środa, 9 lipca 2014

11. Nie umrę.

~Lucy


Spojrzałam na Niall’a, który właśnie gdzieś idzie, nie chciałam się pytac, nie będę mu zawracac dupy.
Nagle Theo zaczął płakać. Wyciągnęłam go szybko z wanny i wzięłam na ręce. Otuliłam go ręcznikiem i zaczęłam mu nucic kołysankę, pamiętam jak mama mi ją śpiewała, nawet kiedy byłam starsza od Theo. Chłopczyk powoli zamykał oczka, aż zasnął. Wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju Niall’a. Położyłam Theo na łóżku i ubralam go w piżamkę w samolociki. Po bokach łóżka ułożyłam poduszki żeby chłopiec nie spadł z niego. Położyłam go na łóżku i podałam samochodzik. Podeszłam do torby,  w której Niall dziś robił zakupy. Wyjęłam z niej pare t-shirt’ów, spodni, na samym dole był stanik. O boże, co za debil, wzięłam go do ręki i nie wiem jakim cudem, ale pasował, mój rozmiar. Nie kupił żadnej piżamy do  spania, pewnie zbyt się zestresował w tłumie kobiet. Zaczęłam się śmiac bo wyobraziłam to sobie. Po tej wspaniałej wizji. Wzięłam jedną z koszulek Niall’a i ruszyłam do łazienki. Chyba nie będzie miał mi za złe, że ją chce ubrac. Chłopak nadal w niej siedział jak zahipnotyzowany. Pstryknęłam mu przed nosem palcami i wreszcie się poruszył
- Co? Spytał się jakby rozbudzony.
 -Możesz wyjść? Chciałabym się umyć. Rozkazałam.
- Och. No dobra, już wychodzę.
Stanął przede mną i się zapytał wskazując palcem:
-Czy to jest moja koszulka?
Kiwnęłam głową, a chłopak się uśmiechnął i
Odwrocil się w stronę drzwi. Czy to na pewno Niall? Zdziwiło mnie to, ale nie jestem pewna czy jeszcze coś mnie w nim zdziwi.
 - Zajrzyj jeszcze do Theo, leży w twoim pokoju. Krzyknęłam, ale nie potrzebnie bo chłopak stał jeszcze za mną.
-Nie krzycz, stoję za tobą. Powiedział za moimi plecami. Jego głos, przez niego dreszcze mnie przeszły.
-Dobrze zajrzę do niego. Znowu ten dreszcz, kurwa.  Usłyszałam jak drzwi się zamykają. Szybko się wykąpałam i przebrałam w koszulkę Niall’a. Co to miało być, jeszcze jest miły, mu raczej na mnie zależy, ale muszę się do niego oswoic, wiem że chce mnie chronic, ale za bardzo się boję. Cały czas myślę o tym co teraz robi Amy, czy będzie miała mnie po tym wszystkim gdzieś, ona nie wie, że ja nawet jeszcze żyję. Może tylko w to Wierzyc, że ta policja mnie uratuje. Nie chce żeby Niall szedł do paki, jest mordercą, ale który jest inny. Niall ma serce, chce mojego szczęścia widzę to po nim. Gdyby go zamknęli...nie byłabym już bezpieczna. Po tych wymysłach zachciało mi sie pić dlatego zeszłam do kuchni. Zauważyłam, że chłopak tam siedział i bawił się na telefonie. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sok.  Nalałam sobie trochę do szklanki i odstawiłam karton do lodówki. Wypiłam sok i wstawiłam szklankę do zlewu. Chciałam przerwac ciszę, więc się zapytałam:
- Nie idziesz się myć? Chłopak nawet nie zareagował. Znowu gdzieś odpadł w swoją przestrzeń myśli.
- Halo? Ziemia do Niall’a. Tym razem machnęłam przed jego twarzą ręką. Podniósł na mnie wzrok.
 - Musze ci coś powiedzieć. Wiedziałam, że chce mi coś powiedziec.
- No mów.
 - Musze jechać na misję. Nie mogę powiedzieć ' nie '. Spojrzałam na niego zawiedziona. Oby nic mu się nie stało. Nie wiem, boję się o niego. A jeśli go zastrzelą? Jak ja później oddam jego bratu Theo? Boże.
- Ale zostawisz mnie sama z Theo? Ja sobie nie poradzę. Zdenerwowałam się i podeszłam do niego. Chłopak od razu wstał i objął mnie.
 -Poradzisz sobie. Na pewno. Pójdziesz teraz spać a jak rano wstaniesz to ja już tu będę. Muszę już wychodzić. Dobranoc. Cmoknął mnie w policzek i wyszedł. Odwrócił się i zapytał:
-Jak tam ręka?
Jaki opiekuńczy.
-Dobrze, ale no wiesz jest złamana. Jest wspaniale, tak mam złamaną rękę, cudownie. Kiedy był w progu drzwi powiedziałam:
-A jeśli umrzesz? Przygryzłam dolną wargę i oparłam się o próg.
-Nie umrę. Niall puścił mi oczko.  Zamknęłam za nim drzwi i ruszyłam na górę. Zastałam tam śpiącego Theo. Wyglądał tak przeuroczo, aż nie chciałam się kłaśc przy nim, żeby go nie obudzic, ale byłam sama śpiąca, więc się położyłam się obok niego i zamknęłam oczy. Momentalnie zasnęłam.

~Niall


Odwróciłem się, drzwi już były zamknięte, nawet nie pożegnałem się z Theo. W drodze do garażu przypomniałem sobie, jak ja chce ich pozabijac bez broni? O mało co, abym zapomniał. Wróciłem do domu, szybko pobiegłem do dawnego brata pokoju, który był na parterze. Wychodząc spojrzałem się w górę, zamknięte wszystkie pokoje, pewnie już poszła spac. Opuściłem wzrok i schowałem broń do tylnej kieszeni spodni. Wyszedłem i biegiem wsiadłem do auta. Odpaliłem.. próbowałem, silnik coś szwankuje, kurwa. Uderzyłem dłońmi o kierownice z całej siły. Mój wzrok przywarł na czarnym motorze, na którym jeździłem, tylko wtedy jak miałem okazje tu przyjechac. Prawie o nim zapomniałem, wysiadłem z samochodu i podszedłem do czarnego suzuki. Odważnie na niego wsiadłem i odpaliłem, nadal ma te moc. Było mnie chyba słychac na całym osiedlu, wyjechałem z garażu. Zatrzymałem się przed domem, muszę założyc kask, włożyłem go i spojrzałem jeszcze raz na dom.
-Wrócę.
Odjechałem robiąc przy tym nieznośny hałas. Teraz tylko muszę dojechac do promu i przedostac się do Liverpoolu. Jechałem z dosyc szybko, nikogo nie ma w około tylko ja, motor i puste, ciemne uliczki.
Przyspieszyłem tępo, nie mogę się spóźnic, coraz bardziej żałuję, że wtedy uciekłem z domu, tak to nic by się nie stało mojej matce, a ja nie byłbym mordercą. Jeszcze dwa tygodnie temu cieszyło mnie zabijanie, ale teraz mnie coś zatrzymuje, nie wiem, to chyba wina Lucy. Z jednej strony cieszę się, że ją mam, ale z drugiej ona pewnie cholernie potrzebuje swoich znajomych, to nie jej wina, tylko jej rodziców, gdyby nie oni, nigdy bym jej nie spotkał i by nie przeżyła tyle krzywd, oprócz historii, którą mi opowiadała jak ją zgwałcili. Okropne myślec o tym jak to robią tej księżniczce krzywde, gdybym go spotkał tego skurwysyna, który jej to zrobił, zabiłbym na miejscu. Ona nie zasługuje na to i nie zasługiwała, chce ją chronic do końca życia, ona jest dla mnie na prawdę ważna, ale nie wiem czy ona to do mnie odwzajemnia. Muszę ją chronic przed Harry'm i innymi typami, którzy jej zagrażają. Nie pozwolę żeby ją skrzywdzili. Kiedy tyle męczących myśli miałem w głowie, skapnąłem się, że już prawie dojechałem do promu, który przedostanie mnie do UK. Zatrzymałem się przed starszym facetem, który na mój widok aż podskoczył i mało co gały mu nie wyleciały. Zdjąłem kask i zaczepiłem o rączkę od motoru. Widac, że się mnie wystraszył, biedaczek. Zszedłem z mojej zabawki i udałem się do starszego typa.
-Witam chciałbym przejechac do Liverpoolu.
-Dobrze,.. to będzie25 funtów. Facet przełknął ślinę i podał mi bilet. Podałem mu pieniądze i powiedziałem: -Reszty nie trzeba. Uśmiechnąłem się i zabrałem przepustkę z jego ręki. Odpaliłem motor i wjechałem na prom. Podróż miała trwac do ok. 2,5 godziny. Raczej zdążę. Zaparkowałem gdzies w tyle. Zszedłem z niego i oparłem się o barierkę, spoglądając przed siebie, myśląc o Lucy.
Podróż minęła dosyć szybko. Wysiadłem z promu w Liverpoolu i ruszyłem w dalszą drogę . Muszę się szybko dostać do Londynu. Wsiadłem na motor i ruszyłem . Wyjechałem z miasta na odludzie. Wyrzucilem za siebie bilet i przyspieszyłem. Na szczęście nikt nie przejeżdżał tamtędy. Sprawdziłem godzinę na telefonie. 21.50. Kurwa, spóźnię się. Schowałem telefon do kieszeni. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Postanowiłem zadzwonić do Lucy, lecz to właśnie do mnie ktoś zadzwonił. Odebrałem bez patrzenia kto to.
 - Halo? Spytałem, jadąc na motorze.
- Cześć Niall! Kurwa, to Greg. Po jego słowach zahamowałem z piskiem opon, przyciszając jedną ręką głośnik telefonu, a drugą kierownicę. Oby się nie skapnął, proszę.
 - Cześć Greg! Co u was słychać . Udawałem zainteresowanego.
- Świetnie się odpoczywa. A co tam u was? Uff nie usłyszał.
-U nas wszystko okej. Razem z Lily wykąpaliśmy Theo. Wasz synek juz dawno śpi razem z Lily, a ja oglądam telewizję .
Lili, nie muszą znac jej imienia, nawet jak ją będzie policja szukac i będą wysyłac dużo gazet o tym oni i tak by się nie skapnęli.
- Nie mogłem mu powiedzieć ze właśnie jadę na misję do Londynu, a Lucy została sama z Theo
- To dobrze. Jeżeli Theo będzie sprawiał jakieś problemy dzwoncie do nas o każdej porze dnia i nocy.
- Dobra , jakoś sobie poradzimy. Muszę kończyć.
-Cześć! Powiedziałem szybko i z powrotem odpaliłem motor. Tym razem musiałem jechac jeszcze szybciej.
Po jakiejś godzinie, dojechałem do obrzeży Londynu. 22:30, świetnie kurwa.
Podjechałem w ciemną uliczkę, tam zaparkowałem. Szedłem przez miasto jak zwykły normalny człowiek, aby się nie rzucac w oczy. Za dużo ludzi, musiałem biec po London Eye. Biegłem bardzo szybko, nie obeszło się bez popychania ludzi ramieniem. Kiedy już prawie wleciałem na pasy, ktoś mnie złapał za kurtkę, upadłem na ziemię i teraz znajdowałem się tam, gdzie każdy czeka na zielone światło.
-Czerwone, nie widzisz. Odezwał się jakiś dziewczęcy głos.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem dziewczynę o szatynowych włosach i piwnych oczach.
-Umm tak, zagapiłem się. Wstałem i otrzepałem się. Dziewczyna była o wiele niższa ode mnie, cały czas się na mnie patrzyła i uśmiechała.
-Czemu mnie, tak jakby uratowałaś? Zapytałem, drapiąc się po głowie.
-Heh, no wiesz na świecie jest tyle debili, którzy mogliby się zabic przez własną głupotę. Powiedziała sarkastycznie i się zaśmiała.
Spojrzałem się na nią z dystansem i powiedziałem:
-Ale wiesz niektórym debilom, może akurat się udac przebiec na drugą stronę.
Dziewczyna spojrzała na mnie i się zaśmiała:
-Uważaj na siebie. Pomachała mi i patrzyłem na nią jak przechodzi przez pasy z innymi ludźmi, zielone. Kurwa.
Ruszyłem jak najszybciej w stronę, gdzie mam się udac. Kiedy już dotarłem na miejsce, pod London eye stały jeszcze dwie osoby. Pewnie mają misję razem ze mną. Poczekam na drugiej stronie ulicy na razie nic się nie dzieje, a żeby się działo musi być mniej ludzi. Wolę wykonywać je sam.
Obserwowałem ich każdy ruch, chodzili w kółko, byli zdenerwowani, nie widziałem ich za bardzo jest zbyt ciemno,  byli ubrani na czarno, tak jak ja, jeden z nich miał kaptur, a drugi skurzaną kurtkę. Zauważyłem, że w końcu usiedli i zaczęli palic fajki, pomyślałem, że się dołączę, rozejrzałem się czy nic nie jedzie, tym razem będę uważał, przebiegłem i podszedłem do chłopaków, ja pierdole przecież to Liam i Eric. Jaki ze mnie idiota, nie rozpoznałem ich. Siedzieli na murku, zauważyłem, że Eric mnie zauważył, więc zacząłem rozmowę.
-Siema, wy na misje? Zapytałem i tak wiem, że na misję, ale musiałem jakoś zacząc. Liam po spojrzeniu w górę, od razu wstał i dał mi braterski uścisk, odwzajemniłem i zaczęliśmy się śmiac. Spojrzałem na Eric'a jak zwykle nadąsany i wkurwiony, nic się nie zmienił położyłem na jego ramieniu rękę i powiedziałem:
-Hej stary, znowu masz grymas na twarzy. Chłopak odrzucił z całej siły moją rękę i wstał do mnie, przybliżył do mnie twarz i ze złością powiedział:
 -Spierdalaj. Identyczny jak go pamiętam ostatnim razem, nic, a nic się nie zmienił, typowy Eric.
-Spokojnie. Podniosłem ręce na znak obronny i się zaśmialiśmy z Liam'em. 
-Siema, dobrze cię widziec. Dał mi szybki uścisk i przybicie pięści, jak za dawnych lat. Poznałem ich oboje u Harry'ego, ja jestem z eric'em w tym samym wieku, a Liam 22 lata. Usiedliśmy razem i śledziliśmy ludzi, w każdej chwili może znaleśc się tu ten facet z teczką, nigdy nie wiadomo. Dokładnie nie wiemy jak ma wyglądac, ale bedzie łysy. Z tej ciszy wśród nas, zapytałem:
 -Wiecie kiedy ma byc ten facet?
 -Nie, ale wiemy jedno, ma byc gang Jame'sa. Powiedział Liam. Kurwa, tam jest Miranda. Spuściłem głowę w dół i zacząłem pstrykac palcami.
-Horan, wiem, że z tym ci ciężko, bo tam jest Miranda.
Chłopak wystawił mi z paczki, papierosa i powiedział:
-Masz.
Wziąłem od niego fajka i go zapaliłem. Wtrącił się Eric. Poklepał mnie ręką po plecach. Nie potrzebuje pocieszenia. Miranda to moja, była najlepsza przyjaciółka, była dla mnie jak siostra, pierwszy raz ją zobaczyłem u Harry'ego, była z nami, ale od czasu kiedy Harry ją wywalił za to, że nie zastrzeliła swojej ofiary, wywalił ją. Nie widziałem co się z nią dzieję. Nie widziałem się z nią ten pieprzony cały miesiąc. Na pewnej misji zobaczyłem ją, byłem oburzony i zły, że przeszła na jego stronę. Miałem zabijac wtedy każdego kogo napadnie, ale jej nie zastrzeliłem, uciekła z nim.  Nigdy bym się nie odważył jej zastrzelic. Przestałem myśleć o Mirandzie i wyciągnąłem telefon. Jest 23.15. Kurwa, gdzie jest ten łysol. Chciałem go szybko załatwić żeby wrócić do Lucy, ale najwidoczniej nie było mi to pisane. Strasznie mi się nudzi. Mam nadzieje ze Lucy juz śpi. Może do niej zadzwonić? Nie, nie będę do niej dzwonić, jeszcze bym ją obudził. Nagle wpadłem na genialny pomysł. Wstałem, zrzuciłem papierosa na ziemię i go zdeptałem butem. Powiedziałem do nich:
 - Ej, chłopaki! Ruszcie się, idziemy się przejechac. Popatrzyli na mnie jak na idiotę i niepewnie wstali. Obejrzałem się jeszcze do tyłu i krzyknąłem do nich:
-Ruszcie się! Kiedy już stałem przed kasą, żeby kupic bilet na przejażdżkę, dołączyli do mnie. Nikt już nie stał w kolejce, czekaliśmy na swoją kolej. Usłyszałem obok siebie męski głos:
-Ostatnie okrążenie! Wykrzyczał. Podszedłem do niego i zapłaciłem za nas troje, dał mi bilety i powiedział:
-Miłego widoku. Nic nie odpowiedziałem i patrzyliśmy jak ludzie wychodzą z wagoników. Wszyscy wydawali się być zadowoleni, uśmiechali się i śmiali. Kiedy już każdy wyszedł, tylko my zostaliśmy. Weszliśmy do tego pomieszczenia.  Drzwi się za nami zamknęły i ruszyliśmy. Te pudło cholernie się wlekło. Podszedłem do okna  i wyjrzałem przez nie. Widok niesamowity, muszę tu kiedyś zabrać Lucy. Nagle coś przeleciało przez szybę milimetry od mojej głowy. Szybko spojrzałem w dół i momentalnie sięgnąłem po broń. To co zobaczyłem przeraziło mnie, a za razem ucieszyło. Kurwa, James. Usłyszałem jak Liam i Eric odblokowują broń, dlatego powtórzyłem ich ruch. Otworzyłem jak najbezpieczniej okno, żeby mi nie strzelił w rękę. Powoli wychyliłem głowę i strzeliłem. Pudło. Szybko się wycofałem i czekałem na ich ruch.
Długo nie musiałem wytężać słuchu. Po chwili ze wszystkich stron nadleciały kulki, które były w nas celowane.  Upadliśmy na ziemie i czekaliśmy, aż skończą się im naboje. Niedługo później wstaliśmy  i rozejrzeliśmy sie po dole. Zobaczyłem zabitego faceta od biletów. Zauważyłem, że ci idioci stanęli w miejscu gdzie świeciła latarni . Taka okazja wydarza się raz na milion. Spojrzałem na chłopaków i na 3 wszyscy zaczęliśmy strzelac  w ich kierunku. Jeden z nich dostał dwa strzały w głowę , drugi oberwał trzy razy w brzuch. Reszta zdążyła się schować. Megan  udało sie uratowac, James’owi niestety też. Na szczęście byliśmy już przy ziemi. Po jakichś 5 minutach wyszliśmy z pomieszczenia. Wybiegliśmy, Liam nas osłaniał, a ja podbiegłem do zabitych. Jeden z nich nie ruszał się, a drugi próbował coś do mnie powiedziec. Zawsze kurwa tak jest, że musza coś powiedziec. Popatrzyłem na niego ze spluwą przed jego twarzą i zacząłem słuchac.
-Błagam n..  Eric podszedł do niego i wcelował mu w czaszkę kulkę. Ja miałem to zrobic spierdolony dupku. Dałem mu ostrzegawcze spojrzenie. Drugiego złapałem razem z Liam’em za ręce i nogi i wyrzuciliśmy go do rzeki. Z drugim zrobiliśmy to samo. Nie możemy zostawiać po sobie śladów. Rozejrzeliśmy się jeszcze wokół London Eye w poszukiwaniu tamtej dwójki, ale na marne. Zwiali. Może to i dobrze. Usiedliśmy na krawężniku i wyczekiwaliśmy łysola. Sięgnąłem po telefon i sprawdziłem godzinę  00.30. Gdzie ten pierdolony koleś? Nagle Liam poruszył się i odblokował broń.
- Myślę że to on.
Wyszeptał kiwając głową w jego stronę. Schował broń za sobą. Rzeczywiście , niósł teczkę i trochę się spieszył. Razem z Eric’iem powtórzyliśmy ruch kolegi i wstaliśmy. Za nim Liam podszedł, z nerwów się za bardzo wkurwiłem i strzeliłem w niego chcąc mieć to już za sobą. Runął na ziemię wypuszczając z ręki teczkę . Szybko do niego podbiegliśmy i ją zabraliśmy. Zauważyłem, że chciał wstać ale w porę strzeliłem mu w czoło. Krew poplamiła mi kurtkę, wytarłem twarz i schowałem broń. Byłem dumny z siebie, za wykonanie zlecenia. Upadł nie żywy na chodnik. Podobnie jak tamte trupy powędrował do rzeki. Przybiliśmy sobie piątki za dobrą robotę i zawróciliśmy do pojazdów. Mój był nieco dalej od nich, powiedziałem im na jakiej ulicy zaparkowałem, pojechali beze mnie, dziwnie by wyglądało dwóch chłopaków na jednym motorze. Kiedy doszedłem na miejsce, zastałem ich tam palących papierosy. Wsiadłem na motor, założyłem kask i odpaliłem silnik. We troje wyjechaliśmy z ciemnej uliczki, wyjechałem jako ostatni, za nim się spostrzegłem ktoś mi prawie wszedł na jezdnię, obróciłem głowę w jej stronę, to była ta sama dziewczyna, która uratowała mi życie. Teraz ja bym jej odebrał, nie mogła mnie rozpoznac bo miałem kask na sobie. Była cała wystraszona, nie przejąłem się tym i dołączyłem do Liam’a i Eric’a.
-Przyspieszcie trochę. Powiedział Liam zdenerwowany. Posłuchaliśmy się go i juz po chwili byliśmy pod pojazdami.
- Stary, może chciałbyś z nami opić kolejny sukces w pubie? Zapytał mnie Eric szturchając mnie w ramię. Zgodziłem się bez zastanowienia. Wsiedliśmy na motory i ruszyliśmy. Po jakichś dwudziestu minutach byliśmy pod budynkiem. Z zewnątrz wygląda całkiem nieźle. Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy do drzwi. Kiedy je otworzyłem uderzył we mnie dym papierosów wymieszany z alkoholem. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy barze. Liam zamówił kolejkę, później jeszcze jedną. Nawet nie zauważyłem kiedy opróżniliśmy całą butelkę litrową wódki. Nie myślałem wtedy żeby wrócic do Lucy i Theo, o niczym.  Później Eric i Liam wybrali się na panienki, a ja zostałem przy barze. Zamówiłem sobie piwo i pijąc, patrzyłem na ludzi siedzących przy barze. Wszyscy byli mega nachlani, naćpani i nie wiadomo co. Obok mnie siedział mężczyzna, który ledwo siedział na krzesełku. Z drugiej strony stała jakaś dziwka wypinajaca do mnie tyłek. Spojrzałem na nią z niesmakiem i wróciłem do picia piwa. Kiedy się skończyło, zamówiłem jeszcze jedno. Zaczęło mi się lekko kręcić w głowie. Próbowałem wyszukać chłopaków w tłumie ludzi na parkiecie , bezskutecznie. Moją uwagę przykuła dziewczyna z różowymi włosami, była odemnie dalej i tańczyła. Chyba mnie zauważyła, widziałem jak idzie w moim kierunku, rzuciłem jej spojrzenie, na całe jej ciało. Miała piękne nogi. Rozpoznałem ją. Megan, wyszeptałem. Odwróciłem się do baru i w myślach mówiłem, oby nie podeszła, oby tylko nie podeszła. Dziewczyna podeszła do mnie i powiedziała:
-Hej przystojniaku. Unikałem jej spojrzenia. Ale nie mogłem sie powstrzymac, więc ostrożnie podniosłem na nią wzrok. Położyła dłonie na biodrach i mnie obserwowała. Cała się rozmazywała, ale nawet wtedy jest piękna. Schyliła się do mnie i zabrała z mojej ręki piwo, które właśnie kończyłem i je odstawiła. Zauważyłem, że siada mi na kolanach. Co do kurwy ona wyprawia? Zejdź ze mnie!
-Co ty robisz? Spytałem pół przytomny.
-Skończyliśmy misję i teraz możemy miło spędzic czas.
-Nie, jesteś pijana. Zabrałem piwo i napiłem się do końca. Dziewczyna zaczęła się śmiac i oplotła ręce wokół mojej szyi. Zacząłem się szarpac, ale na nic, Megan zaczęła ocierac się o mój krok, to było strasznie seksowne. Ale nie mogę! Spojrzałem się na nią złym wzrokiem, a ona zrobiła smutną minę, kurwa jesteś tak seksowna. Nie! Ona nas zdradziła, wyrwałem się z jej rąk i powiedziałem:
-Innym razem Meg.
Usiadłem na innym miejscu. Kupiłem kolejne piwo i kolejne, aż w końcu wrócili. Zaproponowali jeszcze jedna kolejkę, chętnie się zgodziłem. Nie będę im mówił, że była tu Megan, byłaby niezła akcja. Zaczęło mi się nieźle kręcic w głowie, nawet nie zorientowałem się kiedy urwał mu się film. Obudziłem się na jakiejś kanapie . Kurwa , ale mnie głowa napierdala. Muszę znaleźć jakieś tabletki. Wstałem z kanapy i momentalnie się przewróciłem. Ktoś zbiegł ze schodów i podbiegł do mnie.
-Wszystko okej? Podniosłem wzrok, obawiałem się najgorszych, że śpie już u Megan, ale na szczęście to był Liam.
-Co ja tu robie? Spytałem ocierając oczy.
- Urwał ci się wczoraj film więc cię tu przywiozłem. Ktoś do ciebie rano dzwonił, ale nie chciałem odbierać.  Kurwa, to pewnie Lucy. Nie chciałem iśc wczoraj się upic, ale nie widziałem moich „braci” z miesiąc. Zawsze musimy uczcic, ciężką robotę.
 - Która godzina ? Zapytałem zaspany
- 10.30 -Odpowiedział spoglądając na zegarek. Kurwa, ona mnie zabije. Wstałem z ziemi i ruszyłem za Liam’em , chyba do kuchni. Podał mi wodę i jakąś tabletkę na ból głowy. Popiłem to jak najszybciej i ruszyłem do przedpokoju.
 -Stary, dzięki ze mnie przenocowałeś. Muszę już jechać.
Na pewno jak dojadę to zastanę tam wściekłą Lucy, trudno. Okłamię ją, że misja  mi się przedłużyła.  
-Jeszcze raz dzięki. Powiedziałem ubierając buty, kiedy podszedł do mnie i odpowiedział:
- Nie ma sprawy stary , więcej takich misji. Zaśmiał się mówiąc to.

 - Taa. Nie było mi do śmiechu. Pożegnaliśmy się tak jak to robią faceci i wyszedłem z domu. Na chodniku stał mój motor. Ciekawe, jak on to zrobił. Odpaliłem pojazd i ruszyłem w drogę powrotną do domu.







__________________________________________________________
James- wróg Harry'ego, ma 22 lata. 
Posiada swój gang, jego celem jest zabicie pierwszej napotkanej go osoby.

Megan- Dawna przyjaciółka Niall'a, ma 20 lat.
Twierdzi, że jest zdolna do wszystkiego. Jest w gangu James'a

Liam- Pracuje dla Harry'ego, ma 20 lat. 
Mam w ciele zezłoszczonego szatana.

Eric- Przyjaciel Liam'a i Niall'a, ma 23 lat.
Nigdy nie powiem ci prawdy.

________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej, no i jest 11 rozdział! Jestem zadowolona z tego rozdziału, chyba najbardziej mi się spodobał. 
No więc, pomogła mi dużo @Kociag, która pomaga mi w pisaniu bloga. 
I proszę o komentowanie, bo widzę, że sporo osób (dla mnie) go czyta, a mało komentuje. 
Więc jeśli to czytasz prosze skomentuj i wyraź swoją opinię. 
@Horan__HugMe

22 komentarze:

  1. Tu Masło hahah
    Znalazłam błąd, a mianowicie 'po woli' pisze się łącznie ;)
    "Po bokach łóżka Po bokach łóżka ułożyłam" hahha powtórzyłaś :p
    Niesamowity jak zwykle.
    Btw kto gra Megan?
    Btw normalnie bym olała błędy, ale dziś dostałam ZNOWU limit na twitterze, więc jest zła. Wybacz :C
    @megatightening

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział jak zwykle :)
    Czekam z niecierpliwością na następny xx
    @Niall_my_Angel

    OdpowiedzUsuń
  3. djndfndjdsjds super, z resztą jak zawsze!
    Kocham tego bloga <3 Jest świetny
    Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału XD

    @LouissIsMyAngel

    PS. Znalazłam błąd a mianowicie powtórzyłaś ''Po bokach łóżka" XD

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział, uwielbiam ten blog ♥
    @princessselenka

    OdpowiedzUsuń
  5. rtkjnbgiol świetny rozdział! ;) kocham to ff ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. ja chce juz nastepny roozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Już myślałam, że zdradzi Lucy z tą Megan. Albo zakocha sie w tej z przejścia. Ale nie uff.. niech wraca bezpiecznie do domu xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ciekawa co Lucy zrobi jak Niall przyjdzie do domu xD rozdział jak zawsze świetny, czekam na next :) @Mardalenka

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam nic do dodania :) rozdział jak zwykle świetny! Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju ja tak czekałam na ten rozdział jest mega cudowny :P oczywiście ze czekam na kolejny :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Super. Czekam na kolejną część. Już się nie mogę doczekać. <3

    @angelap2807

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy ty chcesz mnie na zawał sprowadzić?! Jak mogłaś teraz zatrzymać?! Okey. Spokojnie, wdech,wydech. Rozdział zajebi***. Czekam na nn. Dziewczyna z TT @Meee_xd ~Camilla x

    OdpowiedzUsuń
  13. Super tt : @juliateodorczyk

    OdpowiedzUsuń
  14. Z A J E B I S T E czekam na nn x @ estera_estera_

    OdpowiedzUsuń
  15. Mega zajebisty. Już nie umiem się doczekać <3 @wilk_julia

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się to jest chyba najleprzy rozdział :D
    Czekam na NEXT :)
    Może ci jakoś pomuc?
    // @payne_kiss_me

    OdpowiedzUsuń
  17. jejku kocham ten blog, wgl ciekawa fabula i ogólnie bimcxtslwbamxievr czekam na nastepny !!! x

    OdpowiedzUsuń
  18. omfg idealnie czekam z niecierpliwością na następny rozdział xx

    OdpowiedzUsuń
  19. Jej, na prawdę cudowny *o* Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  20. jejku świetne ! ;) /@DNatala

    OdpowiedzUsuń