czwartek, 31 lipca 2014

13. Wyglądamy podobnie.

~Niall


Minął tydzień, Greg i Denise przyjechali po Theo w ustalonym dniu, będzie mi brakowało trochę tego malucha. Fajną zabawę z nim miałem, przez niego zbliżyłem się w jakimś stopniu do Lucy. Najbardziej zdziwił mnie fakt, iż Harry nie dał znaku życia o sobie, nie dzwonił w sprawie Lucy, nic, zero. Jakbym nie istniał i ona też, może w końcu zdechł? Może miał wypadek? Nic nie wiadomo. W sumie dobrze by zrobił wypadek temu chujowi. Nikomu by na nim nie zależało, wątpliwe jest nawet to, że ktokolwiek by przyszedł na jego pogrzeb. Nawet jego pupilki mu nie ufają, tutaj gra polega tylko na forsie. W gruncie rzeczy mi najbardziej zależy na ocaleniu Lucy. Siedziałem w pokoju i spoglądałem na śpiącą dziewczynę, przetarłem oczy i spojrzałem na budzik. Wskazywał 07:30, 13 września. Tego pechowego dnia o 08:05 przyszło na świat najbardziej znienawidzone dziecko, chociaż matka je kochała i tak go wszyscy omijali, uważano je za „dziecko szatana” pamiętam to do dziś. Tak, dzisiaj są moje urodziny, jak co roku spędzam je w pubie u Maurycego. Dobry stary kolega, zawsze mam zniżki u niego, można mu się powyżalac, jak każdy pijany człowiek, którego rzuciła dziewczyna, lub nawet i nie. Pamiętam jak ostatnio tam byłem, miałem niezłą bójkę, nawet nie pamiętam o co.
Powolnym ruchem, wstałem i udałem się na dół do kuchni zrobic jakieś jedzenie. Zrobiłem zwykłe naleśniki, jak kiedyś moja matka. Zawsze siadałem rozweselony na krześle przy stole i oczekiwałem na tego naleśnika, ona robiła je cudowne, brakuje mi tego. Usiadłem przy stole, kiedy chciałem już jeść, zapomniałem i jednej najważniejszej rzeczy. Świeczki, wyciągnąłem z szuflady i wbiłem w placka, podpaliłem i pomyślałem życzenie. W dupie to mam, że jeszcze się nie urodziłem, niektórzy w ogóle nie obchodzą urodzin. Zdmuchnąłem ją, kiedyś klaskałem, a teraz tylko ją szybko wyrzucam i zajadam się. Po urodzinowym śniadaniu prosto mówiąc, uwaliłem się na kanapie i oglądałem powtórkę meczu. Ze wczorajszej miski podjadałem chipsy. Kiedy wiedziałem, że będzie za parę sekund bramka, zadzwonił dzwonek. Kto o tej porze? Kurwa, wstałem leniwie i otworzyłem  drzwi. Listonosz, spojrzał na mnie od góry do dołu, niecodziennie się chyba widzi gościa w samych bokserkach stojącego w drzwiach.
-Dzień dobry, muszę niechętnie dzwonic do Pana Horan’a drzwi, ale ma Pan zapchaną skrzynkę na listy. Wykrzywił się i podał listy, nawet te ze skrzynki, jaki miły.
-Dziękuje, miłego lub nie miłego dnia. Uśmiechnąłem się i zabrałem z jego ręki stos listów. Zamknąłem drzwi i przeglądałem wszystko po kolei. W większości to rachunki i dwie kartki od Zayn’a.
Tylko on do mnie jeszcze pisze, każdy inny ze mną stracił kontakt. Rzuciłem rachunki na stolik i usiadłem na kanapie, czytając listy od niego. Jedna jest z pozdrowieniami z LA, a druga z życzeniami.
Przyjeżdża 20, nareszcie.
Usnąłem na kanapie i obudziła mnie denerwująca kreskówka. Otworzyłem oczy i zobaczyłem siedzącą koło mnie Lucy.
-Hej. Powiedziała, uśmiechając się i trzymając pilota w ręku.
-Cześc, jak się spało? Spytałem zaspany.
-Dobrze, ale się strasznie wiercisz w nocy i mówisz dziwne rzeczy. Objęła ręce wokół nóg.
-Przepraszam taki już zostałem stworzony, chcesz coś zjeść? Spytałem później ziewając.
Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła do kuchni. Beze mnie, chociaż się czuje jak we własnym domu.
Muszę się chyba ubrac, no chyba że chce podziwiac moje mięśnie. Nie chce jej wspominac o moich urodzinach, ale prędzej czy później wszystko się wyda. Pobiegłem na górę i wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i zszedłem na dół.
-Smacznego. Powiedziałem w jej stronę, siedziała w kuchni.
Zrobiłem sobie kawę i usiadłem naprzeciwko niej.
Dziewczyna się na mnie patrzyła cały czas, aż nagle zapytała:
-Nie chcesz mi o czymś powiedziec?
Coś podejrzewa.
Zaprzeczyłem głową popijając kawę.
-Spoko. Wzięła ostatni kawałek tosta i go zjadła.
-Mów. Rozkazała, prawie wyplułem kawę.
-Że co? Nie wytrzymam, podnosi mnie adrenalina, dawno jej nie miałem. Chciałem znowu to poczuc. Nie mogę, co się ze mną dzieje? Ten dzień od rana jest nudny, zwyczajny jak u każdego w domu.
-Lucy, nie wkurwiaj mnie. Dziewczyna odstawiła talerz i powiedziała szybkie:
-Ok. Jakby pytała i odpowiadała razem, nie kurwa nie.
Wstałem i wbiłem kubek do zlewu, stłukł się i zacząłem szybciej oddychac. Kurwa znowu, dawno nie biłem się to przez to. Lucy się momentalnie odwróciła, widziałem że stała z pytającą twarzą, czy aby nic mi nie jest. Wszystko ok, tak. Wyszedłem z kuchni do ogrodu zabierając przy tym paczkę papierosów. Wypaliłem nerwowo i stres może za chwilę minie. Miałem głupi pomysł, pojechac na trening boksu. Jeździłem tam z Liam’em na odstresowanie się. Wszedłem do środka, dziewczyna siedziała na kanapie spoglądając na kreskówki i na mnie.
-Zaraz wracam. Powiedziałem do niej.
Założyłem kurtkę, wziąłem kluczyki i wyszedłem z domu. Kiedy byłem w garażu wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy, zawsze tu trzymałem rzeczy na treningi. Wsiadłem do auta, które naprawiłem po wyjeździe Theo.
Pod budynkiem spotkałem tam paru znajomych, przywitałem się z nimi i wszedłem do środka. Wszyscy pracujący tu mnie pamiętają. Poszedłem do przebieralni i jak się przebierałem, cały czas przyglądał mi się jakiś chłopak. O co mu chodzi? To nie jest spojrzenie typu „ale on jest gorący” tylko „zabije cię”.  Wyszedłem z stąd i stanąłem przed workiem treningowym. Przygotowałem ręce i nogi. Uderzyłem z całej siły, po tym poleciały kolejne i kolejne. Myślałem tylko o wrogach, uderzam Harry’ego i James’a. Spojrzałem w lewą stronę, stał tam ten gościu z szatni, podnosił ciężarki. Spoglądał na mnie, odsunąłem z niego spojrzenie i skupiłem się na uderzaniu. Zacząłem kopac w niego i uderzac jeszcze mocniej, aż w końcu zatrzymał mnie trener.
-Dośc stary, już, chodź może lepiej na ring. Pokarzesz nam jak to się robi. Zaśmiał się i uderzył lekko w ramię. Przygotowany stanąłem na podium, nie wiedziałem z kim walczę. Kurwa, nagle pojawił się on. Skądś go znam, ale skąd? Dzwon zadyndał. Daliśmy koleżeński żółwik rękawicami i ruszyliśmy.
Ominąłem jego pierwszy ruch, zacząłem przysłaniac go lewym sierpowym, na nic. Uśmiechnął się chytro do mnie, nabijaliśmy się przez 3 min. Aż nadeszła druga runda, on zaczął mnie nawalac z obu stron, po chwili powiedział:
-Zabiore ją. Zaśmiał się cicho, ale na tyle żebym ja go zabił.
Posłałem go mocnymi uderzeniami, nagle upadł i nakładałem go z obu stron. Zacząłem go kopac, nic nie słyszałem tylko jego głos „Zabiorę ją” Widziałem jak krew mu wylatuje z nosa i oka. Kiedy już inni zawodnicy chcieli mnie wyrwac kopnąłem go z całej siły w brzuch. Zacisnął się z bólu. Opadł z sił, kurwa zabije go. Odnieśli mnie za ring i trzymali jak najmocniej, żebym tylko tam nie wrócił. Trener do mnie podszedł i wykrzyczał:
-Horan! Idioto ucze cię tu 9 lat i nic takiego nie było, przykro mi ale masz zakaz wchodzenia przez najwyżej 5 miesięcy na teren tego budynku. Poklepał mnie po ramieniu i dodał:
-Będzie lepiej dla ciebie, spójrz na siebie.
Spójrz na siebie, nie rozumiem.
Przebrałem się sam i wyszedłem pośpiesznie, na chodniku siedział on z kilkoma facetami, trzymał przy oku lód. Podszedłem do niego i powiedziałem odważnie:
-Co to kurwa miało być?
Chłopak się zaśmiał do kolegów i odstawił lód. Wstał do mnie, nie odchyliłem się nawet na kilka milimetrów.
-To miało być, że twoja panna jest moja.
Chciałem go rozszarpac, ale kiedy już się na to nanosiło, zatrzymał mnie trener, kurwa znowu.
-Już wypierdalaj! Grzeczniej nie powiem! Wykrzyczał pokazując ręką na drugą stronę ulicy.
Ominąłem go popychając lekko. Wsiadłem do samochodu i wróciłem do domu.
Pare siniaków mam na ciele, nadal nie rozumiem jego słowa „spójrz na siebie”.
Wszedłem do mieszkania i trzasnąłem drzwiami, rzuciłem torbę obok drzwi i stanąłem przed lustrem. Co kurwa jest nie tak?! Spuchnięte wory pod oczami, oczy które były czerwone jakbym płakał i pare siniaków, tylko tyle. Nie jestem przemęczony.
Widziałem w lustrze, że Lucy mi się przygląda. Spojrzałem na jej odbicie i powiedziałem:
-Przepraszam. Mój wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę, był wyczerpany i zły.
-Za co? Spytała wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Za to, że wyszedłem nawet nie mówiąc tobie o tym. Odwróciłem się do niej.
-Oh, ok, wybaczam. Uśmiechnęła się lekko. Położyła dłoń na moim policzku, który był cały siny.
-Biłeś się? Zapytała.
-Tak, byłem na boksie. Taki tam trening.
-Dobrze, rozumiem. Czemu mi nie powiedziałeś że masz urodziny? Zapytała, złapałem jej dłoń i zacząłem ściskac. Dziewczyna zaczęła się wyrywac.
-Oglądałaś moje listy? Spytałem lekko.
-Tak, puśc mnie! Krzyknęła.
Nie mogę, ona mnie nie potrzebuje. Puściłem ją i przeprosiłem. Chciało mi się beczec, jak małe kurwa dziecko. Nie rozumiem tego dnia. Odwróciłem się do swojego odbicia i uderzyłem z szybką prędkością w lustro, zbijając je na kilka tysięcy kawałków.
-Tak jest lepiej. Opuściłem wzrok i przełknąłem ślinę. Dziewczyna trzymała się za nadgarstek i patrzyła na moją rękę, która krwawiła w najlepsze. Krew spadała kroplami na podłogę.
-Chodź do kuchni. Wzięła mnie za drugą rękę i zaprowadziła pod kran. Przepłukała ją i zabandażowała. Teraz jesteśmy prawie bliźniakami, tylko że to nie gips.
-Wyglądamy podobnie. Powiedziałem.
-Tak.
-Przepraszam, jeszcze raz. Usiadłem i spuściłem wzrok, trzymając zabandażowaną rękę.
-Niall, nie rozumiem cię. Dziewczyna usiadła obok mnie.
-Wiem, jestem tu nie potrzebny, ale chce cię chronic. Spojrzałem na nią.
-Jesteś potrzebny, aby mnie chornic. A ja będę cię chronic przed samym sobą.
-Wiedziałem.
-Co?
-Że jestem niebezpieczny sam dla siebie.
-Niall każdy potrzebuje pomocy, nie ma idealnego człowieka.
-Dobrze.
-Sto lat, wszystkiego najlepszego! Powiedziała radosnym głosem. Uśmiechnąłem się z dwóch rzeczy, z pierwszej, że zabrzmiała zabawnie, z drugiej bo dawno nikt mi nie powiedział „wszystkiego najlepszego”.
-Dziękuje. Uśmiechnąłem się na tyle ile potrafiłem.
-To ile już zaczynasz lat? Spytała.
-21. Odpowiedziałem.
-Stary jesteś! Zaśmiała się, ja z nią.
-Mam dla ciebie prezent. Zdziwiło mnie to. 
-Zrobiłam to kiedy pojechałeś, przeczytałam list od jakiegoś Zayn’a. Powiedziała to jakby udawała, wymawiając jego imię.
Wyjęła z kieszeni gruby ścinek kartek.
-Kreskówka. Podała mi, a ja zacząłem oglądac przez nią narysowaną kreskówkę. Jestem tam ja i strzelam do ludzi, nagle widze Lucy i ją przytulam. Zaśmiałem się na koniec.
-Ciekawe.
Cały dzień spędziliśmy na oglądaniu jakiś filmów, było zabawnie, kocham z nią oglądac filmy. Spojrzałem na zegarek w telewizorze, była 20:10.
Więc czas się szykowac do Maurycego. Muszę jej powiedziec o imprezie.
-Lucy. Dziewczyna odwróciła wzrok od TV i spojrzała na mnie.
-Tak?
-Chcesz się wybrac do klubu?
-Jasne.. Powiedziała niechętnie.
-Chodź na górę.
Wstaliśmy i wsiedliśmy znowu do garderoby mojej matki.
-Wybierz coś.
-Niall nie m..
-Wybieraj! Powiedziałem rozkazująco.
-Ok, spokojnie.
Wybrała czarną obcisłą sukienkę i czarne szpilki. Wyobraziłem ją sobie w tym, będzi ewyglądac seksownie.
Wszedłem za nią do łazienki, dziewczyna chciała już zdjąc bluzkę, ale się odwróciła i powiedziała:
-Wyjdziesz?
-Um, tak. Zbyt się zafascynowałem tym jak będzie to idealnie na niej leżec.


~Lucy


Wybrałam czarną sukienkę i szpilki, myślę że będzie pasowac. Chłopak mi się cały czas przyglądał. Weszłam do łazienki, chciałam już się przebrac, ale Niall stał i był zamyślony.
-Wyjdziesz? Spytała z uznaniem.
-Um, tak. Wyszedł zamykając drzwi, krzyknął za nimi:
-Jakbyś potrzebowała pomocy, jestem za drzwiami. Słyszałam jak się o nie opiera.
Uśmiechnęłam się i założyłam jak najszybciej te rzeczy na siebie. W szufladach znalazłam kosmetyki, więc niechętnie się pomalowałam, bo wiedziałam że to jest po jego mamie. Przejrzałam się w lustrze i nawet nieźle. Nie lubię sukienek, ale na jego urodziny założę.
To jest dziwne, że spędzam urodziny z nim. Z osobą która, chciała mnie zabic, ale tego nie zrobiła, b mnie chroni. On nie chciał mnie zabic, ale czemu? Może chodzi mu tylko o wisiorek? Wątpie bo się mu zgubił i by już dawno mnie zabił. On ma uczucia wobec mnie, on zbyt nerwowo do tego podchodzi. Może ja też tak będę do niego podchodzic. Zaczęłam mu ufac, ale kiedy on jest niebezpieczny boje się go. Za bardzo się boję. Kiedy przestałam rozmyślac o nim wyszłam z łazienki. Próbowałam przez moment bo był oparty o nie. Odwrócił się i chyba go zatkało. Nikt wcześniej tak nie reagował, nawet Jack. Wymazałam go sobie od razu z pamięci. Nie chce o nim myślec. Chłopak złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Szepnął mi do ucha:
-Wyglądasz tak seksowanie, żebym teraz został tu w domu z tobą.
Dreszcze przeszły moje ciało i jego ręce powędrowały nad moją pupę. W jednym momencie myślałam, że mnie już puści, ale zrobił to uszczypnął mnie w tyłek. Niezauważalnie zareagowałam. Odchyliłam się od niego i zarumieniłam się. Dotknął mojego policzka i powiedział:
-Jesteś wspaniała. Jego oczy patrzyły na mnie z podekscytowaniem.
Nic nie odpowiedziałam i zeszłam z nim na dół. Wsiedliśmy na motor i odjechaliśmy. Niall zaczął jechac szybko, bardzo szybko. Chłopak cały czas do mnie krzyczał, abym trzymała się wokół jego pasa, ale nie umiałam. Jechał zbyt dużą prędkością, nagle przyspieszył i go ścisnęłam z całej siły, nagle krzyknął:
-Właśnie tak! Wyglądamy pewnie jak poturbowane zombie, ja w gipsie on zabandażowany.
-Niall!
-Co? Zapytał głośno, żebym go usłyszała.
-Pierwszy raz jadę na motorze! Krzyknęłam mu prosto do ucha, chociaż miał kask. Ale i tak to usłyszał.
-Wspaniale ci to wychodzi! Wykrzyczał, zadowolony.
Oparłam głowę na jego plecach i patrzyłam się na ludzi, którzy znikali bardzo szybko.

Oddalali się ode mnie i ponawiali się nowi. I tak w kółko. 
_________________________________________________________

Maurycy- 22 lata, dobry kolega Niall'a. Barman w Mullingar.


____________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej, no więc jest 13 rozdział! Pechowa liczba no, ale jeśli wam sie spodobał rozdział to skomentujcie to!;) 
Proszę o komentarz. Nie miałam dzisiaj weny, ale jakoś wyszło. 
Ilysm @Horan__HugMe x

środa, 16 lipca 2014

12. Ważny komunikat.

~Lucy


Kiedy smacznie spałam, wyrwał mnie płacz malutkiego Theo. Podniosłam się do siadu i spojrzałam na niego . Wzięłam go z łóżka i przytuliłam do siebie. Mały nadal nie przestawał płakać. Nagle usłyszałam głośne burczenie dochodzące z jego brzuszka. Wzięłam go na ręce i zeszliśmy do kuchni . Posadziłam chłopczyka na krześle i zaczęłam przygotowywać dla niego mleko w proszku.  Po chwili było gotowe i mogłam go nakarmić . Wzięłam Theo na rączki i przenieśliśmy się do salonu. Włączyłam telewizor i patrzyłam jak Theo sam pije z butelki. Sądziłam, że trzeba będzie mu pomóc czy coś . Jak na razie wychodzi mu to świetnie. Wróciłam do oglądania telewizji i co chwila spoglądałam na chłopca jak sobie radzi. Niedługo po tym butelka była już calkowicie pusta. Chłopiec zrobił się senny dlatego położyłam go na kanapie.
W międzyczasie próbowałam dodzwonić się do Niall’a, na próżno. Ciągle włączała się poczta głosowa.  No nic. Pomyślałam. Zostało mi tylko czekać, aż wróci do domu. Spojrzałam na Theo, który już spał. Jest strasznie podobny do Niall’a. Delikatnie wyciągnęłam butelkę z jego rączek i ruszyłam do kuchni ją umyć. Stanęłam przy zlewie i spojrzałam przez okno. Z wrażenia aż wypadła mi butelka z rąk.
Dom Daphne się palił! Wybiegłam z kuchni i szybko założyłam buty. Wbiegłam na posesję staruszki i buchnęło we mnie gorąco. Wyjęłam telefon ze spodni i wybrałam 112.
-Halo? Odezwał się ktoś w słuchawce.
-Wybuchł pożar. Mullingar, Blackhall Street 29A, proszę przyjedzcie szybko. W środku może być starsza kobieta.
- Dobrze, już wysyłam straż pożarną i karetkę. Najlepiej będzie jeżeli poczekasz na zewnątrz . Nie wchodź do budynku, nie wiesz w jakim jest stanie, zawsze może się zawalić kiedy będzieszw środku. Możesz się już rozłączyć, czekaj na zewnątrz na karetkę.
- Dobrze. Rozłączyłam się. Przypomniało mi się, że zostawiłam Theo. W domu. Samego. Szybko pobiegłam do niego. Na szczęście jeszcze spał.  Wzięłam go na ręce i wyszliśmy z domu.  Zauważyłam podjeżdżającą karetkę i wóz strażacki. Strażacy wyskoczyli z niego i pobiegli do domu. Jeden z nich odkręcił wąż i zaczął lać wodą na dom.
Zrobił się straszny hałas ,dlatego wróciłam do domu. Nie chciałam by Theo się obudził. Położyłam go w nosidełku, którego wcześniej nie
zauważyłam. Spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Niall’a ale kolejny raz włączyła się poczta głosowa. Wyjrzałam przez okno, jeden zestrażaków wyniósł na rękach ukopconą Daphne. Wzięłam nosidełko w jedną rękę, w drugą chwyciłam klucze, telefon i portfel i wyszłam z domu. Zamknęłam kluczami drzwi od domu.
Może źle zrobiłam podejmując tą decyzję, ale wydawała mi się słuszna. Pobiegłam do karetki gdzie na noszach leżała Daphne. Na szczęście byłaprzytomna. Jeden z ratowników podszedł do mnie.
- Mogę z nią jechać? Zapytałam przerażona.
- Kim dla niej jesteś? Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Jestem ... jej wnuczką!  Jej, coraz lepiej idzie mi kłamanie. Wsiadłam do karetki, położyłam sobie nosidełko na kolanach i złapałam Daphne za rękę.
- Daphne , wszystko okej? Jak to się stało? Zapytałam zdezorientowana tym co właśnie się stało.
- No więc... chciałam upiec dla Was ciasteczka, ale musiałam zasnąć po wstawieniu ich do piekarnika. Obudziłam się cała w dymie a później strażak wyniósł mnie z domu.
  Zrobiło mi się przykro. Ona chciała zrobić po raz kolejny coś miłego dla nas a takie nieszczęście ją spotyka. Uśmiechnęłam się smutno do niej i spojrzałam na Theo. Spał spokojnie w swoim nosidełku. Niedługo później byliśmy już pod szpitalem. Ratownicy wyciągnęli Daphne z karetki i zawieźli ją do sali 79.
Przez cały czas szłam za nimi. Musiałam usiąść przed salą ,ponieważ nie pozwolili mi wejść do Daphne.
Po około 20 minutach z sali wyszedł lekarz i w końcu pozwolono mi wejść do niej. Wzięłam nosidełko ze sobą i otworzyłam drzwi. Daphne leżałana łóżku podpięta do tych wszystkich dziwnych urządzeń, które wydawały denerwujące pikanie. Usiadłam obok niej.
- Witaj Daphne. Jak się czujesz? Wszystko okej? Może ci coś przynieść? A może zadzwonić po kogoś? Albo...
- Spokojnie, Lucy. Nic mi nie jest, nic mi nie potrzeba. Wszystko jest okej, troszkę się podpaliłam i tyle. Powinni mnie niedługo wypuścić. A kogo ze sobą przyprowadziłaś? Zapytała z iskierkami w oczach.
- To jest Theo, bratanek Niall’a. Opiekujemy się nim podczas gdy jego rodzice są na urlopie. Chcesz go poznać?  Uśmiechnęła się na te słowa. Ruszyłam po małego i posadziłam go jej na kolanach. W tym czasie zadzwonił do mnie telefon.
-Wyjdę na chwilę odebrać.  - Powiedziałam wychodząc . Zamknęłam za sobą drzwi i odebrałam .
-Halo?
-Cześć Lucy. Gdzie ty do cholery jesteś ? To Niall. Chyba jest wkurwiony.
-W szpitalu , a ty?
-Co?! Czemu jesteś w szpitalu? Już do ciebie jadę! Chciałam odpowiedziec, ale się rozłączył.
Wróciłam do sali. Daphne mówiła coś do Theo, a on słodko się zaśmiał.  Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie. Jest tutaj dobry widok na parking. Ciekawe, dlaczego Niall wraca dopiero teraz.Spytam się go o to później. Postanowiłam wyjść na zewnątrz i poczekać tam na chłopaka.
- Daphne, wychodzę na chwilę po Nialla, mogłabyś się zaopiekować Theo? Zapytałam wychodząc. Kobieta pokiwała głową i wyszłam. Po pięciu minutach byłam już na parkingu. Usiadłam na ławce i czekałam. Po chwili usłyszałam warkot motoru i wiedziałam, że Niall jest niedaleko. Nie myliłam się.  Chłopak szybko wjechał na parking i zaparkował. Kiedy się odwrócił i mnie zobaczył na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech.
-Cześć Lucy. Powiedział podchodząc do mnie.
-Cześć. Odpowiedziałam, wstając. Przytuliliśmy się.
-Co się stało, że znajdujesz się w tym cholerny szpitalu?! Podniósł głos.
-Nam nic się nie stało, Daphne spalił się dom. Tak jakby uratowałam jej życie. Spojrzał na mnie z uznaniem. Nic już więcej nie powiedzieliśmy. Niedługo później weszliśmy do sali. Daphne bawiła się z Theo małym autkiem, które leżało w jego nosidełku.
-Witaj Daphne. Jak się czujesz? Zapytał Niall.
-Nie jest źle słońce , ale mogłoby być lepiej. Niall wykrzywił twarz w grymasie na słowo „słońce” Zaśmiałam się cicho na jego reakcje. Chłopak podszedł do Daphne i wziął Theo na rączki.
 -Przepraszam Daphne , ale musimy już iść . Do widzenia.  Wzięłam w rękę nosidełko i pomachałam sąsiadce.  
-Lucy, poczekaj. Dziękuję za uratowanie życia. Jestem ci naprawdę wdzięczna. Uśmiechnęłam się na jej słowa.
-Nie ma za co,  Daphne. Odpowiedziałam i wyszliśmy. Na parkingu pojawił się kolejny problem. Nie mogłam wsiąść z Theo na motor. Niall zamówił dla nas taksówkę i czekał, aż przyjedzie. Wsiadłam do niej, Niall na motor i razem ruszyliśmy do domu. Po 20 minutach byliśmy już pod domem. Chłopak zapłacił kierowcy i wysiadłam razem z Theo z samochodu. Kiedy już poradziłam sobie z nosidełkiem Niall był już w mieszkaniu. Wziął ode mnie nosidełko i zaniósł je na górę. Ja wzięłam Theo do kuchni i zrobiłam mu mleko. Po paru minutach chłopiec leżał już najedzony i śpiący na górze, w sypialni. Pocałaowałam go w czoło i zeszłam na dół. Usiadłam na sofie obok chłopaka.
-Obejrzymy cos? Zapytałam.
-Ok. Razem z Niallem postanowiliśmy obejrzeć jakiś film na DVD. Kiedy przeglądałam filmy, znalazłam kasetę z dzieciństwa Niall’a. Włożyłam płytę do odtwarzacza i czekałam na Niall’a , który miał przynieść popcorn. Po chwili chłopak przyszedł do mnie z pełną miską popcornu. Kliknęłam 'START' na pilocie i zaczęło się. Niall nagle stał się nerwowy, wziął pilota i kliknął pauzę.
-O co chodzi Niall? Zapytałam zdziwiona.
 -O nic, po prostu nie będziemy tego oglądać. Powiedział ostro.
-Dlaczego mamy tego nie oglądać?
-Bo nie Lucy! Nie chcę tego oglądać i  nie będę tego oglądać! Podniósł głos.
-No proszę, Niall, obejrzymy to, proszę, proszę, proszę. Zrobiłam maślane oczy. Chłopak niechętnie się zgodził i kliknął 'START'. Na ekranie zaczęły pojawiać się filmiki z Niall’em od  najmłodszych lat.  W pewnym momencie zobaczyłam najsłodszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Cztero, może pięcioletni Niall bawił się z kilkoma pieskami.
-Aww, ojejku ale byłeś słodki, jeju taki słodziutki. Nie rozumiem czemu nie chciałeś mi tego pokazać. Jezu byłeś najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Spojrzałam na niego. Miał czerwone policzki.
-Dobra, koniec tego. Powiedział wyłączając kasetę. Włączył telewizję i oglądaliśmy jakąś denną komedię romantyczną.
 "Przerywamy program by nadać ważny komunikat. Dziś z samego rana w Londyjskiej rzece znalezione zostały dwa, nieżywe ciała. Oraz jedno ciało sprzedawcy biletów, London Eye zostanie zamkniete na czas nieokreślony. Potencjalni świadkowie tego wypadku proszeni są o natychmiastowe zgłoszenie się na policję."

Kiedy to usłyszałam, nie mogłam nic powiedziec, zatkało mnie, spojrzałam na chłopaka, który siedział bez ruchu, jakby wszystko straciło sens, przełknęłam powoli ślinę i spojrzałam na telewizor, w którym pokazują jak wywołują martwe ciała, wywiad z policjantami, którzy zaczęli mówic o znalezionym wisiorku --znaleźliśmy srebrny wisiorek, który może dac nam jakieś ślady, może to była kobieta, kamery zostały zaklejone, nie zdążyliśmy na czas przyjechac, jeśli ktoś był w pobliżu proszę do nas zadzwonic, znajdziemy sprawcę, jak najszybciej tylko możemy. Nagle telewizor zgasł, Niall podniósł się z miejsca, ręcę położył za kark i zaczął chodzic po pokoju, cały zdenerwowany, jakby nie wiedział co ze sobą zrobic, kiedy przestał wszedł do pokoju obok salonu. Nie wiedziałam co to za pokój, poszłam w bezpiecznej odległości za nim, pokój wyglądał jak biuro bogatego biznesmena, widziałam jak chłopak podnosi telefon stacjonarny i do kogoś dzwoni, przyciskał cyfry bardzo mocno jakby chciał zaraz rozniesc ten dom, po paru chwilach odezwał się:
-Halo? Liam, policja nas szuka, jesteśmy w dołku, musimy wszystko omówic, przyjedz do mnie, do Irlandii. Niall odłożył słuchawkę i oparł ręce na biurku, stał tyłem do mnie, nie wiedziałam jak mam do tego podejsc, stałam w drzwiach i patrzyłam się na niego, może się odezwac, albo lepiej nie, jest zdenerwowany. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie po czym powiedział cicho, ale tak żebym ja usłyszała:
-To jeszcze nie koniec. Co nie koniec? Co ma na myśli, chce się zemscic na kimś, kurwa on nigdy nie odpuszcza. Niall ruszył w moją stronę i kiedy był przy mnie posłał mi dziwne spojrzenie, odszedł na górę zostawiając mnie tu samą. Kto to Liam? On tu ma przyjechac, zobaczy mnie. Chyba, że się schowam. Wbiegłam na górę po schodach i podeszłam do pokoju chłopaka, który leżał i wpatrywał się w sufit. Nie nadaję się do rozmów w takich dziwnych sytuacjach, bo nigdy się w takiej nie byłam. Mam go pocieszyc? Cały czas się na niego gapiłam, stałam nieruchomo jak rzeźba, jemu to nie przeszkadzało. Chyba przerwę tę ciszę.
-Nia..
-Luc..
Powiedzieliśmy w tym samym momencie, chłopak usiadł i się uśmiechnął. Jego krzywy, szczery uśmiech posłał w moją stronę. Wysłałam mu mały uśmieszek, poklepał siedzenie obok, jak wtedy w Londynie, mam deja vu.
Powoli przysiadłam się do niego, objął mnie ramieniem i powiedział:
-Chyba jesteśmy dla siebie przeznaczeni.
-Chyba nie.. nie wiem, raczej nie. Odpowiedziałam niepewnie.
-Tak..Więc co robiłaś jak mnie nie było? Zapytał, jakby go to interesowało.
-Emm no wiesz spałam.
Chłopak pokręcił głową i powiedział:
-Jak tam ręka? Podrapał się po głowie i powrotem położył na moim ramieniu.
-Złamana. Chłopak zastukał w gips i się uśmiechnął, nagle wstał i podszedł do szafki, z której wyjął gruby marker.
-Co będziesz robił? Uśmiechnęłam się. Coś się częściej uśmiechamy do siebie. Ale jednak i oddaliliśmy, on..
-Zobaczysz. Odkręcił skuwkę, przejechał po gipsie czarnym markerem raz, drugi, nie wiedziałam co rysuje, bo zasłonił ręką. Po paru minutach, musiałam czekac, aż tyle, zabrałam rękę i ujrzałam dwóch patyczaków trzymających się za ręce. Kąciki ust się poszerzyły, przyjrzałam się, zobaczyłam też dodatki w rysunki, ludziki trzymały różne rzeczy, które je uosabiają ich. Jedna kreska prowadziła z imieniem Lucy, spojrzałam na nią i miałam poczochrane włosy, gips, naszyjnik i latarkę. Zaśmiałam się na cały pokój, Niall się spytał:
-Z czego się śmiejesz?
-Czemu trzymam latarkę? Zapytałam śmiejąc się.
-Bo boisz się ciemności. Odpowiedział poważnym, ale spokojnym głosem.
-Oh..
Spojrzałam się na obrazek przedstawiający  Niall’a. Trzymał paczkę papierosów, pistolet, nóż, jakąś paczkę, pewnie prochy i złamane serce. Czemu trzyma złamane serce? Ktoś mu złamał serce, kto?
-Czemu trzymasz złamane serce? Spytałam jak najlżej.
Chłopak spojrzał się na mnie i odwrócił wzrok.
-Miałem kiedyś najlepszą przyjaciółkę, nawet jakby dziewczynę, ale zostawiła mnie. Po tych słowach z powrotem na mnie spojrzał.
-Jak miała na imię? Może lepiej było nie pytac, ale za późno.
-Megan.. Wyszeptał.
Po czym dodał:
-Możemy przejść do innego tematu?
Kiwnęłam głową i zastanawiałam się nad tym jakie pytanie mu zadac i nagle wpadłam na jedno dobre pytanie.
-Więc jeśli jesteś taki zły, czemu nie masz tatuaży?
Niall’ a zdziwiło to pytania i podtrzymał przez chwilę głowę po czym odpowiedział:
-Ale planuję sobie zrobic.
-Jasne. Zażartowałam.
-Tak. Powiedział głosem, który znaczył, żebym przestała mu dogryzac.
-Ok., więc jaki planujesz sobie zrobic? Zapytałam z zaciekawieniem.
-Jeszcze nie wiem. Powiedział.
-Jesteś głodna? Zapytał.
Pokręciłam głową. Wstałam pierwsza z łóżka i zeszłam na dół, chłopak szedł za mną przez cały czas. Zatrzymałam się przy lodówce, Niall oparł ręce po oba stronach lodówki, czyli nie mam jak wyjśc.
-To co jemy? Zapytałam czując się niezręcznie, stał za mną czułam jego tors na moich plecach. Przeszły przeze mnie lekkie dreszcze. 
-Wybierz coś. Zaproponował.
Nie wiedziałam co wybrac, nie mogłam się skupic, przez niego. Kiedy już wyciągnęłam rękę po truskawki i bitą śmietanę, poczułam bliżej oddech chłopaka, zaczął całowac moją szyję. Wzięłam do ręki bitą śmietanę, otworzyłam ją i momentalnie nią psiknęłam w chłopaka. Zaśmiałam się, on również. Było widac po jego twarzy, że chce rywalizacji. Widziałam jak bierze do ręki drugą bitą śmietanę, no kurwa.
Stał w przejściu, więc nie miałam jak przebiec do salonu. Miałam tylko ogród, otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Zimne powietrze opanowało moją skórę, poczułam że już mam gęsią skórkę. Odwróciłam się i zauważyłam, że Niall idzie za mną. Szłam przez chwilę tyłem, ale kiedy zobaczyłam , że zaczyna do mnie biec, odwróciłam się i z całą prędkością pobiegłam na przód domu. Zatrzymałam się, nigdzie go nie było, zniknął. Gdzie on jest? Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Potarłam ręką zimną skórę, żeby ją szybko ocieplic. Rozglądałam się po domu, nie ma go. Po woli wchodziłam na górę, kiedy już byłam tam, zajrzałam do jego pokoju, też nie ma. Zrezygnowana wyszłam, ale w korytarzu stał on. Kurwa, już po mnie. Nie mam jak uciec chyba, że przez barierki i złamac sobie drugą rękę, Co było złym pomysłem. Uciekłam do jego pokoju i schyliłam się za łóżko, postanowiłam, że wejdę pod łóżko. Widziałam jego nogi, szukał mnie, mój brzuch się ściskał z przyjemności, co się ze mną dzieję? Mój brzuch się napiął jak zobaczyłam, że się schyla.
-Tu cię mam. Powiedział zwycięskim głosem.
Kurwa nie, nie zobaczyłam go bo dostałam w twarz białą pianą i zacisnęłam oczy. Wyszłam z zamkniętymi oczami spod łóżka i wytarłam trochę śmietany z oczu. Zaśmiałam się, zobaczyłam chłopaka, który się cieszył.
-Co się cieszysz? Powiedziałam.
-Wygrałem.
-Remis.
-Jak to?
Nie spodziewał się tego, wypryskałam w jego stronę bitą śmietaną, zaczęłam do niego biec, myślałam, że ucieknie, ale się z tym przeliczyłam. Wpadłam prosto w jego objęcia. Trzymał mnie bardzo blisko siebie.
-Ładnie ci z białym na twarzy. Powiedział sarkastycznie.
Wytarłam dokładnie twarz ręką i przejechałam po policzku chłopaka nią i powiedziałam:
-Tobie też. Uśmiechnęłam się. Niall się nachylił i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek, uśmiechnął się do mnie i przytulił jeszcze mocniej. Po czym powiedział:
-Jesteś moja.
Nie jestem, na razie nie. Ścisnęłam usta, żeby nic nie powiedziec.
Wyrwałam się z jego uścisku bo usłyszałam dzwonek drzwi.
-Zostań tu. Rozkazał. Pokiwałam głową. Podał mi bitą śmietanę i wyszedł.
Usiadłam na łóżku i rozmyślałam nad tym co właśnie się wydarzyło.

~Niall


Dziewczyna zaczęła biec w moją stronę, nie reagowałem, chciałem zobaczyc jej reakcje, była zdezorientowana, bo myślała że ucieknę. Objąłem ją wokół i przycisnąłem do siebie. Muszę jej to powiedziec bo nie wyrobię.
-Ładnie ci z białym do twarzy. Zażartowałem i się uśmiechnąłem.
Lucy się uśmiechnęła i wytarła policzek, po czym po moim. Teraz mi ładnie do twarzy z białym. Dzięki Luc.
-Tobie też. Powiedziała uśmiechając się do mnie, kocham ten uśmiech, kocham te oczy, usta, nos, wszystko w niej kocham. Nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. Chce żeby ta chwila trwała wiecznie. Kiedy skończyłem, przytuliłem ją jeszcze mocniej. I powiedziałem:
-Jesteś moja. Nic nie odpowiedziała. Dziewczyna oparła głowę o mój tors, nie wiem jak zareagowała na te słowa, pewnie jej źle jest ze mną. Ona musi mi zaufac. Po chwili się wyrwała, bo zadzwonił dzwonek, Liam.
-Zostań tu. Rozkazałem i podałem bitą śmietanę. Zamknąłem za sobą drzwi i zbiegłem na dół. Otworzyłem drzwi chłopakowi. Przywitaliśmy się i usiedliśmy w kuchni.
-Chcesz coś do picia? Zapytałem.
-Piwo. Podpowiedział. No mi tez chce się piwa.
Wyjąłem dwie zimne, szklane butelki. Podałem mu jedną, otworzyliśmy o blat kuchenny, tak jak zawsze. Wzięliśmy łyka i posłałem mu gest żebyśmy przeszli do salonu. Szedł za mną, usiedliśmy na kanapie.
-Więc znaleźli te ciała.. I co teraz?
-Nie wiem, Harry pewnie zadzwoni.
-To jest pewne, a tak w ogóle to jak tam twoja zdobycz? Zapytał popijając piwo.
-Eh no wiesz, śpi, dałem jej leki usypiające. Skłamałem. Nie powiem mu, że się w niej zadurzyłem i planuję jej nikomu nie oddawac.
-Pokaż mi ją. Powiedział.
-Eh, ale.. no dobra.
Kurwa, co ja wyrabiam. Weszliśmy obydwoje na górę, stanąłem przed drzwiami i po woli otworzyłem drzwi, dziewczyna siedziała na łóżku. Dałem jej znak, że za mną ktoś jest. Lucy wstała, Liam wszedł do środka i butelka mu prawie wypadła z ręki. Co do chuja?
-Nie mówiłeś, że to taka laska! Wykrzyczał mi w twarz. Lucy się zarumieniła i zdziwiła.
-Emm taa nie mówiłem. Zacisnąłem zęby i spojrzałem na ścianę, stukając w framugę drzwi.
-Więc jutro Harry ją zabiera? Zapytał.
Nie, nikt jej nie ma prawa dotknąc.
-Eh, Liam musimy pogadac.
Chłopak odłożył piwo i wsadził ręce do kieszeni jeansów.
-Mów.
-No to, nie chce jej oddac, musimy zabic harry’ego, taki jest mój plan. Sami przejmiemy skrytkę z kasą.
Liam opuścił wzrok w dół i zaczął się kiwac.
-Stary czemu mi nie powiedziałeś, że się w niej zakochałeś i się o nią boisz? Horan widac po tobie, że coś cię dręczyło i teraz wiem co. Wskazał na dziewczynę.
-Właśnie. Przytaknąłem.
-Pomogę ci. Zabrał piwo ze stolika i napił się.
-Ok, czekamy na ich ruch, to będzie niebezpieczna rutyna.
-Wchodzę w to.
Uśmiechnąłem się i przybiłem piątkę z nim.
-A co z wisiorkiem?
-Musimy go mieć, Harry zapewne załatwi jakoś, że go zabierze policji.
-Muszę już leciec, miło było cię poznac…?
Dziewczyna podeszła, uścisnęła rękę i powiedziała:
-Lucy. Odpowiedziała.
-Liam. Uśmiechnął się.
Zeszliśmy na dół we troje i pożegnałem Liam’a. Dziewczyna stała koło mnie, nie wiedziała co zrobic, skrzyżowała ręce i skupiła wzrok w ziemię.
-Lucy co jest?
-Nic. Odpowiedziała.
-Widzę, że coś ci jest. Podniosłem jej podbródek, tak jak często to robię. Spojrzała na mnie i powiedziała:
-Ufam ci.



_______________________________________

Mały Niall i pieski


________________________________________________________
Hej no więc poprawiłam ten rozdział, jest dłuższy, prosze o komentarz. 
Ilysm @Horan__HugMe x 




Hej , tu @Kociag xd. Mam nadzieje , że rozdział się podoba. Za wszystkie bledy, braki przecinkow itd bardzo przepraszam , ale pisałam rozdział na tel XD
przepraszam za spam i wgl ale zapraszam na moje tlumaczenie him-harry-styles.blogspot.com

środa, 9 lipca 2014

11. Nie umrę.

~Lucy


Spojrzałam na Niall’a, który właśnie gdzieś idzie, nie chciałam się pytac, nie będę mu zawracac dupy.
Nagle Theo zaczął płakać. Wyciągnęłam go szybko z wanny i wzięłam na ręce. Otuliłam go ręcznikiem i zaczęłam mu nucic kołysankę, pamiętam jak mama mi ją śpiewała, nawet kiedy byłam starsza od Theo. Chłopczyk powoli zamykał oczka, aż zasnął. Wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju Niall’a. Położyłam Theo na łóżku i ubralam go w piżamkę w samolociki. Po bokach łóżka ułożyłam poduszki żeby chłopiec nie spadł z niego. Położyłam go na łóżku i podałam samochodzik. Podeszłam do torby,  w której Niall dziś robił zakupy. Wyjęłam z niej pare t-shirt’ów, spodni, na samym dole był stanik. O boże, co za debil, wzięłam go do ręki i nie wiem jakim cudem, ale pasował, mój rozmiar. Nie kupił żadnej piżamy do  spania, pewnie zbyt się zestresował w tłumie kobiet. Zaczęłam się śmiac bo wyobraziłam to sobie. Po tej wspaniałej wizji. Wzięłam jedną z koszulek Niall’a i ruszyłam do łazienki. Chyba nie będzie miał mi za złe, że ją chce ubrac. Chłopak nadal w niej siedział jak zahipnotyzowany. Pstryknęłam mu przed nosem palcami i wreszcie się poruszył
- Co? Spytał się jakby rozbudzony.
 -Możesz wyjść? Chciałabym się umyć. Rozkazałam.
- Och. No dobra, już wychodzę.
Stanął przede mną i się zapytał wskazując palcem:
-Czy to jest moja koszulka?
Kiwnęłam głową, a chłopak się uśmiechnął i
Odwrocil się w stronę drzwi. Czy to na pewno Niall? Zdziwiło mnie to, ale nie jestem pewna czy jeszcze coś mnie w nim zdziwi.
 - Zajrzyj jeszcze do Theo, leży w twoim pokoju. Krzyknęłam, ale nie potrzebnie bo chłopak stał jeszcze za mną.
-Nie krzycz, stoję za tobą. Powiedział za moimi plecami. Jego głos, przez niego dreszcze mnie przeszły.
-Dobrze zajrzę do niego. Znowu ten dreszcz, kurwa.  Usłyszałam jak drzwi się zamykają. Szybko się wykąpałam i przebrałam w koszulkę Niall’a. Co to miało być, jeszcze jest miły, mu raczej na mnie zależy, ale muszę się do niego oswoic, wiem że chce mnie chronic, ale za bardzo się boję. Cały czas myślę o tym co teraz robi Amy, czy będzie miała mnie po tym wszystkim gdzieś, ona nie wie, że ja nawet jeszcze żyję. Może tylko w to Wierzyc, że ta policja mnie uratuje. Nie chce żeby Niall szedł do paki, jest mordercą, ale który jest inny. Niall ma serce, chce mojego szczęścia widzę to po nim. Gdyby go zamknęli...nie byłabym już bezpieczna. Po tych wymysłach zachciało mi sie pić dlatego zeszłam do kuchni. Zauważyłam, że chłopak tam siedział i bawił się na telefonie. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sok.  Nalałam sobie trochę do szklanki i odstawiłam karton do lodówki. Wypiłam sok i wstawiłam szklankę do zlewu. Chciałam przerwac ciszę, więc się zapytałam:
- Nie idziesz się myć? Chłopak nawet nie zareagował. Znowu gdzieś odpadł w swoją przestrzeń myśli.
- Halo? Ziemia do Niall’a. Tym razem machnęłam przed jego twarzą ręką. Podniósł na mnie wzrok.
 - Musze ci coś powiedzieć. Wiedziałam, że chce mi coś powiedziec.
- No mów.
 - Musze jechać na misję. Nie mogę powiedzieć ' nie '. Spojrzałam na niego zawiedziona. Oby nic mu się nie stało. Nie wiem, boję się o niego. A jeśli go zastrzelą? Jak ja później oddam jego bratu Theo? Boże.
- Ale zostawisz mnie sama z Theo? Ja sobie nie poradzę. Zdenerwowałam się i podeszłam do niego. Chłopak od razu wstał i objął mnie.
 -Poradzisz sobie. Na pewno. Pójdziesz teraz spać a jak rano wstaniesz to ja już tu będę. Muszę już wychodzić. Dobranoc. Cmoknął mnie w policzek i wyszedł. Odwrócił się i zapytał:
-Jak tam ręka?
Jaki opiekuńczy.
-Dobrze, ale no wiesz jest złamana. Jest wspaniale, tak mam złamaną rękę, cudownie. Kiedy był w progu drzwi powiedziałam:
-A jeśli umrzesz? Przygryzłam dolną wargę i oparłam się o próg.
-Nie umrę. Niall puścił mi oczko.  Zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam na górę. Zastałam tam śpiącego Theo. Wyglądał tak przeuroczo, aż nie chciałam się kłaśc przy nim, żeby go nie obudzic, ale byłam sama śpiąca, więc się położyłam się obok niego i zamknęłam oczy. Momentalnie zasnęłam.

~Niall


Odwróciłem się, drzwi już były zamknięte, nawet nie pożegnałem się z Theo. W drodze do garażu przypomniałem sobie, jak ja chce ich pozabijac bez broni? O mało co, abym zapomniał. Wróciłem do domu, szybko pobiegłem do dawnego brata pokoju, który był na parterze. Wychodząc spojrzałem się w górę, zamknięte wszystkie pokoje, pewnie już poszła spac. Opuściłem wzrok i schowałem broń do tylnej kieszeni spodni. Wyszedłem i biegiem wsiadłem do auta. Odpaliłem.. próbowałem, silnik coś szwankuje, kurwa. Uderzyłem dłońmi o kierownice z całej siły. Mój wzrok przywarł na czarnym motorze, na którym jeździłem, tylko wtedy jak miałem okazje tu przyjechac. Prawie o nim zapomniałem, wysiadłem z samochodu i podszedłem do czarnego suzuki. Odważnie na niego wsiadłem i odpaliłem, nadal ma te moc. Było mnie chyba słychac na całym osiedlu, wyjechałem z garażu. Zatrzymałem się przed domem, muszę założyc kask, włożyłem go i spojrzałem jeszcze raz na dom.
-Wrócę.
Odjechałem robiąc przy tym nieznośny hałas. Teraz tylko muszę dojechac do promu i przedostac się do Liverpoolu. Jechałem z dosyc szybko, nikogo nie ma w około tylko ja, motor i puste, ciemne uliczki.
Przyspieszyłem tępo, nie mogę się spóźnic, coraz bardziej żałuję, że wtedy uciekłem z domu, tak to nic by się nie stało mojej matce, a ja nie byłbym mordercą. Jeszcze dwa tygodnie temu cieszyło mnie zabijanie, ale teraz mnie coś zatrzymuje, nie wiem, to chyba wina Lucy. Z jednej strony cieszę się, że ją mam, ale z drugiej ona pewnie cholernie potrzebuje swoich znajomych, to nie jej wina, tylko jej rodziców, gdyby nie oni, nigdy bym jej nie spotkał i by nie przeżyła tyle krzywd, oprócz historii, którą mi opowiadała jak ją zgwałcili. Okropne myślec o tym jak to robią tej księżniczce krzywde, gdybym go spotkał tego skurwysyna, który jej to zrobił, zabiłbym na miejscu. Ona nie zasługuje na to i nie zasługiwała, chce ją chronic do końca życia, ona jest dla mnie na prawdę ważna, ale nie wiem czy ona to do mnie odwzajemnia. Muszę ją chronic przed Harry'm i innymi typami, którzy jej zagrażają. Nie pozwolę żeby ją skrzywdzili. Kiedy tyle męczących myśli miałem w głowie, skapnąłem się, że już prawie dojechałem do promu, który przedostanie mnie do UK. Zatrzymałem się przed starszym facetem, który na mój widok aż podskoczył i mało co gały mu nie wyleciały. Zdjąłem kask i zaczepiłem o rączkę od motoru. Widac, że się mnie wystraszył, biedaczek. Zszedłem z mojej zabawki i udałem się do starszego typa.
-Witam chciałbym przejechac do Liverpoolu.
-Dobrze,.. to będzie25 funtów. Facet przełknął ślinę i podał mi bilet. Podałem mu pieniądze i powiedziałem: -Reszty nie trzeba. Uśmiechnąłem się i zabrałem przepustkę z jego ręki. Odpaliłem motor i wjechałem na prom. Podróż miała trwac do ok. 2,5 godziny. Raczej zdążę. Zaparkowałem gdzies w tyle. Zszedłem z niego i oparłem się o barierkę, spoglądając przed siebie, myśląc o Lucy.
Podróż minęła dosyć szybko. Wysiadłem z promu w Liverpoolu i ruszyłem w dalszą drogę . Muszę się szybko dostać do Londynu. Wsiadłem na motor i ruszyłem . Wyjechałem z miasta na odludzie. Wyrzucilem za siebie bilet i przyspieszyłem. Na szczęście nikt nie przejeżdżał tamtędy. Sprawdziłem godzinę na telefonie. 21.50. Kurwa, spóźnię się. Schowałem telefon do kieszeni. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Postanowiłem zadzwonić do Lucy, lecz to właśnie do mnie ktoś zadzwonił. Odebrałem bez patrzenia kto to.
 - Halo? Spytałem, jadąc na motorze.
- Cześć Niall! Kurwa, to Greg. Po jego słowach zahamowałem z piskiem opon, przyciszając jedną ręką głośnik telefonu, a drugą kierownicę. Oby się nie skapnął, proszę.
 - Cześć Greg! Co u was słychać . Udawałem zainteresowanego.
- Świetnie się odpoczywa. A co tam u was? Uff nie usłyszał.
-U nas wszystko okej. Razem z Lily wykąpaliśmy Theo. Wasz synek juz dawno śpi razem z Lily, a ja oglądam telewizję .
Lili, nie muszą znac jej imienia, nawet jak ją będzie policja szukac i będą wysyłac dużo gazet o tym oni i tak by się nie skapnęli.
- Nie mogłem mu powiedzieć ze właśnie jadę na misję do Londynu, a Lucy została sama z Theo
- To dobrze. Jeżeli Theo będzie sprawiał jakieś problemy dzwoncie do nas o każdej porze dnia i nocy.
- Dobra , jakoś sobie poradzimy. Muszę kończyć.
-Cześć! Powiedziałem szybko i z powrotem odpaliłem motor. Tym razem musiałem jechac jeszcze szybciej.
Po jakiejś godzinie, dojechałem do obrzeży Londynu. 22:30, świetnie kurwa.
Podjechałem w ciemną uliczkę, tam zaparkowałem. Szedłem przez miasto jak zwykły normalny człowiek, aby się nie rzucac w oczy. Za dużo ludzi, musiałem biec po London Eye. Biegłem bardzo szybko, nie obeszło się bez popychania ludzi ramieniem. Kiedy już prawie wleciałem na pasy, ktoś mnie złapał za kurtkę, upadłem na ziemię i teraz znajdowałem się tam, gdzie każdy czeka na zielone światło.
-Czerwone, nie widzisz. Odezwał się jakiś dziewczęcy głos.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem dziewczynę o szatynowych włosach i piwnych oczach.
-Umm tak, zagapiłem się. Wstałem i otrzepałem się. Dziewczyna była o wiele niższa ode mnie, cały czas się na mnie patrzyła i uśmiechała.
-Czemu mnie, tak jakby uratowałaś? Zapytałem, drapiąc się po głowie.
-Heh, no wiesz na świecie jest tyle debili, którzy mogliby się zabic przez własną głupotę. Powiedziała sarkastycznie i się zaśmiała.
Spojrzałem się na nią z dystansem i powiedziałem:
-Ale wiesz niektórym debilom, może akurat się udac przebiec na drugą stronę.
Dziewczyna spojrzała na mnie i się zaśmiała:
-Uważaj na siebie. Pomachała mi i patrzyłem na nią jak przechodzi przez pasy z innymi ludźmi, zielone. Kurwa.
Ruszyłem jak najszybciej w stronę, gdzie mam się udac. Kiedy już dotarłem na miejsce, pod London eye stały jeszcze dwie osoby. Pewnie mają misję razem ze mną. Poczekam na drugiej stronie ulicy na razie nic się nie dzieje, a żeby się działo musi być mniej ludzi. Wolę wykonywać je sam.
Obserwowałem ich każdy ruch, chodzili w kółko, byli zdenerwowani, nie widziałem ich za bardzo jest zbyt ciemno,  byli ubrani na czarno, tak jak ja, jeden z nich miał kaptur, a drugi skurzaną kurtkę. Zauważyłem, że w końcu usiedli i zaczęli palic fajki, pomyślałem, że się dołączę, rozejrzałem się czy nic nie jedzie, tym razem będę uważał, przebiegłem i podszedłem do chłopaków, ja pierdole przecież to Liam i Eric. Jaki ze mnie idiota, nie rozpoznałem ich. Siedzieli na murku, zauważyłem, że Eric mnie zauważył, więc zacząłem rozmowę.
-Siema, wy na misje? Zapytałem i tak wiem, że na misję, ale musiałem jakoś zacząc. Liam po spojrzeniu w górę, od razu wstał i dał mi braterski uścisk, odwzajemniłem i zaczęliśmy się śmiac. Spojrzałem na Eric'a jak zwykle nadąsany i wkurwiony, nic się nie zmienił położyłem na jego ramieniu rękę i powiedziałem:
-Hej stary, znowu masz grymas na twarzy. Chłopak odrzucił z całej siły moją rękę i wstał do mnie, przybliżył do mnie twarz i ze złością powiedział:
 -Spierdalaj. Identyczny jak go pamiętam ostatnim razem, nic, a nic się nie zmienił, typowy Eric.
-Spokojnie. Podniosłem ręce na znak obronny i się zaśmialiśmy z Liam'em. 
-Siema, dobrze cię widziec. Dał mi szybki uścisk i przybicie pięści, jak za dawnych lat. Poznałem ich oboje u Harry'ego, ja jestem z eric'em w tym samym wieku, a Liam 22 lata. Usiedliśmy razem i śledziliśmy ludzi, w każdej chwili może znaleśc się tu ten facet z teczką, nigdy nie wiadomo. Dokładnie nie wiemy jak ma wyglądac, ale bedzie łysy. Z tej ciszy wśród nas, zapytałem:
 -Wiecie kiedy ma byc ten facet?
 -Nie, ale wiemy jedno, ma byc gang Jame'sa. Powiedział Liam. Kurwa, tam jest Miranda. Spuściłem głowę w dół i zacząłem pstrykac palcami.
-Horan, wiem, że z tym ci ciężko, bo tam jest Miranda.
Chłopak wystawił mi z paczki, papierosa i powiedział:
-Masz.
Wziąłem od niego fajka i go zapaliłem. Wtrącił się Eric. Poklepał mnie ręką po plecach. Nie potrzebuje pocieszenia. Miranda to moja, była najlepsza przyjaciółka, była dla mnie jak siostra, pierwszy raz ją zobaczyłem u Harry'ego, była z nami, ale od czasu kiedy Harry ją wywalił za to, że nie zastrzeliła swojej ofiary, wywalił ją. Nie widziałem co się z nią dzieję. Nie widziałem się z nią ten pieprzony cały miesiąc. Na pewnej misji zobaczyłem ją, byłem oburzony i zły, że przeszła na jego stronę. Miałem zabijac wtedy każdego kogo napadnie, ale jej nie zastrzeliłem, uciekła z nim.  Nigdy bym się nie odważył jej zastrzelic. Przestałem myśleć o Mirandzie i wyciągnąłem telefon. Jest 23.15. Kurwa, gdzie jest ten łysol. Chciałem go szybko załatwić żeby wrócić do Lucy, ale najwidoczniej nie było mi to pisane. Strasznie mi się nudzi. Mam nadzieje ze Lucy juz śpi. Może do niej zadzwonić? Nie, nie będę do niej dzwonić, jeszcze bym ją obudził. Nagle wpadłem na genialny pomysł. Wstałem, zrzuciłem papierosa na ziemię i go zdeptałem butem. Powiedziałem do nich:
 - Ej, chłopaki! Ruszcie się, idziemy się przejechac. Popatrzyli na mnie jak na idiotę i niepewnie wstali. Obejrzałem się jeszcze do tyłu i krzyknąłem do nich:
-Ruszcie się! Kiedy już stałem przed kasą, żeby kupic bilet na przejażdżkę, dołączyli do mnie. Nikt już nie stał w kolejce, czekaliśmy na swoją kolej. Usłyszałem obok siebie męski głos:
-Ostatnie okrążenie! Wykrzyczał. Podszedłem do niego i zapłaciłem za nas troje, dał mi bilety i powiedział:
-Miłego widoku. Nic nie odpowiedziałem i patrzyliśmy jak ludzie wychodzą z wagoników. Wszyscy wydawali się być zadowoleni, uśmiechali się i śmiali. Kiedy już każdy wyszedł, tylko my zostaliśmy. Weszliśmy do tego pomieszczenia.  Drzwi się za nami zamknęły i ruszyliśmy. Te pudło cholernie się wlekło. Podszedłem do okna  i wyjrzałem przez nie. Widok niesamowity, muszę tu kiedyś zabrać Lucy. Nagle coś przeleciało przez szybę milimetry od mojej głowy. Szybko spojrzałem w dół i momentalnie sięgnąłem po broń. To co zobaczyłem przeraziło mnie, a za razem ucieszyło. Kurwa, James. Usłyszałem jak Liam i Eric odblokowują broń, dlatego powtórzyłem ich ruch. Otworzyłem jak najbezpieczniej okno, żeby mi nie strzelił w rękę. Powoli wychyliłem głowę i strzeliłem. Pudło. Szybko się wycofałem i czekałem na ich ruch.
Długo nie musiałem wytężać słuchu. Po chwili ze wszystkich stron nadleciały kulki, które były w nas celowane.  Upadliśmy na ziemie i czekaliśmy, aż skończą się im naboje. Niedługo później wstaliśmy  i rozejrzeliśmy sie po dole. Zobaczyłem zabitego faceta od biletów. Zauważyłem, że ci idioci stanęli w miejscu gdzie świeciła latarni . Taka okazja wydarza się raz na milion. Spojrzałem na chłopaków i na 3 wszyscy zaczęliśmy strzelac  w ich kierunku. Jeden z nich dostał dwa strzały w głowę , drugi oberwał trzy razy w brzuch. Reszta zdążyła się schować. Megan  udało sie uratowac, James’owi niestety też. Na szczęście byliśmy już przy ziemi. Po jakichś 5 minutach wyszliśmy z pomieszczenia. Wybiegliśmy, Liam nas osłaniał, a ja podbiegłem do zabitych. Jeden z nich nie ruszał się, a drugi próbował coś do mnie powiedziec. Zawsze kurwa tak jest, że musza coś powiedziec. Popatrzyłem na niego ze spluwą przed jego twarzą i zacząłem słuchac.
-Błagam n..  Eric podszedł do niego i wcelował mu w czaszkę kulkę. Ja miałem to zrobic spierdolony dupku. Dałem mu ostrzegawcze spojrzenie. Drugiego złapałem razem z Liam’em za ręce i nogi i wyrzuciliśmy go do rzeki. Z drugim zrobiliśmy to samo. Nie możemy zostawiać po sobie śladów. Rozejrzeliśmy się jeszcze wokół London Eye w poszukiwaniu tamtej dwójki, ale na marne. Zwiali. Może to i dobrze. Usiedliśmy na krawężniku i wyczekiwaliśmy łysola. Sięgnąłem po telefon i sprawdziłem godzinę  00.30. Gdzie ten pierdolony koleś? Nagle Liam poruszył się i odblokował broń.
- Myślę że to on.
Wyszeptał kiwając głową w jego stronę. Schował broń za sobą. Rzeczywiście , niósł teczkę i trochę się spieszył. Razem z Eric’iem powtórzyliśmy ruch kolegi i wstaliśmy. Za nim Liam podszedł, z nerwów się za bardzo wkurwiłem i strzeliłem w niego chcąc mieć to już za sobą. Runął na ziemię wypuszczając z ręki teczkę . Szybko do niego podbiegliśmy i ją zabraliśmy. Zauważyłem, że chciał wstać ale w porę strzeliłem mu w czoło. Krew poplamiła mi kurtkę, wytarłem twarz i schowałem broń. Byłem dumny z siebie, za wykonanie zlecenia. Upadł nie żywy na chodnik. Podobnie jak tamte trupy powędrował do rzeki. Przybiliśmy sobie piątki za dobrą robotę i zawróciliśmy do pojazdów. Mój był nieco dalej od nich, powiedziałem im na jakiej ulicy zaparkowałem, pojechali beze mnie, dziwnie by wyglądało dwóch chłopaków na jednym motorze. Kiedy doszedłem na miejsce, zastałem ich tam palących papierosy. Wsiadłem na motor, założyłem kask i odpaliłem silnik. We troje wyjechaliśmy z ciemnej uliczki, wyjechałem jako ostatni, za nim się spostrzegłem ktoś mi prawie wszedł na jezdnię, obróciłem głowę w jej stronę, to była ta sama dziewczyna, która uratowała mi życie. Teraz ja bym jej odebrał, nie mogła mnie rozpoznac bo miałem kask na sobie. Była cała wystraszona, nie przejąłem się tym i dołączyłem do Liam’a i Eric’a.
-Przyspieszcie trochę. Powiedział Liam zdenerwowany. Posłuchaliśmy się go i juz po chwili byliśmy pod pojazdami.
- Stary, może chciałbyś z nami opić kolejny sukces w pubie? Zapytał mnie Eric szturchając mnie w ramię. Zgodziłem się bez zastanowienia. Wsiedliśmy na motory i ruszyliśmy. Po jakichś dwudziestu minutach byliśmy pod budynkiem. Z zewnątrz wygląda całkiem nieźle. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy do drzwi. Kiedy je otworzyłem uderzył we mnie dym papierosów wymieszany z alkoholem. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy barze. Liam zamówił kolejkę, później jeszcze jedną. Nawet nie zauważyłem kiedy opróżniliśmy całą butelkę litrową wódki. Nie myślałem wtedy żeby wrócic do Lucy i Theo, o niczym.  Później Eric i Liam wybrali się na panienki, a ja zostałem przy barze. Zamówiłem sobie piwo i pijąc, patrzyłem na ludzi siedzących przy barze. Wszyscy byli mega nachlani, naćpani i nie wiadomo co. Obok mnie siedział mężczyzna, który ledwo siedział na krzesełku. Z drugiej strony stała jakaś dziwka wypinajaca do mnie tyłek. Spojrzałem na nią z niesmakiem i wróciłem do picia piwa. Kiedy się skończyło, zamówiłem jeszcze jedno. Zaczęło mi się lekko kręcić w głowie. Próbowałem wyszukać chłopaków w tłumie ludzi na parkiecie , bezskutecznie. Moją uwagę przykuła dziewczyna z różowymi włosami, była odemnie dalej i tańczyła. Chyba mnie zauważyła, widziałem jak idzie w moim kierunku, rzuciłem jej spojrzenie, na całe jej ciało. Miała piękne nogi. Rozpoznałem ją. Megan, wyszeptałem. Odwróciłem się do baru i w myślach mówiłem, oby nie podeszła, oby tylko nie podeszła. Dziewczyna podeszła do mnie i powiedziała:
-Hej przystojniaku. Unikałem jej spojrzenia. Ale nie mogłem sie powstrzymac, więc ostrożnie podniosłem na nią wzrok. Położyła dłonie na biodrach i mnie obserwowała. Cała się rozmazywała, ale nawet wtedy jest piękna. Schyliła się do mnie i zabrała z mojej ręki piwo, które właśnie kończyłem i je odstawiła. Zauważyłem, że siada mi na kolanach. Co do kurwy ona wyprawia? Zejdź ze mnie!
-Co ty robisz? Spytałem pół przytomny.
-Skończyliśmy misję i teraz możemy miło spędzic czas.
-Nie, jesteś pijana. Zabrałem piwo i napiłem się do końca. Dziewczyna zaczęła się śmiac i oplotła ręce wokół mojej szyi. Zacząłem się szarpac, ale na nic, Megan zaczęła ocierac się o mój krok, to było strasznie seksowne. Ale nie mogę! Spojrzałem się na nią złym wzrokiem, a ona zrobiła smutną minę, kurwa jesteś tak seksowna. Nie! Ona nas zdradziła, wyrwałem się z jej rąk i powiedziałem:
-Innym razem Meg.
Usiadłem na innym miejscu. Kupiłem kolejne piwo i kolejne, aż w końcu wrócili. Zaproponowali jeszcze jedna kolejkę, chętnie się zgodziłem. Nie będę im mówił, że była tu Megan, byłaby niezła akcja. Zaczęło mi się nieźle kręcic w głowie, nawet nie zorientowałem się kiedy urwał mu się film. Obudziłem się na jakiejś kanapie . Kurwa , ale mnie głowa napierdala. Muszę znaleźć jakieś tabletki. Wstałem z kanapy i momentalnie się przewróciłem. Ktoś zbiegł ze schodów i podbiegł do mnie.
-Wszystko okej? Podniosłem wzrok, obawiałem się najgorszych, że śpie już u Megan, ale na szczęście to był Liam.
-Co ja tu robie? Spytałem ocierając oczy.
- Urwał ci się wczoraj film więc cię tu przywiozłem. Ktoś do ciebie rano dzwonił, ale nie chciałem odbierać.  Kurwa, to pewnie Lucy. Nie chciałem iśc wczoraj się upic, ale nie widziałem moich „braci” z miesiąc. Zawsze musimy uczcic, ciężką robotę.
 - Która godzina ? Zapytałem zaspany
- 10.30 -Odpowiedział spoglądając na zegarek. Kurwa, ona mnie zabije. Wstałem z ziemi i ruszyłem za Liam’em , chyba do kuchni. Podał mi wodę i jakąś tabletkę na ból głowy. Popiłem to jak najszybciej i ruszyłem do przedpokoju.
 -Stary, dzięki ze mnie przenocowałeś. Muszę już jechać.
Na pewno jak dojadę to zastanę tam wściekłą Lucy, trudno. Okłamię ją, że misja  mi się przedłużyła.  
-Jeszcze raz dzięki. Powiedziałem ubierając buty, kiedy podszedł do mnie i odpowiedział:
- Nie ma sprawy stary , więcej takich misji. Zaśmiał się mówiąc to.

 - Taa. Nie było mi do śmiechu. Pożegnaliśmy się tak jak to robią faceci i wyszedłem z domu. Na chodniku stał mój motor. Ciekawe, jak on to zrobił. Odpaliłem pojazd i ruszyłem w drogę powrotną do domu.







__________________________________________________________
James- wróg Harry'ego, ma 22 lata. 
Posiada swój gang, jego celem jest zabicie pierwszej napotkanej go osoby.

Megan- Dawna przyjaciółka Niall'a, ma 20 lat.
Twierdzi, że jest zdolna do wszystkiego. Jest w gangu James'a

Liam- Pracuje dla Harry'ego, ma 20 lat. 
Mam w ciele zezłoszczonego szatana.

Eric- Przyjaciel Liam'a i Niall'a, ma 23 lat.
Nigdy nie powiem ci prawdy.

________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej, no i jest 11 rozdział! Jestem zadowolona z tego rozdziału, chyba najbardziej mi się spodobał. 
No więc, pomogła mi dużo @Kociag, która pomaga mi w pisaniu bloga. 
I proszę o komentowanie, bo widzę, że sporo osób (dla mnie) go czyta, a mało komentuje. 
Więc jeśli to czytasz prosze skomentuj i wyraź swoją opinię. 
@Horan__HugMe