią oglądac
filmy. Spojrzałem na zegarek w telewizorze, była 20:10.
Więc czas
się szykowac do Maurycego. Muszę jej powiedziec o imprezie.
-Lucy.
Dziewczyna odwróciła wzrok od TV i spojrzała na mnie.
-Tak?
-Chcesz się
wybrac do klubu?
-Jasne..
Powiedziała niechętnie.
-Chodź na
górę.
Wstaliśmy i wsiedliśmy
znowu do garderoby mojej matki.
-Wybierz
coś.
-Niall nie
m..
-Wybieraj! Powiedziałem rozkazująco.
-Ok,
spokojnie.
Wybrała czarną
obcisłą sukienkę i czarne szpilki. Wyobraziłem ją sobie w tym, będzi ewyglądac
seksownie.
Wszedłem za
nią do łazienki, dziewczyna chciała już zdjąc bluzkę, ale się odwróciła i
powiedziała:
-Wyjdziesz?
-Um, tak.
Zbyt się zafascynowałem tym jak będzie to idealnie na niej leżec.
~Lucy
Wybrałam
czarną sukienkę i szpilki, myślę że będzie pasowac. Chłopak mi się cały czas
przyglądał. Weszłam do łazienki, chciałam już się przebrac, ale Niall stał i był
zamyślony.
-Wyjdziesz?
Spytała z uznaniem.
-Um, tak.
Wyszedł zamykając drzwi, krzyknął za nimi:
-Jakbyś potrzebowała
pomocy, jestem za drzwiami. Słyszałam jak się o nie opiera.
Uśmiechnęłam
się i założyłam jak najszybciej te rzeczy na siebie. W szufladach znalazłam
kosmetyki, więc niechętnie się pomalowałam, bo wiedziałam że to jest po jego
mamie. Przejrzałam się w lustrze i nawet nieźle. Nie lubię sukienek, ale na
jego urodziny założę.
To jest
dziwne, że spędzam urodziny z nim. Z osobą która, chciała mnie zabic, ale tego
nie zrobiła, b mnie chroni. On nie chciał mnie zabic, ale czemu? Może chodzi mu
tylko o wisiorek? Wątpie bo się mu zgubił i by już dawno mnie zabił. On ma
uczucia wobec mnie, on zbyt nerwowo do tego podchodzi. Może ja też tak będę do
niego podchodzic. Zaczęłam mu ufac, ale kiedy on jest niebezpieczny boje się go.
Za bardzo się boję. Kiedy przestałam rozmyślac o nim wyszłam z łazienki.
Próbowałam przez moment bo był oparty o nie. Odwrócił się i chyba go zatkało.
Nikt wcześniej tak nie reagował, nawet Jack. Wymazałam go sobie od razu z
pamięci. Nie chce o nim myślec. Chłopak złapał mnie za ręce i przyciągnął do
siebie. Szepnął mi do ucha:
-Wyglądasz
tak seksowanie, żebym teraz został tu w domu z tobą.
Dreszcze
przeszły moje ciało i jego ręce powędrowały nad moją pupę. W jednym momencie
myślałam, że mnie już puści, ale zrobił to uszczypnął mnie w tyłek.
Niezauważalnie zareagowałam. Odchyliłam się od niego i zarumieniłam się.
Dotknął mojego policzka i powiedział:
-Jesteś
wspaniała. Jego oczy patrzyły na mnie z podekscytowaniem.
Nic nie
odpowiedziałam i zeszłam z nim na dół. Wsiedliśmy na motor i odjechaliśmy.
Niall zaczął jechac szybko, bardzo szybko. Chłopak cały czas do mnie krzyczał,
abym trzymała się wokół jego pasa, ale nie umiałam. Jechał zbyt dużą
prędkością, nagle przyspieszył i go ścisnęłam z całej siły, nagle krzyknął:
-Właśnie
tak! Wyglądamy pewnie jak poturbowane zombie, ja w gipsie on zabandażowany.
-Niall!
-Co? Zapytał
głośno, żebym go usłyszała.
-Pierwszy
raz jadę na motorze! Krzyknęłam mu prosto do ucha, chociaż miał kask. Ale i tak
to usłyszał.
-Wspaniale
ci to wychodzi! Wykrzyczał, zadowolony.
Oparłam
głowę na jego plecach i patrzyłam się na ludzi, którzy znikali bardzo szybko.
Oddalali się
ode mnie i ponawiali się nowi. I tak w kółko.
_________________________________________________________
Maurycy- 22 lata, dobry kolega Niall'a. Barman w Mullingar.
____________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej, no więc jest 13 rozdział! Pechowa liczba no, ale jeśli wam sie spodobał rozdział to skomentujcie to!;)
Hej, no więc jest 13 rozdział! Pechowa liczba no, ale jeśli wam sie spodobał rozdział to skomentujcie to!;)
Proszę o komentarz. Nie miałam dzisiaj weny, ale jakoś wyszło.
Ilysm @Horan__HugMe x






