~Lucy
Kiedy smacznie spałam, wyrwał mnie płacz
malutkiego Theo. Podniosłam się do siadu i spojrzałam na niego . Wzięłam go z
łóżka i przytuliłam do siebie. Mały nadal nie przestawał płakać. Nagle
usłyszałam głośne burczenie dochodzące z jego brzuszka. Wzięłam go na ręce i
zeszliśmy do kuchni . Posadziłam chłopczyka na krześle i zaczęłam przygotowywać
dla niego mleko w proszku. Po chwili było gotowe i mogłam go nakarmić .
Wzięłam Theo na rączki i przenieśliśmy się do salonu. Włączyłam telewizor i
patrzyłam jak Theo sam pije z butelki. Sądziłam, że trzeba będzie mu pomóc czy
coś . Jak na razie wychodzi mu to świetnie. Wróciłam do oglądania telewizji i
co chwila spoglądałam na chłopca jak sobie radzi. Niedługo po tym butelka była
już calkowicie pusta. Chłopiec zrobił się senny dlatego położyłam go na
kanapie.
W międzyczasie próbowałam dodzwonić się do
Niall’a, na próżno. Ciągle włączała się poczta głosowa. No nic.
Pomyślałam. Zostało mi tylko czekać, aż wróci do domu. Spojrzałam na Theo,
który już spał. Jest strasznie podobny do Niall’a. Delikatnie wyciągnęłam
butelkę z jego rączek i ruszyłam do kuchni ją umyć. Stanęłam przy zlewie i
spojrzałam przez okno. Z wrażenia aż wypadła mi butelka z rąk.Dom Daphne się palił! Wybiegłam z kuchni i szybko założyłam buty. Wbiegłam na posesję staruszki i buchnęło we mnie gorąco. Wyjęłam telefon ze spodni i wybrałam 112.
-Halo? Odezwał się ktoś w słuchawce.
-Wybuchł pożar. Mullingar, Blackhall Street 29A, proszę przyjedzcie szybko. W środku może być starsza kobieta.
- Dobrze, już wysyłam straż pożarną i karetkę. Najlepiej będzie jeżeli poczekasz na zewnątrz . Nie wchodź do budynku, nie wiesz w jakim jest stanie, zawsze może się zawalić kiedy będzieszw środku. Możesz się już rozłączyć, czekaj na zewnątrz na karetkę.
- Dobrze. Rozłączyłam się. Przypomniało mi się, że zostawiłam Theo. W domu. Samego. Szybko pobiegłam do niego. Na szczęście jeszcze spał. Wzięłam go na ręce i wyszliśmy z domu. Zauważyłam podjeżdżającą karetkę i wóz strażacki. Strażacy wyskoczyli z niego i pobiegli do domu. Jeden z nich odkręcił wąż i zaczął lać wodą na dom.
Zrobił się straszny hałas ,dlatego wróciłam do domu. Nie chciałam by Theo się obudził. Położyłam go w nosidełku, którego wcześniej nie
zauważyłam. Spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Niall’a ale kolejny raz włączyła się poczta głosowa. Wyjrzałam przez okno, jeden zestrażaków wyniósł na rękach ukopconą Daphne. Wzięłam nosidełko w jedną rękę, w drugą chwyciłam klucze, telefon i portfel i wyszłam z domu. Zamknęłam kluczami drzwi od domu.
Może źle zrobiłam podejmując tą decyzję, ale wydawała mi się słuszna. Pobiegłam do karetki gdzie na noszach leżała Daphne. Na szczęście byłaprzytomna. Jeden z ratowników podszedł do mnie.
- Mogę z nią jechać? Zapytałam przerażona.
- Kim dla niej jesteś? Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Jestem ... jej wnuczką! Jej, coraz lepiej idzie mi kłamanie. Wsiadłam do karetki, położyłam sobie nosidełko na kolanach i złapałam Daphne za rękę.
- Daphne , wszystko okej? Jak to się stało? Zapytałam zdezorientowana tym co właśnie się stało.
- No więc... chciałam upiec dla Was ciasteczka, ale musiałam zasnąć po wstawieniu ich do piekarnika. Obudziłam się cała w dymie a później strażak wyniósł mnie z domu.
Zrobiło mi się przykro. Ona chciała zrobić po raz kolejny coś miłego dla nas a takie nieszczęście ją spotyka. Uśmiechnęłam się smutno do niej i spojrzałam na Theo. Spał spokojnie w swoim nosidełku. Niedługo później byliśmy już pod szpitalem. Ratownicy wyciągnęli Daphne z karetki i zawieźli ją do sali 79.
Przez cały czas szłam za nimi. Musiałam usiąść przed salą ,ponieważ nie pozwolili mi wejść do Daphne.
Po około 20 minutach z sali wyszedł lekarz i w końcu pozwolono mi wejść do niej. Wzięłam nosidełko ze sobą i otworzyłam drzwi. Daphne leżałana łóżku podpięta do tych wszystkich dziwnych urządzeń, które wydawały denerwujące pikanie. Usiadłam obok niej.
- Witaj Daphne. Jak się czujesz? Wszystko okej? Może ci coś przynieść? A może zadzwonić po kogoś? Albo...
- Spokojnie, Lucy. Nic mi nie jest, nic mi nie potrzeba. Wszystko jest okej, troszkę się podpaliłam i tyle. Powinni mnie niedługo wypuścić. A kogo ze sobą przyprowadziłaś? Zapytała z iskierkami w oczach.
- To jest Theo, bratanek Niall’a. Opiekujemy się nim podczas gdy jego rodzice są na urlopie. Chcesz go poznać? Uśmiechnęła się na te słowa. Ruszyłam po małego i posadziłam go jej na kolanach. W tym czasie zadzwonił do mnie telefon.
-Wyjdę na chwilę odebrać. - Powiedziałam wychodząc . Zamknęłam za sobą drzwi i odebrałam .
-Halo?
-Cześć Lucy. Gdzie ty do cholery jesteś ? To Niall. Chyba jest wkurwiony.
-W szpitalu , a ty?
-Co?! Czemu jesteś w szpitalu? Już do ciebie jadę! Chciałam odpowiedziec, ale się rozłączył.
Wróciłam do sali. Daphne mówiła coś do Theo, a on słodko się zaśmiał. Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie. Jest tutaj dobry widok na parking. Ciekawe, dlaczego Niall wraca dopiero teraz.Spytam się go o to później. Postanowiłam wyjść na zewnątrz i poczekać tam na chłopaka.
- Daphne, wychodzę na chwilę po Nialla, mogłabyś się zaopiekować Theo? Zapytałam wychodząc. Kobieta pokiwała głową i wyszłam. Po pięciu minutach byłam już na parkingu. Usiadłam na ławce i czekałam. Po chwili usłyszałam warkot motoru i wiedziałam, że Niall jest niedaleko. Nie myliłam się. Chłopak szybko wjechał na parking i zaparkował. Kiedy się odwrócił i mnie zobaczył na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech.
-Cześć Lucy. Powiedział podchodząc do mnie.
-Cześć. Odpowiedziałam, wstając. Przytuliliśmy się.
-Co się stało, że znajdujesz się w tym cholerny szpitalu?! Podniósł głos.
-Nam nic się nie stało, Daphne spalił się dom. Tak jakby uratowałam jej życie. Spojrzał na mnie z uznaniem. Nic już więcej nie powiedzieliśmy. Niedługo później weszliśmy do sali. Daphne bawiła się z Theo małym autkiem, które leżało w jego nosidełku.
-Witaj Daphne. Jak się czujesz? Zapytał Niall.
-Nie jest źle słońce , ale mogłoby być lepiej. Niall wykrzywił twarz w grymasie na słowo „słońce” Zaśmiałam się cicho na jego reakcje. Chłopak podszedł do Daphne i wziął Theo na rączki.
-Przepraszam Daphne , ale musimy już iść . Do widzenia. Wzięłam w rękę nosidełko i pomachałam sąsiadce.
-Lucy, poczekaj. Dziękuję za uratowanie życia. Jestem ci naprawdę wdzięczna. Uśmiechnęłam się na jej słowa.
-Nie ma za co, Daphne. Odpowiedziałam i wyszliśmy. Na parkingu pojawił się kolejny problem. Nie mogłam wsiąść z Theo na motor. Niall zamówił dla nas taksówkę i czekał, aż przyjedzie. Wsiadłam do niej, Niall na motor i razem ruszyliśmy do domu. Po 20 minutach byliśmy już pod domem. Chłopak zapłacił kierowcy i wysiadłam razem z Theo z samochodu. Kiedy już poradziłam sobie z nosidełkiem Niall był już w mieszkaniu. Wziął ode mnie nosidełko i zaniósł je na górę. Ja wzięłam Theo do kuchni i zrobiłam mu mleko. Po paru minutach chłopiec leżał już najedzony i śpiący na górze, w sypialni. Pocałaowałam go w czoło i zeszłam na dół. Usiadłam na sofie obok chłopaka.
-Obejrzymy cos? Zapytałam.
-Ok. Razem z Niallem postanowiliśmy obejrzeć jakiś film na DVD. Kiedy przeglądałam filmy, znalazłam kasetę z dzieciństwa Niall’a. Włożyłam płytę do odtwarzacza i czekałam na Niall’a , który miał przynieść popcorn. Po chwili chłopak przyszedł do mnie z pełną miską popcornu. Kliknęłam 'START' na pilocie i zaczęło się. Niall nagle stał się nerwowy, wziął pilota i kliknął pauzę.
-O co chodzi Niall? Zapytałam zdziwiona.
-O nic, po prostu nie będziemy tego oglądać. Powiedział ostro.
-Dlaczego mamy tego nie oglądać?
-Bo nie Lucy! Nie chcę tego oglądać i nie będę tego oglądać! Podniósł głos.
-No proszę, Niall, obejrzymy to, proszę, proszę, proszę. Zrobiłam maślane oczy. Chłopak niechętnie się zgodził i kliknął 'START'. Na ekranie zaczęły pojawiać się filmiki z Niall’em od najmłodszych lat. W pewnym momencie zobaczyłam najsłodszą rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Cztero, może pięcioletni Niall bawił się z kilkoma pieskami.
-Aww, ojejku ale byłeś słodki, jeju taki słodziutki. Nie rozumiem czemu nie chciałeś mi tego pokazać. Jezu byłeś najcudowniejszym dzieckiem na świecie. Spojrzałam na niego. Miał czerwone policzki.
-Dobra, koniec tego. Powiedział wyłączając kasetę. Włączył telewizję i oglądaliśmy jakąś denną komedię romantyczną.
"Przerywamy program by nadać ważny komunikat. Dziś z samego rana w Londyjskiej rzece znalezione zostały dwa, nieżywe ciała. Oraz jedno ciało sprzedawcy biletów, London Eye zostanie zamkniete na czas nieokreślony. Potencjalni świadkowie tego wypadku proszeni są o natychmiastowe zgłoszenie się na policję."
Kiedy to
usłyszałam, nie mogłam nic powiedziec, zatkało mnie, spojrzałam na chłopaka,
który siedział bez ruchu, jakby wszystko straciło sens, przełknęłam
powoli ślinę i spojrzałam na telewizor, w którym pokazują jak wywołują martwe ciała, wywiad z policjantami, którzy zaczęli mówic o
znalezionym wisiorku --znaleźliśmy srebrny wisiorek, który może dac nam jakieś ślady,
może to była kobieta, kamery zostały zaklejone, nie zdążyliśmy na czas
przyjechac, jeśli ktoś był w pobliżu proszę do nas zadzwonic, znajdziemy sprawcę, jak najszybciej
tylko możemy. Nagle telewizor zgasł, Niall podniósł się z miejsca, ręcę położył
za kark i zaczął chodzic po pokoju, cały zdenerwowany, jakby nie wiedział co ze
sobą zrobic, kiedy przestał wszedł do pokoju obok salonu. Nie wiedziałam co to
za pokój, poszłam w bezpiecznej odległości za nim, pokój wyglądał jak biuro bogatego biznesmena, widziałam jak
chłopak podnosi telefon stacjonarny i do kogoś dzwoni, przyciskał cyfry bardzo
mocno jakby chciał zaraz rozniesc ten dom, po paru chwilach odezwał się:
-Halo? Liam,
policja nas szuka, jesteśmy w dołku, musimy wszystko omówic, przyjedz do mnie,
do Irlandii. Niall
odłożył słuchawkę i oparł ręce na biurku, stał tyłem do mnie, nie wiedziałam
jak mam do tego podejsc, stałam w drzwiach i patrzyłam się na niego, może się odezwac, albo lepiej nie,
jest zdenerwowany. Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie po czym powiedział
cicho, ale tak żebym ja usłyszała:
-To jeszcze
nie koniec. Co nie koniec? Co ma na myśli, chce się zemscic na kimś, kurwa on nigdy nie odpuszcza.
Niall ruszył w moją stronę i kiedy był przy mnie posłał mi dziwne spojrzenie,
odszedł na górę zostawiając mnie tu samą. Kto to Liam? On tu ma przyjechac,
zobaczy mnie. Chyba, że się schowam. Wbiegłam na górę po schodach i podeszłam
do pokoju chłopaka, który leżał i wpatrywał się w sufit. Nie nadaję się do
rozmów w takich dziwnych sytuacjach, bo nigdy się w takiej nie byłam. Mam go
pocieszyc? Cały czas się na niego gapiłam, stałam nieruchomo jak rzeźba, jemu
to nie przeszkadzało. Chyba przerwę tę ciszę.
-Nia..
-Luc..
Powiedzieliśmy
w tym samym momencie, chłopak usiadł i się uśmiechnął. Jego krzywy, szczery uśmiech
posłał w moją stronę. Wysłałam mu mały uśmieszek, poklepał siedzenie obok, jak
wtedy w Londynie, mam deja vu.
Powoli
przysiadłam się do niego, objął mnie ramieniem i powiedział:
-Chyba
jesteśmy dla siebie przeznaczeni.
-Chyba nie..
nie wiem, raczej nie. Odpowiedziałam niepewnie.
-Tak..Więc
co robiłaś jak mnie nie było? Zapytał, jakby go to interesowało.
-Emm no
wiesz spałam.
Chłopak
pokręcił głową i powiedział:
-Jak tam ręka?
Podrapał się po głowie i powrotem położył na moim ramieniu.
-Złamana.
Chłopak zastukał w gips i się uśmiechnął, nagle wstał i podszedł do szafki, z
której wyjął gruby marker.
-Co będziesz
robił? Uśmiechnęłam się. Coś się częściej uśmiechamy do siebie. Ale jednak i
oddaliliśmy, on..
-Zobaczysz.
Odkręcił skuwkę, przejechał po gipsie czarnym markerem raz, drugi, nie
wiedziałam co rysuje, bo zasłonił ręką. Po paru minutach, musiałam czekac, aż
tyle, zabrałam rękę i ujrzałam dwóch patyczaków trzymających się za ręce.
Kąciki ust się poszerzyły, przyjrzałam się, zobaczyłam też dodatki w rysunki,
ludziki trzymały różne rzeczy, które je uosabiają ich. Jedna kreska prowadziła
z imieniem Lucy, spojrzałam na nią i miałam poczochrane włosy, gips, naszyjnik
i latarkę. Zaśmiałam się na cały pokój, Niall się spytał:
-Z czego się
śmiejesz?
-Czemu
trzymam latarkę? Zapytałam śmiejąc się.
-Bo boisz
się ciemności. Odpowiedział poważnym, ale spokojnym głosem.
-Oh..
Spojrzałam
się na obrazek przedstawiający Niall’a. Trzymał
paczkę papierosów, pistolet, nóż, jakąś paczkę, pewnie prochy i złamane serce.
Czemu trzyma złamane serce? Ktoś mu złamał serce, kto?
-Czemu
trzymasz złamane serce? Spytałam jak najlżej.
Chłopak
spojrzał się na mnie i odwrócił wzrok.
-Miałem kiedyś
najlepszą przyjaciółkę, nawet jakby dziewczynę, ale zostawiła mnie. Po tych
słowach z powrotem na mnie spojrzał.
-Jak miała
na imię? Może lepiej było nie pytac, ale za późno.
-Megan..
Wyszeptał.
Po czym
dodał:
-Możemy przejść
do innego tematu?
Kiwnęłam
głową i zastanawiałam się nad tym jakie pytanie mu zadac i nagle wpadłam na
jedno dobre pytanie.
-Więc jeśli
jesteś taki zły, czemu nie masz tatuaży?
Niall’ a
zdziwiło to pytania i podtrzymał przez chwilę głowę po czym odpowiedział:
-Ale planuję
sobie zrobic.
-Jasne.
Zażartowałam.
-Tak.
Powiedział głosem, który znaczył, żebym przestała mu dogryzac.
-Ok., więc
jaki planujesz sobie zrobic? Zapytałam z zaciekawieniem.
-Jeszcze nie
wiem. Powiedział.
-Jesteś
głodna? Zapytał.
Pokręciłam
głową. Wstałam pierwsza z łóżka i zeszłam na dół, chłopak szedł za mną przez
cały czas. Zatrzymałam się przy lodówce, Niall oparł ręce po oba stronach
lodówki, czyli nie mam jak wyjśc.
-To co jemy?
Zapytałam czując się niezręcznie, stał za mną czułam jego tors na moich
plecach. Przeszły przeze mnie lekkie dreszcze.
-Wybierz
coś. Zaproponował.
Nie
wiedziałam co wybrac, nie mogłam się skupic, przez niego. Kiedy już wyciągnęłam
rękę po truskawki i bitą śmietanę, poczułam bliżej oddech chłopaka, zaczął
całowac moją szyję. Wzięłam do ręki bitą śmietanę, otworzyłam ją i momentalnie
nią psiknęłam w chłopaka. Zaśmiałam się, on również. Było widac po jego twarzy,
że chce rywalizacji. Widziałam jak bierze do ręki drugą bitą śmietanę, no
kurwa.
Stał w
przejściu, więc nie miałam jak przebiec do salonu. Miałam tylko ogród,
otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz. Zimne powietrze opanowało moją skórę,
poczułam że już mam gęsią skórkę. Odwróciłam się i zauważyłam, że Niall idzie
za mną. Szłam przez chwilę tyłem, ale kiedy zobaczyłam , że zaczyna do mnie
biec, odwróciłam się i z całą prędkością pobiegłam na przód domu. Zatrzymałam
się, nigdzie go nie było, zniknął. Gdzie on jest? Otworzyłam drzwi i weszłam do
domu. Potarłam ręką zimną skórę, żeby ją szybko ocieplic. Rozglądałam się po
domu, nie ma go. Po woli wchodziłam na górę, kiedy już byłam tam, zajrzałam do
jego pokoju, też nie ma. Zrezygnowana wyszłam, ale w korytarzu stał on. Kurwa,
już po mnie. Nie mam jak uciec chyba, że przez barierki i złamac sobie drugą
rękę, Co było złym pomysłem. Uciekłam do jego pokoju i schyliłam się za łóżko,
postanowiłam, że wejdę pod łóżko. Widziałam jego nogi, szukał mnie, mój brzuch
się ściskał z przyjemności, co się ze mną dzieję? Mój brzuch się napiął jak
zobaczyłam, że się schyla.
-Tu cię mam.
Powiedział zwycięskim głosem.
Kurwa nie,
nie zobaczyłam go bo dostałam w twarz białą pianą i zacisnęłam oczy. Wyszłam z
zamkniętymi oczami spod łóżka i wytarłam trochę śmietany z oczu. Zaśmiałam się,
zobaczyłam chłopaka, który się cieszył.
-Co się
cieszysz? Powiedziałam.
-Wygrałem.
-Remis.
-Jak to?
Nie
spodziewał się tego, wypryskałam w jego stronę bitą śmietaną, zaczęłam do niego biec, myślałam, że ucieknie, ale się z tym przeliczyłam. Wpadłam prosto w
jego objęcia. Trzymał mnie bardzo blisko siebie.
-Ładnie ci z
białym na twarzy. Powiedział sarkastycznie.
Wytarłam
dokładnie twarz ręką i przejechałam po policzku chłopaka nią i powiedziałam:
-Tobie też.
Uśmiechnęłam się. Niall się nachylił i mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek,
uśmiechnął się do mnie i przytulił jeszcze mocniej. Po czym powiedział:
-Jesteś
moja.
Nie jestem,
na razie nie. Ścisnęłam usta, żeby nic nie powiedziec.
Wyrwałam się
z jego uścisku bo usłyszałam dzwonek drzwi.
-Zostań tu.
Rozkazał. Pokiwałam głową. Podał mi bitą śmietanę i wyszedł.
Usiadłam na
łóżku i rozmyślałam nad tym co właśnie się wydarzyło.
~Niall
Dziewczyna
zaczęła biec w moją stronę, nie reagowałem, chciałem zobaczyc jej reakcje, była
zdezorientowana, bo myślała że ucieknę. Objąłem ją wokół i przycisnąłem do
siebie. Muszę jej to powiedziec bo nie wyrobię.
-Ładnie ci z
białym do twarzy. Zażartowałem i się uśmiechnąłem.
Lucy się
uśmiechnęła i wytarła policzek, po czym po moim. Teraz mi ładnie do twarzy z
białym. Dzięki Luc.
-Tobie też.
Powiedziała uśmiechając się do mnie, kocham ten uśmiech, kocham te oczy, usta,
nos, wszystko w niej kocham. Nachyliłem się nad nią i ją pocałowałem. Chce żeby
ta chwila trwała wiecznie. Kiedy skończyłem, przytuliłem ją jeszcze mocniej. I
powiedziałem:
-Jesteś
moja. Nic nie odpowiedziała. Dziewczyna oparła głowę o mój tors, nie wiem jak
zareagowała na te słowa, pewnie jej źle jest ze mną. Ona musi mi zaufac. Po
chwili się wyrwała, bo zadzwonił dzwonek, Liam.
-Zostań tu.
Rozkazałem i podałem bitą śmietanę. Zamknąłem za sobą drzwi i zbiegłem na dół.
Otworzyłem drzwi chłopakowi. Przywitaliśmy się i usiedliśmy w kuchni.
-Chcesz coś
do picia? Zapytałem.
-Piwo.
Podpowiedział. No mi tez chce się piwa.
Wyjąłem dwie
zimne, szklane butelki. Podałem mu jedną, otworzyliśmy o blat kuchenny, tak jak
zawsze. Wzięliśmy łyka i posłałem mu gest żebyśmy przeszli do salonu. Szedł za
mną, usiedliśmy na kanapie.
-Więc
znaleźli te ciała.. I co teraz?
-Nie wiem,
Harry pewnie zadzwoni.
-To jest
pewne, a tak w ogóle to jak tam twoja zdobycz? Zapytał popijając piwo.
-Eh no
wiesz, śpi, dałem jej leki usypiające. Skłamałem. Nie powiem mu, że się w niej
zadurzyłem i planuję jej nikomu nie oddawac.
-Pokaż mi
ją. Powiedział.
-Eh, ale..
no dobra.
Kurwa, co ja
wyrabiam. Weszliśmy obydwoje na górę, stanąłem przed drzwiami i po woli
otworzyłem drzwi, dziewczyna siedziała na łóżku. Dałem jej znak, że za mną ktoś
jest. Lucy wstała, Liam wszedł do środka i butelka mu prawie wypadła z ręki. Co
do chuja?
-Nie mówiłeś,
że to taka laska! Wykrzyczał mi w twarz. Lucy się zarumieniła i zdziwiła.
-Emm taa nie
mówiłem. Zacisnąłem zęby i spojrzałem na ścianę, stukając w framugę drzwi.
-Więc jutro
Harry ją zabiera? Zapytał.
Nie, nikt
jej nie ma prawa dotknąc.
-Eh, Liam
musimy pogadac.
Chłopak
odłożył piwo i wsadził ręce do kieszeni jeansów.
-Mów.
-No to, nie
chce jej oddac, musimy zabic harry’ego, taki jest mój plan. Sami przejmiemy skrytkę
z kasą.
Liam opuścił
wzrok w dół i zaczął się kiwac.
-Stary czemu
mi nie powiedziałeś, że się w niej zakochałeś i się o nią boisz? Horan widac po
tobie, że coś cię dręczyło i teraz wiem co. Wskazał na dziewczynę.
-Właśnie.
Przytaknąłem.
-Pomogę ci.
Zabrał piwo ze stolika i napił się.
-Ok, czekamy
na ich ruch, to będzie niebezpieczna rutyna.
-Wchodzę w
to.
Uśmiechnąłem
się i przybiłem piątkę z nim.
-A co z
wisiorkiem?
-Musimy go mieć,
Harry zapewne załatwi jakoś, że go zabierze policji.
-Muszę już
leciec, miło było cię poznac…?
Dziewczyna
podeszła, uścisnęła rękę i powiedziała:
-Lucy.
Odpowiedziała.
-Liam.
Uśmiechnął się.
Zeszliśmy na
dół we troje i pożegnałem Liam’a. Dziewczyna stała koło mnie, nie wiedziała co
zrobic, skrzyżowała ręce i skupiła wzrok w ziemię.
-Lucy co
jest?
-Nic. Odpowiedziała.
-Widzę, że
coś ci jest. Podniosłem jej podbródek, tak jak często to robię. Spojrzała na
mnie i powiedziała:
-Ufam ci.
_______________________________________
Mały Niall i pieski
________________________________________________________
Hej no więc poprawiłam ten rozdział, jest dłuższy, prosze o komentarz.
Hej , tu @Kociag xd. Mam nadzieje , że rozdział się podoba. Za wszystkie bledy, braki przecinkow itd bardzo przepraszam , ale pisałam rozdział na tel XD
przepraszam za spam i wgl ale zapraszam na moje tlumaczenie him-harry-styles.blogspot.com


Ciekawe co teraz, pewnie będzie go wypytywać o to zabójstwo, świetny rozdział czekam na next :) @Mardalenka
OdpowiedzUsuńSuper
OdpowiedzUsuńŚwietny 😊😊😊
OdpowiedzUsuńTrochę krótki ;c Ale super ;) Nwm czy tylko mi się tak wydaje, ale Niall stał się jakiś obcy wobec Lucy ;/
OdpowiedzUsuńświetny rozdział, krótki ale super, brakuje mi tej namiętności Nialla do Lucy xd czekam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuń@princessselenka
Genialny *-*
OdpowiedzUsuń@megatightening
Genialny *O*
OdpowiedzUsuń@Meee_xd
~Camilla x
szkoda że taki krótki ale na prawdę, na prawdę świetny :* nie mog doczekać sie następnego ! Weny życzę i powodzenia w dalszym prowadzeniu ;) @luv_1d_bromance x
OdpowiedzUsuńps zapraszam także do mnie na http://the-policeman.blogspot.com oraz http://selection-fanfiction.blogspot.com/ xx
Genialny szkoda ze taki krótki (:
OdpowiedzUsuńwięcej, więcej! <3 <3
OdpowiedzUsuńNext! Błagam next! :D
OdpowiedzUsuńSuper! Trzymaj tak dalej ;)
OdpowiedzUsuńproszę jak najszybciej kolejne i kolejne...jest idealnie boże xx
OdpowiedzUsuńrhjuvnf zawsze kończysz w takich momentach jdnchufbu ♥ super! nie wiem jak to zrobie, ale nie wytrzymam do natsepnej srody.
OdpowiedzUsuńjezu genialny
OdpowiedzUsuńczekam na następny
@awmybrooksxx
Świetny :)
OdpowiedzUsuń@Luv_My_Niall_
super rozdział. strasznie mi sie podobał. czekam na kolejny :-)
OdpowiedzUsuń@Kathyjkatt
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńGenialny, świetny ... wow
OdpowiedzUsuńod razu się zakochałam w twoim blogu, czekam do środy na kolejny, cieszę się że Liam będzie im pomagał i że coraz bardziej się zbliżają do siebie <3
@Ra_San_
świetny <3 czekam na kolejny i obserwuję <3
OdpowiedzUsuńpozdrawiam x
@crazy_mofoxox
jejku najlepsze ff jakie czytam!
OdpowiedzUsuńsuper rozdziały!
cieszę się, że masz wene i pomysly na dalsze rozdzialy! i najwazniejsze ze sie nie poddajesz!
do nastepnego! ♥
Dobrze że dotarł cały uf...
OdpowiedzUsuńHoran chce go zabić nieźle..
Czekam na next xx
@AnneMaryClaire
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOMFG! Bdjjddhjsjddjjdggf, cudowny! *O* Chcę już nexta! :D
OdpowiedzUsuńSłowa nie wyrażą tego, co czuje czytając to.
OdpowiedzUsuńbdshbefnekrn ♥
Czekam na następny ily xx/@skrobisia
świetne !
OdpowiedzUsuńAwwwwww love_in_horse
OdpowiedzUsuń