czwartek, 3 lipca 2014

10. Zawsze będę przy tobie. (2)

~Niall

Całą drogę śmiałem się z Lucy o tej babie, podczas jazdy świetny mieliśmy ze sobą kontakt, coraz bardziej się zbliżam do Lucy, mam nadzieję, że ona mi kiedyś zaufa. Dawno już tak z nikim się dobrze nie bawiłem, śmiałem i rozmawiałem. Harry się tu nie liczy, on jest tylko zimnym chujem, który zarabia zabijając i dając zlecenia. Ja też zabijam, ale to moja praca, nie utrzymałbym się bez niej, a po za tym nie mam żadnego wykształcenia. Spoglądałem co raz na dziewczyne, która wyglądała na zadowoloną i rozbawioną moimi żartami. Chce widzec jak częściej tak się cieszy, ma taki piękny uśmiech. Czuje, że przez nią wyjdę na dobrą drogę.
Przez te zagapienie na moją księżniczkę, prawie zjechałem na drugi pas, ale całe szczęście Lucy na mnie krzyknęła. Podjechaliśmy pod centrum około 11:30. Pusto, jest kilka osób, to i nawet lepiej, nie chce się żucac w oczy.
-Zostań tu. Rozkazałem.
Lucy kiwnęła głową i wyszedłem z samochodu, kierując się do wejścia.
Kiedy wszedłem nie miałem pojęcia, do którego sklepu wejść, za duży wybór, wjechałem na pierwsze piętro schodami. Wybrałem jakiś sklep z ciuchami, akurat były na manekinach jakieś damskie. Kiedy już byłem w środku, każda kobieta spojrzała się w moją stronę. Czułem się niezręcznie, więc zacząłem szukac jakiś t-shirtów. Na oko musiałem sprawdzac, czy będzie na nią dobre, jest szczupła, więc większość się na nią zmieści. Nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale dosyc długo. Podałem ubrania ekspedientce, która po paru chwilach, zapytała:
-Dla dziewczyny, takie duże zakupy? Uśmiechnęła się.
Kiwnąłem zdezorientowany głową i podałem jej kartę kredytową.
Kiedy skończyła, wzięła ode mnie kartę, nareszcie mogę stąd wyjśc.
Podała mi kartę razem z torbą. Podziękowała i powiedziała, zapraszamy ponownie. Nic nie odpowiedziałem i wyszedłem z stamtąd jak najszybciej. Zatrzymałem się przy sklepie z biżuterią. Nie wiem czy mam jej to kupic, może będzie okazja, że bym podarował. Wszedłem do sklepu i już wiedziałem co mam wziąć.
-Dzień dobry,  w czymś pomóc?
Podeszła do mnie wysoka brunetka, cała promieniała.
-Ymm, tak chciałbym kupic ten naszyjnik.
-Ten z niebieskim brylancikiem?  Zapytała, wskazując ręką na niego.
-Tak.  Odpowiedziałem.
Kurwa co ja wyrabiam, nie liczy się cena, ale to czy ona to doceni, że mi na niej cholernie zależy.
-Proszę, życzę miłego dnia.
-Dziękuje.
Wychodząc zadzwoniła do mnie komórka, o nie. Jeszcze 5 dni. Kurwa.
Wyciągnąłem telefon, spojrzałem na ekran, Harry..już po mnie.
-Halo?
-No i jak tam zdobycz?
-Mam ją, ale zemdlała, nie budzi się od tej pory jak ją znalazłem.
-O, no no Horan, coś ty jej zrobił?
-Nic, znalazłem ją przy jakimś stawie, już tam była nie przytomna. Skłamałem.
-Aha, no dobra przyjadę po nią za 5 dni, jestem na misji jeszcze, więc zajmij się nią.
-Dobrze. Rozłączył się. Kurwa, chociaż nie wie, że jestem w Irlandii, oraz nie wie, że właśnie kupuję jej rzeczy , która każda dziewczyna teraz by chciała. Ona żyje, ma się dobrze wcale nie zemdlała. I co kurwa, będzie jak on przyjedzie pod mój dom w Londynie? Będzie mnie ścigał, kurwa. Nie mnie łańcuszek, który ma tylko Lucy. Muszę go chronic, tak samo jak ją. Na razie to jest moje zadanie.
Wyszedłem pospiesznie ze sklepu, pada, super. Schowałem pudełko z naszyjnikiem do kieszeni kurtki i zacząłem biec. W czasie biegu zauważyłem, że Lucy biegnie, jakby kogoś goniła. Zacząłem na nią krzyczec, nic. Ona biegła szybciej, za jakąś dziewczyną. Co do chuja? Czy ona ją zna?
Ruszyłem sprintem prosto na nią, kiedy już byłem kilka metrów od niej. Wybiega na ulicę, nie! Kurwa, w ostatnim momencie złapałem ją za ramię. Popchnąłem ją jak najbliżej mnie i wykrzyczałem:
-Oszalałaś?!
-Nie!
-Jesteś totalną wariatką! Deszcz rozmył jej makijaż.
-Wiem!
-Więc czemu biegłaś do tej dziewczyny?!
-Bo myślałam, że to moja znajoma. Powiedziała.
-Chodź do auta, jesteś cała mokra.
Przykryłem ją swoją kurtką, obejmując ją przy tym. Otworzyłem jej drzwi , obszedłem samochód i wsiadłem za kółko. Odstawiłem zakupy na tylne siedzenia i powiedziałem:
-Kim była ta dziewczyna?
Cała zmarznięta i mokra odpowiedziała:
-Myślałam, że to moja znajoma, ale się pomyliłam.
-Musimy wracac jak najszybciej.
Dziewczyna zapięła pasy i odjechaliśmy.
Ok.13:30 byliśmy pod domem, chociaż nie ma tej jędzy, pewnie się wystraszyła, że jej makijaż się zniszczy przez deszcz. Wjechałem do garażu i wysiedlismy.
-Zaniesiesz na górę te rzeczy? Zapytałem.
-Jasne.
Musiałem isc do tej wariatki po te ciasto, musze być miły dla innych, bo później będą gadac jaki to ja pyskuje. Podszedłem pod jej drzwi dzwoniąc dzwonkiem, dziwnym dzwonkiem, jakby koty miauczały, ja pierdole kto normalny ustawia sobie melodie kotów na dzwonek?!
Otworzyła mi drzwi w szlafroku, o nie!
-Ooo proszę, a jednak przyszedłeś po moje ciasto. Uśmiechnęła się. Serio nie masz mi za złe?
-Tak, nie słyszałem wtedy dzwonka, bo byłem w garażu i naprawiałem auto.
-Oh no dobrze, masz tu ciasto.
-Dziękuje.
-Do zobaczenia.
-Emm tak, do zobaczenia. Pomachałem jej i poszedłem prosto do kuchni.
Postawiłem ciasto na stole i rozpakowałem z folii, szarlotka. Wygląda nawet dobrze.
Nałożyłem sobie i Lucy, krzyknąłem do nie z dołu:
-Luc, chodź tu!
Dziewczyna zeszła po schodach, dziwnie się na mnie patrząc.
-Sam zrobiłeś to ciasto?
-Nie, ale zjedź. To ta sąsiadka przyrządziła.
-Aha, ok zjem.
Usiedliśmy na kanapie i włączyłem TV.
Leciał jakiś film, chyba romantyczny, no nie.
-O kocham to! Krzyknęła z pełną buzią.
-Co to? Zapytałem.
-Trzy metry nad niebem.
-A to nie będziemy tego oglądac. Nie zwlekając przełączyłem na cos innego.
-No weź!
-Co mam wziąć?
-Wziąć pilota i przełączyc na tamten film!
-Nie. Zaprzeczyłem
-Nie?
-Nie. Lucy po tych słowach odłożyła talerz i się na mnie rzuciła, jakby chciała mnie rozszarpac. Zaczęła mi wyrywac pilota, ale ja brałem go jak najdalej niej. Zacząłem się śmiac i powiedziałem:
-I tak go nie dostaniesz.
-Akurat.
Dziewczyna zaczęła przybliżac rękę do pilota, ale nadal nic, miałem świetną okazję, żeby ją gilgotac. Lucy od razu się skuliła w kłębek, śmiejąc się i krzycząc o to żebym przestał.
-Przestań! Proszę!
-Nie coś za coś.
-Ale co?
Przestałem ją łaskotac i zastała chwila ciszy. Patrzyliśmy sobie w oczy, zacząłem przybliżac swoją twarz do jej. I ją pocałowałem, wtedy pilot spadł na ziemię, przy okazji ze strachu Lucy ugryzła mnie w dolną wargę.
-Przepraszam.
-Nic nie szkodzi. Uśmiechnąłem się.
-Przełączysz?
Kiwnąłem głową i przełączyłem na jej ulubiony film.
Dokończyliśmy ciasto i zadzwonił telefon, ale tym razem domowy.
Podbiegłem do niego i odebrałem.
-Tak, słucham?
-Hej bracie! Wykrzyczał Greg.
-Hej, czemu dzwonisz?
-Mam wielką prośbę.
-No mów.
-Razem z Denise chcemy zrobic sobie trzy dni wolnego, mógłbyś przez ten czas się zając Theo?
-Nie ma mowy!
-Niall, proszę!
-Nie! A kto się nim zajął kiedy przyjechaliście do mnie wczoraj?
-Dziewczynka z sąsiedztwa, ale jej teraz nie ma, bo wyjechała gdzieś i nie możemy znaleźć nikogo innego, zostałeś tylko ty.
-Ehh no dobrze, kiedy przyjedziesz z nim?
-Będziemy za godzinę.
-Dobra, pa.
-Pa.
Rozłączyłem się i spojrzałem na Lucy, zapatrzoną w telewizor. No i co ja mam na to poradzic, kurwa mam niańczyc bachora, zajebiście.
Usiadłem z powrotem obok dziewczyny i powiedziałem:
-Lucy za godzinę przyjedzie mój bratanek, którym muszę, lub nawet musimy się zając, na trzy dni.
Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi, wkurwiło mnie to. Nie lubie jak ktoś mnie nie słucha.
-Lucy! Krzyknąłem.
-Tak wiem, słyszałam.
Żeby się bardziej nie zdenerwowac, zabrałem talerze i poszedłem do kuchni je umyc, nie wiem czy dam radę się zając Theo, ona musi mi pomóc. Akurat mi musiał dac te dziecko?! Mordercy?!
Nie chcąc oglądac tego filmu, zająłem się oglądaniem mojego ogrodu i licząc spływające krople po okiennych drzwiach.
Po tej cichej nudzie nastał głośny dzwonek w mieszkaniu. Zerwałem się z miejsca i otworzyłem drzwi.
-No nareszcie. Powiedziałem znudzony.
-No w końcu masz lepszy humor, to ja już lecę, trzymaj się!
Podał mi dziecko, które wziąłem na ręce i patrzyłem jak cały zadowolony wsiada do auta i odjeżdża ze swoim uśmieszkiem. Spojrzałem na Theo i powiedziałem do niego:
-No to teraz musimy się tobą zając co?
Theo się do mnie odwrócił i się zaśmiał.
-Ehh i tak nic nie rozumiesz.
Wszedłem do domu, zamykając drzwi. Trzymałem w jednej ręce dziecko, a w drugiej jakieś pieluchy, jego ubrania, zabawki i jakieś inne rzeczy.
Rzuciłem to na ziemię, po czym Lucy momentalnie się odwróciła. Teraz jej uwaga skupiła się na maluchu.
-O jej jaki słodki! Podeszła do niego i zaczęła go głaskac po głowie.
-To nie pies. Dziewczyna się na mnie spojrzała oburzona.
Theo do niej zaczął wystawiac ręce, Lucy wzięła go i powędrowała na górę do mojego pokoju.
Zabrałem jego rzeczy i zaniosłem do pokoju, patrzyłem jak dziewczynie sprawia radośc zabawa z Theo. Uśmiechnąłem się i powiedziałem w myślach, gdybym ja tak szybko działał na dziewczyny.
Usiadłem na dywanie z nimi i zaczęliśmy się bawic.
Kiedy skończyliśmy zabawę, była już 18:00 postanowiłem wykąpac Theo.
-Musimy go wykąpac. Powiedziałem.
-No to idziemy.
-A na mnie nie zaczekasz? Spytałem nie widząc już Lucy.
Wszedłem za nim do łazienki i się zapytałem:
-Myc go w wannie, czy umywalce?
-W wannie, jest już za duży na umywalkę.
Nie dał nam żadnej wanny dla dzieci, więc musimy go wykąpac w zwykłej.
-Ty go rozbierasz. Powiedziałem do niej.
-Ha, a ty się boisz? Przecież ty tu jesteś mężczyzną. Zaczęła się śmiac.
-Ale nigdy się nie zajmowałem dzecmi.
-Dobra, niech ci będzie.
Napuściłem od wanny letnią wodę, a Lucy rozebrała malucha.
Nalałem trochę płynu do wanny, żeby była piana. Dziewczyna mi podała Theo, a ja go włożyłem do wanny.
-Przynieś ten czerwony samochodzik z pokoju.
-Ok.
Ruszyłem do pokoju, przechodząc zadzwonił mi telefon, zajebiście, akurat teraz.
Nie patrząc już na ekran, odebrałem.
-Halo?
-Masz misję.
Kurwa.
-Gdzie i o której?
-22:00 pod London Eye.
-Dobra.
Rozłączyłem się i żałuję tego, ale nie mogłem odmówic.
Wszedłem do pokoju i schyliłem się po samochodzik.
Wróciłem do łazienki i podałem dziewczynie zabawke.
-Dzięki.
Lucy zaczęła się bawic z Theo. Nie chce jechac na tą misję, chce siedziec tu z nimi. Przyłączyłem się do nich, może to mój ostatni pobyt tu, na tym świecie. Zawsze się zastanawiam, czy umrę na jakiejś misji, jeszcze do tego nie doszło, omal, kiedyś zostałem postrzelony w ramię, ale wyszedłem z tego.

Theo zaczął chlapac pianą na nas, Lucy nabrała trochę piany na rękę i dmuchnęła mi nią prosto w twarz. Zaczęliśmy się śmiac, poczułem się wtedy z nią jak byśmy byli parą, a to jest nasze dziecko. Tak jakby.. rodzina. 



_______________________________________________________

Theo


_______________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
No i dodałam drugą częsc 10 rozdziału, tak jak pisalam wczoraj, mam nadzieję, że się spodobał, więc zapraszam do komentowania. 
Ilysm @Horan__HugMe

21 komentarzy:

  1. super! czekam na następny
    @princessselenka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww ale slodziutko ;__; piszesz świetnie! Oby tak dalej ;) kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały są dodawane co tydzień w środy.

      Usuń
  3. super rozdział
    świetnie ci idzie! ;)
    czekam na następny

    @Niall_my_Angel xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej on nie umrze prawda? :( <3 i będą razem taką sweet rodzinką tylko będą mielin własne? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. boże ta scena przy " trzy metry nad niebem " taka słodka :)
    wierzę że ona go doprowadzi do porządku:)

    Oczywiście czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam:) Mam nadzieje ze nic mu sie nie stanie na tej misji a Lucy moze rzeczywiście go zmieni?
    @Luv_My_Niall_

    OdpowiedzUsuń
  7. AWW SUPER ROZDZIAŁ! TAK AŻ MIŁOSIĘ ROBI JAK SIĘ TO CZYTA ;) FAJNĄ BY BYLI ROZINKĄ GDYBY NIE PRACA NIALL'A A TAK TO SUPER DOKOŃCZENIE ROZDZIAŁU CZEKAM NA NN ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie! Zajebiste *-* <333

    OdpowiedzUsuń
  9. kurde tylko co zrobi Harry. Misiu zdradzisz mi co sie bedzie działo.
    rozdział jak zawsze super.
    Thoe kxjsjzjsjzjs ♥ @awwNarreh

    OdpowiedzUsuń
  10. super nie mogę się już doczekać następnego
    zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
  11. super jestem strasznie ciekawe dalszego ciągu


    Jeśłi masz chwilkę czasu to zapraszam na mojego bloga http://angelofdarknessharrystyles.blogspot.com/ z góry dziękuję i przepraszam za spam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. zajebisty czekam na next :) //@payne_kiss_me

    OdpowiedzUsuń
  13. Aw... Poczuł się jak by to była jego rodzina *-* boze nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D @Mardalenka

    OdpowiedzUsuń
  14. O mój boże a co zrobi z nią Harry? GOD! A Niall i Lucy się tak dobrze dogadują. Świetnie opowiadanie, koniecznie powiadamiaj mnie o nowych rozdziałach!
    @LouissIsMyAngel

    OdpowiedzUsuń
  15. W godzinę przeczytałam wszystkie rozdziały i jestem pod wrażeniem!
    Na prawdę podoba mi się to fanfiction! ;)
    Muszę przyznać, że dobry pomysł to podstawa!
    Ogólnie dodałam się do obserwujących, także będę je czytała! :D
    Ciekawi mnie jak Niall wybrnie z tej całej chorej sytuacji i jak uratuje Lucy :O
    Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! :D
    Pozdrawiam,
    Olcirek<3


    P.S w wolnym czasie zapraszam na moje ff o Harrym.
    SPOTKALI SIĘ PRZEZ PRZYPADEK, A MOŻE I NIE? JEJ CHARAKTER MÓGŁ MU POMÓC, MÓGŁ DZIĘKI NIEJ WIELE ZYSKAĆ DLATEGO ZŁOŻYŁ JEJ NIETYPOWĄ PROPOZYCJE. MIAŁ TYLKO SIĘ W NIEJ NIE ZAKOCHAĆ, TAKI BYŁ JEJ WARUNEK, CO PORADZIĆ KIEDY TO WŁAŚNIE ONA SIĘ W NIM ZAKOCHUJE?


    http://lecieldelaterre.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Super rozdział... Już się nie moge doczekać kolejnych
    Zuza <33

    OdpowiedzUsuń
  17. Prosze nie przestawaj pisac jestes super

    OdpowiedzUsuń
  18. jej, najlepszy roździał jak dotad <3 / @DNatala

    OdpowiedzUsuń