~Niall
Całą drogę
śmiałem się z Lucy o tej babie, podczas jazdy świetny mieliśmy ze sobą kontakt,
coraz bardziej się zbliżam do Lucy, mam nadzieję, że ona mi kiedyś zaufa. Dawno
już tak z nikim się dobrze nie bawiłem, śmiałem i rozmawiałem. Harry się tu nie
liczy, on jest tylko zimnym chujem, który zarabia zabijając i dając zlecenia.
Ja też zabijam, ale to moja praca, nie utrzymałbym się bez niej, a po za tym
nie mam żadnego wykształcenia. Spoglądałem co raz na dziewczyne, która wyglądała
na zadowoloną i rozbawioną moimi żartami. Chce widzec jak częściej tak się
cieszy, ma taki piękny uśmiech. Czuje, że przez nią wyjdę na dobrą drogę.
Przez te
zagapienie na moją księżniczkę, prawie zjechałem na drugi pas, ale całe
szczęście Lucy na mnie krzyknęła. Podjechaliśmy pod centrum około 11:30. Pusto,
jest kilka osób, to i nawet lepiej, nie chce się żucac w oczy.
-Zostań tu.
Rozkazałem.
Lucy kiwnęła
głową i wyszedłem z samochodu, kierując się do wejścia.
Kiedy
wszedłem nie miałem pojęcia, do którego sklepu wejść, za duży wybór, wjechałem
na pierwsze piętro schodami. Wybrałem jakiś sklep z ciuchami, akurat były na
manekinach jakieś damskie. Kiedy już byłem w środku, każda kobieta spojrzała się
w moją stronę. Czułem się niezręcznie, więc zacząłem szukac jakiś t-shirtów. Na
oko musiałem sprawdzac, czy będzie na nią dobre, jest szczupła, więc większość się
na nią zmieści. Nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale dosyc długo. Podałem
ubrania ekspedientce, która po paru chwilach, zapytała:
-Dla
dziewczyny, takie duże zakupy? Uśmiechnęła się.
Kiwnąłem
zdezorientowany głową i podałem jej kartę kredytową.
Kiedy
skończyła, wzięła ode mnie kartę, nareszcie mogę stąd wyjśc.
Podała mi
kartę razem z torbą. Podziękowała i powiedziała, zapraszamy ponownie. Nic nie
odpowiedziałem i wyszedłem z stamtąd jak najszybciej. Zatrzymałem się przy
sklepie z biżuterią. Nie wiem czy mam jej to kupic, może będzie okazja, że bym
podarował. Wszedłem do sklepu i już wiedziałem co mam wziąć.
-Dzień
dobry, w czymś pomóc?
Podeszła do
mnie wysoka brunetka, cała promieniała.
-Ymm, tak
chciałbym kupic ten naszyjnik.
-Ten z
niebieskim brylancikiem? Zapytała,
wskazując ręką na niego.
-Tak. Odpowiedziałem.
Kurwa co ja
wyrabiam, nie liczy się cena, ale to czy ona to doceni, że mi na niej cholernie
zależy.
-Proszę,
życzę miłego dnia.
-Dziękuje.
Wychodząc
zadzwoniła do mnie komórka, o nie. Jeszcze 5 dni. Kurwa.
Wyciągnąłem
telefon, spojrzałem na ekran, Harry..już po mnie.
-Halo?
-No i jak
tam zdobycz?
-Mam ją, ale
zemdlała, nie budzi się od tej pory jak ją znalazłem.
-O, no no
Horan, coś ty jej zrobił?
-Nic,
znalazłem ją przy jakimś stawie, już tam była nie przytomna. Skłamałem.
-Aha, no
dobra przyjadę po nią za 5 dni, jestem na misji jeszcze, więc zajmij się nią.
-Dobrze. Rozłączył
się. Kurwa, chociaż nie wie, że jestem w Irlandii, oraz nie wie, że właśnie
kupuję jej rzeczy , która każda dziewczyna teraz by chciała. Ona żyje, ma się
dobrze wcale nie zemdlała. I co kurwa, będzie jak on przyjedzie pod mój dom w
Londynie? Będzie mnie ścigał, kurwa. Nie mnie łańcuszek, który ma tylko Lucy.
Muszę go chronic, tak samo jak ją. Na razie to jest moje zadanie.
Wyszedłem
pospiesznie ze sklepu, pada, super. Schowałem pudełko z naszyjnikiem do
kieszeni kurtki i zacząłem biec. W czasie biegu zauważyłem, że Lucy biegnie,
jakby kogoś goniła. Zacząłem na nią krzyczec, nic. Ona biegła szybciej, za
jakąś dziewczyną. Co do chuja? Czy ona ją zna?
Ruszyłem
sprintem prosto na nią, kiedy już byłem kilka metrów od niej. Wybiega na ulicę,
nie! Kurwa, w ostatnim momencie złapałem ją za ramię. Popchnąłem ją jak
najbliżej mnie i wykrzyczałem:
-Oszalałaś?!
-Nie!
-Jesteś
totalną wariatką! Deszcz rozmył jej makijaż.
-Wiem!
-Więc czemu
biegłaś do tej dziewczyny?!
-Bo
myślałam, że to moja znajoma. Powiedziała.
-Chodź do
auta, jesteś cała mokra.
Przykryłem
ją swoją kurtką, obejmując ją przy tym. Otworzyłem jej drzwi , obszedłem
samochód i wsiadłem za kółko. Odstawiłem zakupy na tylne siedzenia i
powiedziałem:
-Kim była ta
dziewczyna?
Cała
zmarznięta i mokra odpowiedziała:
-Myślałam,
że to moja znajoma, ale się pomyliłam.
-Musimy
wracac jak najszybciej.
Dziewczyna
zapięła pasy i odjechaliśmy.
Ok.13:30
byliśmy pod domem, chociaż nie ma tej jędzy, pewnie się wystraszyła, że jej
makijaż się zniszczy przez deszcz. Wjechałem do garażu i wysiedlismy.
-Zaniesiesz
na górę te rzeczy? Zapytałem.
-Jasne.
Musiałem isc
do tej wariatki po te ciasto, musze być miły dla innych, bo później będą gadac
jaki to ja pyskuje. Podszedłem pod jej drzwi dzwoniąc dzwonkiem, dziwnym
dzwonkiem, jakby koty miauczały, ja pierdole kto normalny ustawia sobie melodie
kotów na dzwonek?!
Otworzyła mi
drzwi w szlafroku, o nie!
-Ooo proszę,
a jednak przyszedłeś po moje ciasto. Uśmiechnęła się. Serio nie masz mi za złe?
-Tak, nie
słyszałem wtedy dzwonka, bo byłem w garażu i naprawiałem auto.
-Oh no
dobrze, masz tu ciasto.
-Dziękuje.
-Do
zobaczenia.
-Emm tak, do
zobaczenia. Pomachałem jej i poszedłem prosto do kuchni.
Postawiłem
ciasto na stole i rozpakowałem z folii, szarlotka. Wygląda nawet dobrze.
Nałożyłem
sobie i Lucy, krzyknąłem do nie z dołu:
-Luc, chodź
tu!
Dziewczyna
zeszła po schodach, dziwnie się na mnie patrząc.
-Sam
zrobiłeś to ciasto?
-Nie, ale
zjedź. To ta sąsiadka przyrządziła.
-Aha, ok
zjem.
Usiedliśmy
na kanapie i włączyłem TV.
Leciał jakiś
film, chyba romantyczny, no nie.
-O kocham
to! Krzyknęła z pełną buzią.
-Co to?
Zapytałem.
-Trzy metry
nad niebem.
-A to nie
będziemy tego oglądac. Nie zwlekając przełączyłem na cos innego.
-No weź!
-Co mam wziąć?
-Wziąć pilota
i przełączyc na tamten film!
-Nie.
Zaprzeczyłem
-Nie?
-Nie. Lucy
po tych słowach odłożyła talerz i się na mnie rzuciła, jakby chciała mnie
rozszarpac. Zaczęła mi wyrywac pilota, ale ja brałem go jak najdalej niej.
Zacząłem się śmiac i powiedziałem:
-I tak go
nie dostaniesz.
-Akurat.
Dziewczyna
zaczęła przybliżac rękę do pilota, ale nadal nic, miałem świetną okazję, żeby ją gilgotac. Lucy od razu się skuliła w kłębek, śmiejąc się i krzycząc o to
żebym przestał.
-Przestań! Proszę!
-Nie coś za
coś.
-Ale co?
Przestałem
ją łaskotac i zastała chwila ciszy. Patrzyliśmy sobie w oczy, zacząłem przybliżac
swoją twarz do jej. I ją pocałowałem, wtedy pilot spadł na ziemię, przy okazji ze
strachu Lucy ugryzła mnie w dolną wargę.
-Przepraszam.
-Nic nie
szkodzi. Uśmiechnąłem się.
-Przełączysz?
Kiwnąłem
głową i przełączyłem na jej ulubiony film.
Dokończyliśmy
ciasto i zadzwonił telefon, ale tym razem domowy.
Podbiegłem
do niego i odebrałem.
-Tak,
słucham?
-Hej bracie!
Wykrzyczał Greg.
-Hej, czemu
dzwonisz?
-Mam wielką
prośbę.
-No mów.
-Razem z
Denise chcemy zrobic sobie trzy dni wolnego, mógłbyś przez ten czas się zając
Theo?
-Nie ma
mowy!
-Niall, proszę!
-Nie! A kto
się nim zajął kiedy przyjechaliście do mnie wczoraj?
-Dziewczynka
z sąsiedztwa, ale jej teraz nie ma, bo wyjechała gdzieś i nie możemy znaleźć nikogo
innego, zostałeś tylko ty.
-Ehh no
dobrze, kiedy przyjedziesz z nim?
-Będziemy za
godzinę.
-Dobra, pa.
-Pa.
Rozłączyłem
się i spojrzałem na Lucy, zapatrzoną w telewizor. No i co ja mam na to
poradzic, kurwa mam niańczyc bachora, zajebiście.
Usiadłem z
powrotem obok dziewczyny i powiedziałem:
-Lucy za
godzinę przyjedzie mój bratanek, którym muszę, lub nawet musimy się zając, na
trzy dni.
Dziewczyna
nie zwróciła na to uwagi, wkurwiło mnie to. Nie lubie jak ktoś mnie nie słucha.
-Lucy!
Krzyknąłem.
-Tak wiem,
słyszałam.
Żeby się
bardziej nie zdenerwowac, zabrałem talerze i poszedłem do kuchni je umyc, nie
wiem czy dam radę się zając Theo, ona musi mi pomóc. Akurat mi musiał dac te
dziecko?! Mordercy?!
Nie chcąc
oglądac tego filmu, zająłem się oglądaniem mojego ogrodu i licząc spływające
krople po okiennych drzwiach.
Po tej
cichej nudzie nastał głośny dzwonek w mieszkaniu. Zerwałem się z miejsca i
otworzyłem drzwi.
-No nareszcie.
Powiedziałem znudzony.
-No w końcu
masz lepszy humor, to ja już lecę, trzymaj się!
Podał mi
dziecko, które wziąłem na ręce i patrzyłem jak cały zadowolony wsiada do auta i
odjeżdża ze swoim uśmieszkiem. Spojrzałem na Theo i powiedziałem do niego:
-No to teraz
musimy się tobą zając co?
Theo się do
mnie odwrócił i się zaśmiał.
-Ehh i tak
nic nie rozumiesz.
Wszedłem do
domu, zamykając drzwi. Trzymałem w jednej ręce dziecko, a w drugiej jakieś
pieluchy, jego ubrania, zabawki i jakieś inne rzeczy.
Rzuciłem to
na ziemię, po czym Lucy momentalnie się odwróciła. Teraz jej uwaga skupiła się
na maluchu.
-O jej jaki
słodki! Podeszła do niego i zaczęła go głaskac po głowie.
-To nie
pies. Dziewczyna się na mnie spojrzała oburzona.
Theo do niej
zaczął wystawiac ręce, Lucy wzięła go i powędrowała na górę do mojego pokoju.
Zabrałem
jego rzeczy i zaniosłem do pokoju, patrzyłem jak dziewczynie sprawia radośc
zabawa z Theo. Uśmiechnąłem się i powiedziałem w myślach, gdybym ja tak szybko
działał na dziewczyny.
Usiadłem na
dywanie z nimi i zaczęliśmy się bawic.
Kiedy
skończyliśmy zabawę, była już 18:00 postanowiłem wykąpac Theo.
-Musimy go
wykąpac. Powiedziałem.
-No to
idziemy.
-A na mnie
nie zaczekasz? Spytałem nie widząc już Lucy.
Wszedłem za
nim do łazienki i się zapytałem:
-Myc go w
wannie, czy umywalce?
-W wannie,
jest już za duży na umywalkę.
Nie dał nam
żadnej wanny dla dzieci, więc musimy go wykąpac w zwykłej.
-Ty go
rozbierasz. Powiedziałem do niej.
-Ha, a ty
się boisz? Przecież ty tu jesteś mężczyzną. Zaczęła się śmiac.
-Ale nigdy
się nie zajmowałem dzecmi.
-Dobra,
niech ci będzie.
Napuściłem
od wanny letnią wodę, a Lucy rozebrała malucha.
Nalałem
trochę płynu do wanny, żeby była piana. Dziewczyna mi podała Theo, a ja go
włożyłem do wanny.
-Przynieś
ten czerwony samochodzik z pokoju.
-Ok.
Ruszyłem do
pokoju, przechodząc zadzwonił mi telefon, zajebiście, akurat teraz.
Nie patrząc
już na ekran, odebrałem.
-Halo?
-Masz misję.
Kurwa.
-Gdzie i o
której?
-22:00 pod
London Eye.
-Dobra.
Rozłączyłem
się i żałuję tego, ale nie mogłem odmówic.
Wszedłem do
pokoju i schyliłem się po samochodzik.
Wróciłem do
łazienki i podałem dziewczynie zabawke.
-Dzięki.
Lucy zaczęła
się bawic z Theo. Nie chce jechac na tą misję, chce siedziec tu z nimi.
Przyłączyłem się do nich, może to mój ostatni pobyt tu, na tym świecie. Zawsze
się zastanawiam, czy umrę na jakiejś misji, jeszcze do tego nie doszło, omal,
kiedyś zostałem postrzelony w ramię, ale wyszedłem z tego.
Theo zaczął
chlapac pianą na nas, Lucy nabrała trochę piany na rękę i dmuchnęła mi nią
prosto w twarz. Zaczęliśmy się śmiac, poczułem się wtedy z nią jak byśmy byli
parą, a to jest nasze dziecko. Tak jakby.. rodzina.
_______________________________________________________
No i dodałam drugą częsc 10 rozdziału, tak jak pisalam wczoraj, mam nadzieję, że się spodobał, więc zapraszam do komentowania.
Ilysm@Horan__HugMe
_______________________________________________________
Theo
_______________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!No i dodałam drugą częsc 10 rozdziału, tak jak pisalam wczoraj, mam nadzieję, że się spodobał, więc zapraszam do komentowania.
Ilysm
super! czekam na następny
OdpowiedzUsuń@princessselenka
Aww ale slodziutko ;__; piszesz świetnie! Oby tak dalej ;) kiedy następny?
OdpowiedzUsuńRozdziały są dodawane co tydzień w środy.
Usuńsuper rozdział
OdpowiedzUsuńświetnie ci idzie! ;)
czekam na następny
@Niall_my_Angel xx
Ej on nie umrze prawda? :( <3 i będą razem taką sweet rodzinką tylko będą mielin własne? :D
OdpowiedzUsuńboże ta scena przy " trzy metry nad niebem " taka słodka :)
OdpowiedzUsuńwierzę że ona go doprowadzi do porządku:)
Oczywiście czekam na kolejny rozdział :)
Uwielbiam:) Mam nadzieje ze nic mu sie nie stanie na tej misji a Lucy moze rzeczywiście go zmieni?
OdpowiedzUsuń@Luv_My_Niall_
AWW SUPER ROZDZIAŁ! TAK AŻ MIŁOSIĘ ROBI JAK SIĘ TO CZYTA ;) FAJNĄ BY BYLI ROZINKĄ GDYBY NIE PRACA NIALL'A A TAK TO SUPER DOKOŃCZENIE ROZDZIAŁU CZEKAM NA NN ♥
OdpowiedzUsuńNareszcie! Zajebiste *-* <333
OdpowiedzUsuńkurde tylko co zrobi Harry. Misiu zdradzisz mi co sie bedzie działo.
OdpowiedzUsuńrozdział jak zawsze super.
Thoe kxjsjzjsjzjs ♥ @awwNarreh
super nie mogę się już doczekać następnego
OdpowiedzUsuńzajebiste <3
super jestem strasznie ciekawe dalszego ciągu
OdpowiedzUsuńJeśłi masz chwilkę czasu to zapraszam na mojego bloga http://angelofdarknessharrystyles.blogspot.com/ z góry dziękuję i przepraszam za spam :)
zajebisty czekam na next :) //@payne_kiss_me
OdpowiedzUsuńAw... Poczuł się jak by to była jego rodzina *-* boze nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D @Mardalenka
OdpowiedzUsuńZajebiste <3 @wilk_juli
OdpowiedzUsuńO mój boże a co zrobi z nią Harry? GOD! A Niall i Lucy się tak dobrze dogadują. Świetnie opowiadanie, koniecznie powiadamiaj mnie o nowych rozdziałach!
OdpowiedzUsuń@LouissIsMyAngel
W godzinę przeczytałam wszystkie rozdziały i jestem pod wrażeniem!
OdpowiedzUsuńNa prawdę podoba mi się to fanfiction! ;)
Muszę przyznać, że dobry pomysł to podstawa!
Ogólnie dodałam się do obserwujących, także będę je czytała! :D
Ciekawi mnie jak Niall wybrnie z tej całej chorej sytuacji i jak uratuje Lucy :O
Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! :D
Pozdrawiam,
Olcirek<3
P.S w wolnym czasie zapraszam na moje ff o Harrym.
SPOTKALI SIĘ PRZEZ PRZYPADEK, A MOŻE I NIE? JEJ CHARAKTER MÓGŁ MU POMÓC, MÓGŁ DZIĘKI NIEJ WIELE ZYSKAĆ DLATEGO ZŁOŻYŁ JEJ NIETYPOWĄ PROPOZYCJE. MIAŁ TYLKO SIĘ W NIEJ NIE ZAKOCHAĆ, TAKI BYŁ JEJ WARUNEK, CO PORADZIĆ KIEDY TO WŁAŚNIE ONA SIĘ W NIM ZAKOCHUJE?
http://lecieldelaterre.blogspot.com/
Super rozdział... Już się nie moge doczekać kolejnych
OdpowiedzUsuńZuza <33
fajne ^^
OdpowiedzUsuńProsze nie przestawaj pisac jestes super
OdpowiedzUsuńjej, najlepszy roździał jak dotad <3 / @DNatala
OdpowiedzUsuń