~Lucy
Nie mam
pojęcia jak długo spałam, chciałam się przeciągnąć, ale mam związane ręce
sznurem. Zauważyłam, że koło materaca leży jedzenie. Jestem przywiązana do rury
i nie mam władzy nad rękami. Ten idiota dobrze wie, że nie mam jak tego zjeść.
Wiedziałam że jest dzień, widać było przez małe okna jak pada światło. Ciekawe
czy zejdzie mnie odwiązać, jestem bardzo głodna. Patrzyłam się w jeden punkt na
ścianie, przypominałam sobie cudowne chwile spędzone z Amy, strasznie za nią
tęsknie, to była jedyna osoba, z którą mogłabym porozmawiać i się zwierzyć,
była dla mnie jak siostra. Mam nadzieję, że kiedyś ją jeszcze zobaczę. Było
dużo kłótni, wątpliwości, problemów, ale wszystko pokonaliśmy. Pojawiało się
między nami wiele fałszywych twarzy, którzy nazywali siebie "przyjaciółmi",
ale oni tylko czekali, abym się potknęła, a oni by mnie jeszcze dobili. Taka
przyjaciółka jak Amy jest warta więcej niż tysiąc innych. Nasze najdłuższe
kłótnie trwały z dzień. To zabawne zawsze spotykaliśmy się w połowie drogi do
siebie z chęcią przeprosić. Nie ma ludzi bez wad. Same dostrzegamy w sobie
wady(np. głośno chrapie),ale je ignoruje(czasami z trudnością).Nie potrzebujemy
ich Ludzie uważają, że przyjaźń to wspólne imprezy, zdjęcia i dobra zabawa.
Fakt to też, ale przede wszystkim upijaniem się do nieprzytomności na smutno,
ocieranie łez i pójście w największe bagno, bo jest ta świadomość, że jest inna
osoba, ale nie byle jaka, bo zaufana, która nieważne co by się stało jest przy
tobie, wspiera. Nawet gdybym o 3 nad ranem do niej zadzwoniła to by odebrała i
słuchała jak przeklinam na cały świat(choć kocha spać).Ona umie ze mną
wytrzymać 24 godziny, lecz jej ciągle mało. To szalone. Nie muszę udawać kogoś
innego przy niej. Ona zna mnie na wylot. Mogę się zachowywać głupio i nie
myśli, że jestem niespełna rozumu. Po mojej mimice umie rozpoznać czy coś się
dzieje, czy chcę o tym rozmawiać. A najlepsze jest to, że udziela mi wsparcia
bez osądzania. To nie ja wybrałam taką przyjaciółkę, ani ona mnie. Przyjaciółkę
się znajduję jak skarb, jak czterolistną koniczynkę. Nagle usłyszałam jak drzwi
się otwierają Był to Niall. Zszedł po schodach. Ani razu jeszcze na mnie nie
spojrzał. Szedł w moją stronę, patrząc się na mnie, jakby chciał mnie zabić.
-Wreszcie
księżniczka wstała. Powiedział bez uczuć .
-Czas na
jedzenie. Usiadł koło materaca i wziął miskę z jedzeniem. Wziął jedną kanapkę.
-Otwórz
buzię, samolot leci. Zaśmiałam się. Niall zmarszczył czoło.
-Z czego się
śmiejesz? Zdziwiło go to że momentalnie się roześmiałam.
-Mówisz, że mam się ciebie bać, a tu
wyskakujesz z samolo... Nie dał mi dokończyć, bo wepchnął mi kanapkę do buzi.
-Teraz żuj.
Powiedział. To było takie oczywiste. Przełknęłam kawałek, a on ponownie wykonał
swoją czynność. Przez cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Trochę było to nie
zręczne. Każdy przyzna, że jest przystojny, ale jego oczy są boskie. Mogłabym
się w nie wpatrywać całymi dniami. Musiałam mu to powiedzieć.
-Masz ładne
oczy.- powiedziałam z pełną buzią. Zaskoczyło go.
-Emmm
dzięki. Ty też masz ładne. Kiwnęłam głową w podziękowaniu. Powiedział pierwszą
część niepewnie, a potem wyczułam hmmm szczerość? Po co mu to mówiłam, wyszłam
na idiotkę, ale cóż kiedy on ma zamiar mnie tu przetrzymywać i nigdy nie
spotkam mężczyzny, z którym założę rodzinę, to przynajmniej powiem co myślę.
- Możesz
mnie rozwiązać? Spytałam z powagą.
- Nie.
Powiedział i dał mi następny kawałek kanapki, nawet chyba ostatni.
Muszę się
umyć, mam nadzieję, że mi pozwoli. Nie chce, aby wchodził za mną to łazienki,
ale już trudno, chce tylko się umyć.
Kiedy już
chciał wstać, spytałam:
- Mogę się
umyć?
Opuścił
wzrok w dół, a następnie na mnie, patrzył się wzrokiem mordercy, którym jest.
Podszedł do
mnie i zaczął rozwiązywać, miał swoją twarz bardzo blisko mojej, jego oczy są
jak błękitna laguna, cały czas się na mnie patrzą, one potrafią zahipnotyzować.
Kiedy już mnie rozwiązał nadal był kilka centymetrów ode mnie. Serce mi
strasznie waliło, skupiłam się na jego bliźnie koło oka, wcześniej jej tam nie
było, pobił się z kimś? Pewnie tak, przecież to zabójca. Odetchnęłam z ulgą,
kiedy wstał i powiedział:
- Wstawaj.
Wstałam i
szłam za nim. Kiedy przechodziliśmy przez salon, było tam jak po huraganie,
dosłownie, wszystko było poprzewracane, stłuczone, przestraszyłam się. On
jednak jest do tego zdolny. Patrzyłam na niego, szedł przede mną, więc nie
widział, że go obserwuję. Mam głupią
myśl w głowie, myślę że on może zaraz wziąć ostre narzędzi e i mnie tym
zadźgać. Widzę, że jest na mnie nieźle wkurwiony. Kiedy byliśmy już na piętrze,
Niall się odwrócił. Wzdrygnęłam się i mało co nie skuliłam, za dużo myśli.
Zakryłam twarz rękami, poczułam jak chłopak kładzie na moim ramieniu dłoń.
- Lucy, co
ci jest? Spytał tak, jakby się o mnie troszczył.
- Nie
pobijesz mnie? Odsłoniłam buzie i spojrzałam na niego.
Oglądał jak
cała przestraszona się trzęsę.
- Idź się
umyj, nie rozbieraj się, przyniosę ci jeszcze ubrania.
Kiwnęłam
głową i weszłam niepewnie do pomieszczenia. Przejrzałam się w lustrze i
przejechałam ręką po policzku, na którym był wielki siniak. Jeszcze bardziej
się go boję, już sama nie wiem, czy jest miły dla mnie, czy chce mnie zabić,
chociaż, gdyby chciał już dawno by to zrobił. Zastanawia mnie, dlaczego nie
zabił mnie od razu, tylko mnie tu przetrzymuję, dziwne. Zawsze pewnie każdego
na miejscu zamordowuje. Niall wszedł z ubraniami i ręcznikiem do łazienki i mi
je podał.
- Dzięki.
Powiedziałam jak najmilej.
- Tu masz
szczoteczkę. Wyjął ze spodni. I mi ją podał. Jakie to miłe i jeszcze z
kieszeni.
Wzięłam ją i
patrzyłam z nadzieją, aż wyjdzie i tak zrobił. Bardzo mnie to zdziwiło, coś
jest nie tak z nim. Nie będę się nim przejmować, mam go gdzieś, położyłam
rzeczy na koszu do prania i się rozebrałam. Chwilę się zamyśliłam i
przypomniałam sobie, że nie zamknęłam drzwi, więc jak najszybciej przekręciłam
zamek. Uff chociaż mi nie wlezie tu jak będę brać prysznic. Weszłam do kabiny i
czułam się jak w niebie. Nie myślałam o nim, myślałam o tym, że jestem w domu i
jak tylko wyjdę spotkam tam Amy, która rzuci mi się w ramiona, że będziemy w
nocy plotkować i rozmyślać o wszystkim.
~Niall
Wiedziałem,
że czeka, aż sobie pójdę, więc nie chce już jej wkurwiać po tym jak ją
uderzyłem w policzek, miała bardzo duży siniak, musiało boleć. Zasłużyła na
niego, była nie miła, w dodatku uciekła. Muszę wyrzucić kartę i baterię, ta jej
koleżanka może dać to policji i mnie namierzą. Zbiegłem po schodach do kuchni,
wysunąłem szufladę, wziąłem młotek i nożyczki. Wyjąłem z kieszeni kartę,
momentalnie ją poobcinałem na najmniejsze kawałki, następnie położyłem baterię,
którą zacząłem rozbijać młotkiem. Dobra, zniszczyłem. Szybko wyrzuciłem i
oparłem się na blacie zdychając powietrze. To mogło się źle skończyć, gdybym
nie zszedł, wtedy do kuchni. Mogła wszystko wygadać, ale jednego nie wie, jak
się nazywa ulica na, której mieszkam, dobre i to. Wczoraj po zdarzeniu, kiedy
ją uderzyłem, pojechałem do baru, gdzie się upiłem, gdy wróciłem, zacząłem
wszystko rozwalać, mam już dosyć tego. Czemu nie mogę jej zabić, tak po prostu
jak każdego? Pomijając to, że muszę oddać ją mojemu szefowi. Kiedy ją dusiłem, poczułem blokadę, w rękach,
ona jest inna. Wszystkie się podlizywały, a ona ma mnie w dupie.
Kiedy
przestałem już rozmyślać, pomyślałem, że muszę trochę ogarnąć ten salon.
Zacząłem sprzątać. Kiedy minęło ok. pół godziny, usłyszałem jej głos:
- Czy mogę
coś zjeść? Spytała.
- Teraz
sprzątam, więc idź sama coś sobie zrób, masz nie uciekać.
Ostrzegłem
ją, tym razem by było dla niej gorzej.
Kiwnęła
głową, tak jakby się bała. Słyszałem jak się pałęta po kuchni. Po czym
usłyszałem hałas upadającego szklanego naczynia, No żesz kurwa, jej na coś pozwolić! Kurwa co za pizda!
Chyba ją
zamorduję.. a no tak nie mogę, niestety.
Nie
odstawiając już szufelki, poszedłem zobaczyć co stłukła.
Kiedy
zastałem ją siedzącą na podłodze, zdziwiło mnie to. Podszedłem bliżej i jej
ręka była cała we krwi. No super, co za niezdara z niej.
- Co
stłukłaś? Zapytałem zezłoszczony.
- Jakiś
dzban. Popatrzyła się na mnie trzymając zakrwawioną rękę.
- Wstań,
opatrzę ci dłoń.
Wstała i
powiedziałem:
- Idź na
kanapę, ja tu posprzątam.
Gdy poszła,
pomyślałem, że musiałem komicznie wyglądać, ja taki wkurwiony i jeszcze ta
szufelka..
Kiedy
skończyłem, usiadłem obok niej z opatrunkami i wodą utlenioną.
- Wystaw do
mnie dłoń. Poprosiłem jak najgrzeczniej się dało.
Podstawiła niepewnie
rękę, pewnie się boi i dobrze.
Wylałem
wystarczająco i wolno wodę utlenioną, słyszałem jak syczy z bólu, ma głęboką tą
ranę. Przeczyściłem i okleiłem plastrem. No nie jestem pielęgniarzem, ale w
takich rzeczach jestem dobry.
- Gotowe
księżniczko. Uśmiechnąłem się do niej, a ona jak zwykle po moich słowach z
księżniczką, byłą zła. Wygląda słodko, ma złą minę i jeszcze ta zabandażowana
ręką.
- Dziękuje. Powiedziała niepewnie.
Patrzyłem
się na nią i usłyszałem jak jej zaburczało w brzuchu, muszę jej coś ugotować,
znowu.
- Jesteś
głodna, prawda?
Pokiwała
głową.
- Możesz się
odezwać, czuję się dziwnie, zawsze jesteś chamska, a teraz?!
Patrzyła się
na mnie z przestraszoną miną.
- Masz się
odezwać.
- Dobrze,
już odezwałam się, lepiej.
- A żebyś
wiedziała.
- Chodź
ugotuję ci coś.
Ugotowałem
jej spaghetti, no okej myślę, że jest.. byłbym dobrym kucharzem, ale wolę być
mordercą, też mogę dusić, kroić i łamać.
Podstawiłem
jej talerz, patrzyłem się na nią jak z prędkością światła to zajada, chyba była
głodna.
Moja
wcześniejsza kanapka jej nie smakowała pewnie.
- Smakuje
ci?
- Tak.
Odpowiedziała z pełną buzią, to było zabawne.
W trakcie
kiedy Lucy jadła, zadzwonił mój telefon. Ciekawe kto to? Może Zayn?
Wziąłem
telefon do ręki, spojrzałem na ekran: „Numer Nieznany”
Nie
wiedziałem czy odebrać, a jeśli to ta policja, kurwa to nie może być ona. Zaryzykowałem i odebrałem
komórkę.
- Halo?
Powiedziałem odważnym
- No
nareszcie odebrałeś, masz ją jeszcze?
Od razu poznałem,
że to głos szefa, zachrypnięty, dość męski głos.
- Tak, mam.
Powiedziałem niepewnie.
- No to
dobrze, a i muszę cię poinformować, że misje mi się przełożyły i już lecę po
nią.
- Jak to?!
Zdziwiłem i podenerwowałem się.
- No to ,że
lecę po nią samolotem, za ok. godzinę będę u ciebie.
O nie, oni
nie mogą jej zabrać! Kurwa nie dziś, nie mogą, ona nie jest niczemu winna,
kurwa, wiem, że powinni ją zabić, ale nie! Bynajmniej na to nie pozwolę.
- Ale jest
problem.
- Jaki? A i
Niall, przywiozę ze sobą faceta, którego miałeś zabić dwa tygodnie temu, facet
uciekł do Brazylii, z 10 kg marychy, czaisz?
Zaśmiał się
mi do słuchawki, kurwa co za typ.
Widziałem,
że Lucy się dziwnie na mnie gapi, przeszedłem na górę i do mojego pokoju.
- Ona
uciekła rano i muszę ją jechać szukać. Musiałem skłamać.
- No Horan,
ty idioto, policzę się z tobą na miejscu!
Wykrzyczał
te słowa na mnie i tak nic mi nie zrobi, chuj zawsze mi tak gada, a później jest
zadowolony i jest tak jakby nic nigdy nie zaszło.
Wróciłem do
kuchni, muszę coś wymyślić, Lucy nie może być w domu, kurwa.
- Lucy
posłuchaj mnie uważnie teraz.
Dziewczyna
przestała jeść i spojrzała na mnie z zaniepokojeniem na mnie.
- Co się
dzieje?
- Zadzwonił
do mnie szef, musisz się gdzieś schować, on będzie tu za godzinę.
Powiedziałem
jak najspokojniej, widziałem w jej oczach strach.
- Gdzie mam
się schować?
- Chodź!
Dziewczyna
wstała i pobiegła za mną, weszliśmy na górę, do pokoju, gdzie spał Zayn.
Pomyślałem, że Lucy się schowa pod łóżkiem, było ono dosyć duże i pościel
zakrywała dół.
- Kiedy on
przyjedzie, masz wejść pod łóżko, zrozumiałaś?
- Tak.
Powiedziała odważnie.
- Czemu
chcesz mnie chronić? Spytała.
Ugh
nienawidzę jak ona pyta się o takie
sprawy, tak samo o „czy mnie nie zabijesz?” „zabijesz mnie?” „czemu tego nie
zrobiłeś?” Kurwa, chce ją chronić, ona jest inna, osoby, które zabijałem, były
winne coś mojemu szefowi. Ale Lucy jest jedyną, którą, aż tak długo muszę
przetrzymywać, albo ten chuj dzwonił,
żeby zabić od razu jakąś laskę. A teraz nie dzwoni, bo sam chce ją zabić.
- Bo chce
cię chronić.
Dziewczyna się
uśmiechnęła, podszedłem do niej niepewnie i przyłożyłem moją dłoń do jej
policzka i szepnąłem:
-
Przepraszam.
- Nic nie
szkodzi. Odpowiedziała.
- Szkodzi.
Chyba się
zarumieniła, wygląda tak pięknie, jak on może ją zabić? Nie wiem, często mnie
wkurwia, ale muszę się hamować, bo wiem, że ona jest inna.
- Jesteś inny
niż ci typowi mordercy, co są w wiadomościach.
Kiedyś
nikomu nie odpuszczałem, aż do jej spotkania.
- Wiem.
Zauważyłem,
że się trzęsie z zimna. Otuliłem ją i szepnąłem:
- Będzie
dobrze, zobaczysz.
- Kiedy mnie
wypuścisz?
- Nigdy.
Pewnie się wystraszyła,
ale kiedy ją wypuszczę, będę musiał się kryć, jak cztery lata temu, kiedy mnie
oskarżono o to, że zgwałciłem i zamordowałem własną matkę, to było okropne. Po
śmierci mojej matki nie mam już nikogo. Dlatego myślałem, że będę zabijał
niewinnych ludzi i mi ulży. Oczywiście, że mi było lepiej, ale później miałem
wyrzuty sumienia, które i tak szybko się kończyły po drinkach.
Kiedy staliśmy
wtuleni w siebie, usłyszałem pisk opon i otwierających się drzwi od samochodu.
- To on!
Chowaj się.
Dziewczyna
się wzdrygnęła i szybko się ukryła.
- Masz tam
siedzieć, do tej pory, aż nie przyjdę.
Nic nie
odpowiedziała, ale chyba nie jest na tyle głupia, żeby biec prosto w ręce
większego mordercy ode mnie. Chociaż dużo razy mi uciekała.
Zbiegłem na
dół i szybko wyszedłem na zewnątrz. Stał tam Harry, ze swoimi napakowanymi
kolesiami, którzy trzymali w rękach Billy’ego. Gość, który ukradł parę tysięcy
Harry’emu i miałem go zabić, ale wypadło mi z głowy, no cóż mecz był
ważniejszy. Stanąłem naprzeciwko szefa i
spytałem:
- No proszę,
znalazłeś Billy’ego?
- Tak, a
gdzie jest ta moja zdobycz?
To jest moja
zdobycz chuju! Harry podniósł głowę w górę, kurwa oby ona nie wychyliła się z
okna.
Kiedy
opuścił wzrok, powiedziałem:
-
Wiedziałem, że o nią zapytasz, jeszcze jej nie znalazłem.
- Mam
jeszcze czekać?
- Na to
wygląda.
- Więc, no Nie wiem
miała to być nagroda, ale i tak go zabijesz.
- Teraz?
- Tak
No super,
kurwa.
- Masz broń?
- Joey
wyjmij z bagażnika. Powiedział do jednego ze swoich pupilków.
Kiedy
umięśniony facet podał mi go, otarłem go dokładnie ręką.
Niestety
muszę to zrobić.
Naprężyłem
spust, powoli podchodząc do Billy’ego. Przyłożyłem do niego pistolet.
- Jakieś
ostatnie słowa?
- Proszę,
nie ró…
Nacisnąłem
spust, nigdy nie czekam, aż wypowie od końca swoje ostatnie słowa.
-
Gratulację, prześlę ci dziś premię na konto.
- Dobrze
Odwrócił się
i kiedy prawie wszedł do auta, odwrócił się i powiedział:
- A i po
Pannę Lucy przyjadę równo za tydzień, o godzinie 16:00, jeśli jej nie będzie,
pożegnasz się z pracą.
Patrzyłem
się na niego wzrokiem, którym chciałbym go rozszarpać.
Kiedy
odjechali, ruszyłem do pokoju gdzie jest Lucy.
~Lucy
Schowałam
się pod łóżko, było strasznie nie wygodnie i za mało miejsca, więc wyszłam.
Jego już nie było, podeszłam powoli do okna, gdzie był widok na ogród.
Widziałam czarne auto, z którego wysiadł brunet z lokami zaczesanymi do tyłu i
dwóch typów trzymających ledwo oddychającego człowieka. Pomyślałam, że ten z
lokami to jego szef. Nagle zauważyłam Niall’a, stanął naprzeciw tego szefa.
Starałam ich podglądać tak, żeby nie było mnie widać. Słyszałam jak Niall, rozmawia
z nim o mnie, kurwa.
Zauważyłam,
że brunet spogląda w górę, prosto w moje okno, momentalnie się schyliłam i
modliłam się, żeby mnie tylko nie zauważył, nie słyszałam, aby krzyczał „widziałem
ją”. Jak najlżej się wychyliłam, miał wzrok na Niall’u. Uff całe szczęście się
nie zauważył mnie. Śledziłam ich każde słowo i gesty. Zauważyłam, że Niall
trzyma broń w ręku. Widziałam jak dwoje napakowanych typów, próbuje przytrzymać,
wyrywającego się człowieka. Chłopak przyłożył pistolet do jego głowy i nie
wierzyłam w to co zobaczyłam, przez chwilę zaparło mi wdech, kurwa on go zastrzelił,
widziałam tą krew i jeszcze ta czaszkę, po prostu słyszałam, każde miejsce,
które złamało się przez kulkę w głowę. Jak on to mógł zrobić?! I jeszcze nijak
reaguje, kurwa. Czemu mnie tak nie zabije? Już dawno by to zrobił na 100 procent.
Ale coś go blokuje,
może to ja? Czy ja tak na niego działam? O co mu chodzi?
Nie chce
mnie oddać szefowi, żeby mnie zabił, a on raz chce mnie zabić, a drugi mnie przeprasza
i mówi, że będzie wszystko w porządku. Po tym usłyszałam tylko, że przyjedzie
po mnie za tydzień. A jeśli już minie ten tydzień i mnie Niall nie zabiję?
Kurwa, oczywiście, że nie chce umierać przez kulkę w łeb, ale i nie chce być..
nie wiadomo co by robił ze mną ten brunet.
Kiedy
zauważyłam, że już odjechał, musiałam znowu iść pod łóżko. Otworzyły się drzwi,
to Niall.
- Możesz
wyjść
Przecisnęłam
się po między łóżkiem, a podłogą i stałam na wprost chłopaka.
- Słyszałam
strzały, zastrzelili kogoś? Musiałam przekręcić jakoś zdanie, żeby nie wyszło
na to, że podglądałam.
- Lucy i tak
wiem, że wszystko widziałaś, nie ukrywaj.
- Nie
prawda!
Położył ręce
na moich biodrach i zaczął całować moją szyję.
Kurwa co on
do cholery wyprawia?!
- Nie kłam.
- Dobrze, widziałam
Muszę mu powiedzieć, nie chcę znów dostać w policzek, lub w co innego..
Muszę mu powiedzieć, nie chcę znów dostać w policzek, lub w co innego..
- Grzeczna
dziewczynka
Boże on jest
okropny.
Przełożył
ręce na moje plecy i podniósł na mnie spojrzenie. Nie wiedziałam o co mu
chodzi, poczułam jak blondyn przybliża moją twarz za moją głowę i zaszeptał do
mojego ucha:
- Jesteś
moja księżniczko.
Wystraszyłam
się na jego słowa, chociaż powiedział je tak bardzo cicho, aż mnie dreszcze
przeszły. Nienawidzę jak tak do mnie mówi!
- Nie
Powiedziałam
krótko. Poczułam jak przygryza mi lekko ucho i schodzi znów na szyję, którą
namiętnie całuje, czy on kurwa może przestać, boję się że znowu mi coś zrobi,
jeśli krzyknę, ale też nie chcę być czyjąś własnością.
- Czy możesz
przestać, proszę?
Chłopak
przestał, tylko kiedy dokończyłam zdanie.
- Tak
- Dziękuje
Wyszliśmy z
pokoju gościnnego i spytałam:
- Czy ten
facet w lokach, to twój szef?
- Tak
- Czemu
zabiłeś… Nie dokończyłam bo chłopak popchnął mnie na ścianę. Znowu, boli. Tym
razem nie trzyma mnie za szyję i nadgarstki.
- Musiałem
go zabić, to moja praca.
- Więc czemu
mnie jeszcze nie zabiłeś?
- Bo.. nie
mogę
- Dlaczego?
Muszę to wiedzieć!
- Ponieważ
jesteś inna!
- To
znaczy?!
- To znaczy to
Nie spodziewałam się tego, Niall zaczął mnie nachalnie
całować, nigdy nie zrozumiem tego człowieka. Pocałunki stały się czułe, czemu
ja to robię?! On bardzo niesamowicie całuje, chyba mnie kręci w brzuchu. Nie
mogę tego robić!
- Przestań
już, proszę
Poprosiłam
go o to, jak najciszej i najmilej.
- Dobrze
Całe
szczęście się zgodził, boże on jest do nie do rozgryzienia.
- Idę na
dół, obejrzeć telewizję, jak chcesz możesz dołączyć.
Byłam oparta
o ścianę i patrzyłam jak chłopak schodzi po schodach, może on się we mnie
zakochał? Nic już nie rozumiem.
__________________________________________________
Harry, 22 lata, szef Niall'a.
"Zabijanie jest moją pasją, jak malarz, który maluje farbami, tylko że ja maluje krwią"
______________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Hej! No i jest już 6 rozdział, wiem że dawno nie dodawałam, ale laptop poszedł do naprawy i takie tam, no ale jeśli ci się spodobało to skomentuj! x (zmieniłam wiek Harry'ego)
Ilysm @Horan__HugMe



Super rozdział
OdpowiedzUsuń@Luv_My_Niall_
Tu Maaaaaaaaasło :)
OdpowiedzUsuńRozdział o w mordę jeża haha (wiem te moje dojrzałe słownictwo np. spoczko foczko haha)
Wowowowow pocałowali się woowowowowow
Widziała jak go zabija wowowowowowo
Ten rozdział >>>>>>>>>>
Moje życie przed przeczytaniem rozdziału <<<<<<<<<
Moje życie po przeczytaniu rozdziału >>>>>>>>>
Moja ciekawość co dalej >>>>>>>>>>>>>>
Czekam na nexta
@megatightening
Uuu zakochał się w Lucy.. ^^
OdpowiedzUsuńA wgl świetny rozdział
Czekam na kolejny xx
@Niall_my_Angel x
Czuję ze ktoś tu sie zakochał hahaha ..
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny !
Super !
Proszę informuj mnie o rozdziałach jesli możesz ! ;)
@mixdirection769
Dobrze i dziękuje x
UsuńNie lubię się powtarzać ale co tam
OdpowiedzUsuńrozdział super z niecierpliwością czekam na kolejny:)
Pozdrawiam.
cudny!
OdpowiedzUsuńNie ma jak to czytac w środku nocy w totalnej ciemni, ale mniejsza z tym.
OdpowiedzUsuńTo jest tak idealne i ta logika Horana >>>>
Wow! Najlepszy rozdział! Kocham tego bloga :) ~ Sylwia ♥
OdpowiedzUsuńSuper rozdział bardzo mi się podoba
OdpowiedzUsuńświetny. jestem ciekawa co sie dalej wydarzy xx weny !! love_in_horse
OdpowiedzUsuń