środa, 18 czerwca 2014

8. Ja wszystko wiem o tobie księżniczko.

~Niall

Patrzyłem tak na nią jeszcze z chwilę, po czym zauważyłem, że zasnęła. Była taka urocza, chociaż kiedy śpi jest taka, ale kiedy się budzi boi się, lub jest chamska. Wstałem z łóżka i poszedłem do szafy, wyjąłem z niej koc. Podszedłem do Lucy i ją nim przykryłem. Schylając się pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z pokoju. Zacząłem się zastanawiać co mam do cholery teraz zrobić z nią. Miałem praktycznie tylko tydzień na jej „znalezienie” i oczekiwanie na przyjazd Harry’ego, który nie wiadomo co będzie robił. Może trzeba było ją zabić od razu i byłoby po kłopocie, kurwa o czym ja myślę, nie zabije jej. Spoglądałem na nią obok drzwi, za dużo przeszła w życiu, niż te osoby, które musiałem zabijać, ona jest po prostu inna. Kiedy tak rozmyślałem, poszedłem na dół, zacząłem szukać mojej walizki, gdy ją znalazłem, zacząłem pakować najpotrzebniejsze rzeczy, nie wiem jeszcze gdzie pojedziemy, muszę jeszcze zatankować. Wszystko działo się w przyspieszonym tempie, nie zauważywszy już wszystko spakowałem. Przypomniałem sobie, w tym momencie o najważniejszej rzeczy, o głównym temacie tego porwania, o naszyjniku. Harry mi kiedyś opowiadał, kiedy żyli jeszcze rodzice Lucy, że musi znaleźć naszyjnik, który jej matka kupiła jej. Musi być u niej w domu, więc musimy podjechać, kurwa. Harry wspomniał o kodzie zawartym w tym naszyjniku, który otwiera najtajniejszy skarbnik rodziców dziewczyny. Podobno jest w nim spora sumka do zgarnięcia, ale zażarcie ta jego „mafia” próbuje to otworzyć, ale nie znają kodu. Mam szansę, aby mieć te hasło, nigdy nie dam go mojemu „szefowi”, patrząc w przyszłość gdybym bym mu dał to by mnie zabił na miejscu i odjechał ze szmalem. Muszę obudzić Lucy, pobiegłem na górę, stanąłem nerwowo w drzwiach i postanowiłem ją zanieść do auta na ręką, nie budząc jej. Podszedłem i wziąłem ją jak najlżej na ręce, nie obudziła się. Zszedłem z nią jak najbezpieczniej na dół, dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu, spojrzałem się na nią i szepnąłem:
- Nie pozwolę na to, aby cię zabili.
Na szczęście się nie wzbudziła, otworzyłem drzwi i podszedłem do auta, otworzyłem tylne drzwi i ją położyłem. Pobiegłem szybko po walizkę i zamknąłem wszystkie drzwi i na wszelki wypadek garaż, nie potrzebnie to robię, bo i tak jak tu przyjadę, nawet nie wiem kiedy, wszystko będzie tylko gruzem, oczywiście byłaby to sprawka Harry’ego.
Otworzyłem bagażnik i wsadziłem tam walizkę, podbiegając usiadłem za kółkiem i odjechałem. Po ok. godzinie byłem na stacji benzynowej, wysiadłem z samochodu i zacząłem tankować, jak najwięcej, aby jak najdalej pojechać. Na razie pieniędzy mam potąd, więc na tą chwilę karton mi nie potrzebny. Skończyłem tankować i poszedłem zapłacić, kupiłem jeszcze coś do jedzenia i picia. Facet w sklepie się na mnie dziwnie gapił, o co mu kurwa chodzi? Nie zabiłem ci matki, chuju. Spojrzałem na niego wrogim spojrzeniem, przy odbieraniu paragonu. Trochę się wystraszył, idiota. Wsiadłem i rzuciłem na miejsce obok zakupy. Wyjąłem sobie batona, po czym odjechałem. Jechaliśmy dość długo, zatrzymałem się za jezdnią, koło domu Lucy. Akurat Harry mi opowiadał, gdzie ona mieszka, miałem ją porwać tutaj, śledziłem ich po całym centrum handlowym, ale moim zdaniem najlepiej było złapać ją na stacji. Przeszedłem do tyłu, gdzie spała dziewczyna, zacząłem ją delikatnie łachotać po twarzy, podrapała się po nosie i otworzyła oczy. Zrobiła grymaśną minę, zabawnie to wyglądało. Lucy się wzdrygnęła widać było, że wystraszyła, ponieważ moja twarz była blisko jej. Dziewczyna się uspokoiła i zaczęła mi się patrzeć prosto w oczy, podniosła rękę i zaczęła jeździć nią po moim podbródku i szyi. Złapałem jej rękę i odważnym głosem powiedziałem:
- Lucy musisz mnie teraz uważnie posłuchać.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Wyjrzyj przez okno.
Wyjrzała i momentalnie zaczęła się wyrywać, wpadła w histerię i krzyknęła:
- Co się dzieje?!
- Nie, posłuchaj mnie.
- Nie, chce do domu!
Przymknąłem swoją ręką jej twarz, przez co nie mogła nic powiedzieć.
- Słuchaj! Musisz wejść do domu i iść po swoją najważniejszą rzecz, którą dostałaś od mamy, rozumiesz, chodzi mi o naszyjnik.
Lucy zabrała moją dłoń i powiedziała:
- Skąd wiesz o tym naszyjniku?
- Ja wszystko wiem o tobie księżniczko. Uśmiechnąłem się, a dziewczyna się oburzyła i powiedziała:
- Nie mogę tam iść.
- Dlaczego?
- Jest tam.. moja..
Nie dokończyła.
- No kto?
- Ymm współlokatorka.
- To wejdziesz tak, aby nie mogła cię usłyszeć, dobrze?
- Ale nie wejdę, bo alarm się włączy.
- A co jest potrzebne, aby się nie włączał?
- Klucze..
Wysiadłem z auta i zajrzałem do bagażnika, gdzie otworzyłem walizkę i zacząłem szukać po kieszeniach jej spodni, kluczy. W przednich nie było, ale w tylnej.. bingo. Spakowałem ją i usiadłem tam gdzie wcześniej.
- Masz. Podałem jej klucze i powiedziałem:
- Uda ci się.
Wysłała mi sztuczny uśmiech. Widziałem jak idzie w stronę domu i otwiera furtkę, dziewczyna po czasie zniknęła w ogrodzie.

~Lucy

Wysiadłam z auta i powolnym krokiem szłam do bramy, zatrzymałam się przed nią i otworzyłam ją. Weszłam , teraz tylko musi mi się udać wejść do środka i wyjść cała, nie chcę aby Amy mnie zauważyła, nie chce jej bólu psychicznego, boję się o nią, tak mi jej brak, zaraz ją zobaczę, ale kiedy mam myśl, że tylko na pare minut i z powrotem muszę wracać bo mi zagraża śmierć jest okropna. Stałam przed drzwiami, może są otwarte, rzadko, kiedy je zamykała. Pociągnęłam za klamkę w dół i otwarte, ona nie może ich zostawiać otwartych, cholera. Postawiłam but na podłodze po , której chodziłam ostatnio przed porwaniem, brakowało mi tego domu. Przeszłam kilka kroków i  przysunęłam się do ściany serce biło mi jak opętane,  wychyliłam się i zobaczyłam Amy, która jak w dzień w dzień leży na kanapie i ogląda TV, bardzo to typowe. Uśmiechnęłam się do siebie. Przed sobą miałam drzwi prowadzone do pokoi, przeszłam daleko za jej plecami i po cichu weszłam na górę. Weszłam do mojego pokoju, był tak taki sam jak po moim ostatnim pobycie, nic nie ruszone, wszystko na swoim miejscu. Podeszłam do szkatułki, gdzie znajdowała się tam rzecz, którą mam mu znieść. Wzięłam wisiorek do ręki, przypomniałam sobie, jak dostałam go od mamy na 11-ste urodziny, wspominałam te wspaniałe czasy. Na policzkach pojawiły się nie liczne łzy, dlaczego tak musi teraz być?! Co ja takiego zrobiłam?! Chciałam się rozpłakać na cały dom, ale Amy jest na dole, a nie chce, żeby mnie zauważyła. Wyszłam pospiesznie z pokoju, zeszłam po schodach, przybliżyłam się do framugi i wyjrzałam na lewą stronę, nie ma jej! Kurwa, gdzie ona jest. Nagle usłyszałam jak spłukuję się spłuczka, jest w łazience. Muszę uciekać, ale drzwi zamknęła, przecież ona nigdy ich nie zamyka! Pewnie jak wstawała zauważyła, że nie zamknęła, super. Przeszłam szybko do kuchni, schyliłam się za blatem, dziewczyna wyszła z łazienki i poszła na te same miejsce co wtedy. Kurwa, jak ja teraz wyjdę, przecież ona mnie usłyszy, na bank. Wstałam i pomyślałam, że wyjdę przez okno podeszłam do kuchennego okna, otworzyłam je i stanęłam na blacie, po czym złapałam się framugi i wyjrzałam, nie jest zbyt wysoko. Skoczyłam.. usłyszałam jak coś się łamie, poczułam jak cholernie mnie boli ręka, kurwa, zaczęłam się zwijać na trawie z bólu, dotknęłam trochę rękę i od razu tego pożałowałam, jak to kurwa boli. Chwyciłam się ściany i jak najciężej wstałam na nogi, cała się trzęsłam, chwyciłam okno i je przymknęłam, aby nie było, że ktoś się włamał. Syczałam z bólu, ledwo co szłam, muszę dojść teraz do samochodu. Przechodząc traciłam przytomność po woli z bólu, ale musiałam przezwyciężyć ból. Ustałam i szłam prosto do auta, otworzyłam bramę i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam krzyczeć z bólu.
- Co się drzesz? Chłopak zakrył dłońmi uszy.
- Jedź! Kurwa jedź! Wykrzyknęłam jak najgłośniej.
Niall ruszył z piskiem opon i się spytał:
- Co ci się stało?
- Nie wiem, chyba złamałam rękę.
Chłopak przeklął pod nosem i powiedział:
- Musimy jechać do szpitala.
Spojrzałam się na niego i spytałam:
- Oni mnie poszukują prawda?
Kiwnął głową i powiedział:
- Dlatego jedziemy teraz do Irlandii.
- Że co? Krzyknęłam
- Że to, musimy się ukrywać, oni mogą tam przyjechać skąd uciekamy i zabiją nas obojga.
- Super.
- Musisz wytrzymać przynajmniej 3 godziny.

Zrobiłam krzywą minę i spoglądałam przez okno, chłopak jechał jak najszybciej. Próbowałam zasnąć, aby nie czuć bólu, skuliłam się w kłębek i przysnęłam.
Obudziły mnie jakieś hałasy, nie wiem o co chodzi, przetarłam oczy i obejrzałam się do okoła. Byłam w jakimś przytulnym pokoju, innym niż tamten, ten był jakby też zadbany, ale przez kobietę. Usiadłam na łóżku i zauważyłam duży zegar przede mną, wskazywał godzinę 18:30. Kurwa ile ja przespałam? Jestem chyba na coś chora. Wstałam i wyszłam powolnie z pokoju. Czułam coś ciężkiego na mojej lewej ręce, spojrzałam i zauważył, że mam gips? Jak on to zrobił?! Co? Przeszłam krótkim korytarzem, weszłam na schody, na ścianach wisiały obrazy, rodziny i był na nich mały Niall, tak mi się wydaje. Przyglądałam się mu, on miał brązowe włosy? Zabawnie wyglądał, obok niego był jakiś nastolatek i mężczyzna. Usłyszałam jak ktoś się odzywa: 
- Jak się spało? 
Uderzyłam gipsem barierkę od schodów i prawie zleciałam, to był Niall, chłopak zaczął się śmiać ze mnie, pewnie wyglądam jak jakiś cyborg z tym gipsem. 
- Dobrze. Odpowiedziałam na spóźnione pytanie. 
Zeszłam do niego i stanęłam przed nim, po czym powiedział:
- Podoba ci się tu?
- Jesteśmy już w Irlandii? 
Chłopak kiwnął głową, po czym powiedział:
- Chodź do kuchni. Dał gest ręką. 
Szłam za nim, całe ściany były w tapetach w kwiatki, różnokolorowe, aż oczy bolą, wszystko było posprzątane i tak jakby powiedzieć jakby jakaś babcia to urządzała. To dziwne, że morderca mieszka, lub mieszkał w takim domku. 
Przyglądając się ścianą, weszliśmy do niewielkiej kuchni przystrojoną żółtymi kafelkami i wielkimi szklanymi drzwiami, które prowadzą na taras. Ogród był pusty, była tam tylko ławka i pare drzewek. 
-Więc zjesz coś? 
-Tak, jasne. 
Usiadłam przy stole i zaczęłam się bawić obrusem. 
Chłopak coś gotował, gryzło mnie jedno pytanie, zapytałam się go: 
-Więc opowiesz mi jakim cudem mam gips na ręce? 
-Wiesz dla zawodowego zabójcy to nic trudnego. Posłał mi uśmiech. Chyba ta Irlandia pozytywnie na niego działa. 
-To powiesz? 
-No to, nie chciałem cię budzić, więc, kiedy już byliśmy na miejscu postanowiłem, że zadzwonię do mojego kolegi, który kiedyś pracował w szpitalu. Mieszka nie daleko i kiedy przyjechał, założył ci gips. 
-Niebywałe. Powiedziałam sarkastycznie. '
-Masz. 
Podał mi talerz, na nim była zapiekanka. Znowu pokazał swoje kuchenne talenty. 
Niall wyszedł na taras, zamykając przy tym drzwi. Widziałam jak zapala papierosa i  do kogoś telefonuje, nie wiem o czym mówi bo nie słyszę. Kiedy skończyłam jeść, poszłam zmyć ten talerz. 
-Nie musisz tego myć. 
Usłyszałam za sobą jego głos, nie odwracałam się, czułam jego oddech na moim karku, przeszedł mnie dreszcz, zamknęłam oczy i modliłam się, żeby sobie poszedł. Poczułam jak odgarnia mi włosy na jedną stronę, poczułam jego zimne usta na szyi. Zaczął mnie całować, położył swoje ręce na moich biodrach. Zaczął mną kołysać, czułam, że talerz mi się zsuwa z ręki, upadł. Zrobił się wielki huk, Niall się ode mnie oderwał i powiedział: 
-Powtórka z rozgrywki? 
Odwróciłam się i powiedziałam: 
-Przepraszam. 
Chłopak się schylił i zaczął zbierać kawałki stłuczonego talerza. 
Wyszłam z kuchni, nie chce żeby do czegoś doszło, nie znam go za bardzo, a już za dużo było. Wiem, że chce mnie uratować, ale nie chce. Za bardzo myślę o Amy, za wiele wspomnień. 
-Już sprzątnąłem, co chcesz robić? 
-Jest tu łazienka? 
-Tak, na górze, pierwsze lewe drzwi od lewej. 
Kiwnęłam i poszłam szybkim krokiem na przód, usłyszałam za sobą: 
-Ręczniki są w szafce pod zlewem, zaraz ci przyniosę czyste ubrania. 
Nie odwróciłam się tylko wbiegłam po schodach na górę. Weszłam do łazienki i czekałam na niego. 
Wszedł chyba po 10 minutach, chyba myślał, że mnie tu zastanie umytą i w samym ręczniku, mylił się. 
-Proszę, trzymaj.
-Dzięki. Powiedziałam oschle. 
-Ej co ci jest? 
-Nic
-Patrz na mnie, co ci? 
-Musisz taki być?! Najpierw jesteś idiotą, który mnie bije, a teraz się zachowujesz jak niańka?
-Masz rację, przepraszam, że tak się zachowywałem, ale zrozum, że mi na tobie zależy i mi zaufaj. 
-Nie mogę.
-Zaufaj mi. 
-Nie, wyjdź stąd! 
Chłopak wyszedł wkurwiony, trzaskając przy tym drzwiami. 
Nie wiem czy mogę mu zaufać, wszystko się za szybko potoczyło, porwanie, przetrzymywanie, przeprosiny, to jak mnie uderzył, a teraz znowu jest aniołkiem, to jest okropne. Oczywiście chce, aby ktoś się o mnie troszczył, nie wiem po tym czy mogę mu zaufać, on chce mi pomóc, muszę to wszystko przemyśleć. 





_____________________________________________________________________

CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 

Hej jest już 8 rozdział, więc zapraszam do komentowania, bo pod ostatnim postem było mało, może teraz ktoś spojrzy na regułę, (oczywiście nie wszyscy) że jeśli czytasz, komentujesz;)
Ilysm @Horan__HugMe x 

10 komentarzy:

  1. Boskie *-* kocham te fanfiction! Będę czytać i komentować :) świetnie ci idzie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze cudowne:**
    Czekam na następną Cześć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział ♥
    Czekam na następny :)

    ilysm xx

    @Niall_my_Angel

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział. Bardzo mi sie podoba. Tylko zwróć większą uwagę na pisownię i błędy .
    Pozdrawiam i weny życzę.
    @Kathyjkatt

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Czekam na next
    @Luv_My_Niall_

    OdpowiedzUsuń
  6. cudowny ♥
    czekam na kolejny rozdział :)
    ily @luvmyhorann

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzisiaj zaczęłam czytać i już się wciągnęłam :)
    Rozdział jest świetny i podoba mi się, że rozdziały nie są krótkie.
    Tak mi jej szkoda, że złamała rękę ale Niall się nią zaopiekował, to chociaż tyle.
    Czekam na następny i życzę weny ily x
    @livehappi

    OdpowiedzUsuń
  8. NAJLEPSZE FF JAKIE CZYTAŁAM! PROSZĘ SZYBKO DODAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ! KOCHAM TO! ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Masłooooo wita panne M ;)
    No więc ten tego nie będę się rozpisywać, bo mam jeszcze do nadrobienia 845321596324 ff, więc krótko i na temat.
    Zajebisty i nie mogę się doczekać następnego
    Weny :) xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Za bardzo wciąga :) Rozdział cudowny jak każdy x

    OdpowiedzUsuń